Był środek nocy, obudziłam się po kilkunastu godzinach. Byłam przemęczona, czułam nawet,że mam gorączkę. Nicholas spał na podłodze. Wygrzebałam nogi spod koca i usiadłam, chowając twarz w dłoniach. Zniszczę ich, nie chcę zostawiać im niczego oni zrujnowali mi życie. Gdyby nie ten chłopak, gdyby nie on.. może mój ojciec nie stoczyłby się tak nisko.
Wstałam i poszłam do łazienki zamykając drzwi. Rozebrałam się do naga i stanęłam przed lustrem. Jestem kobietą, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Brzmi banalnie? Ale ja naprawdę nie ma,dla mnie życie skończyło się w wieku 13 lat. Ciało zbyt chude, pokryte bliznami, pełne kobiecych kształtów.. jako takich. Przetarłam opuszkami palców wzdłuż moich żeber, zmrużyłam oczy. To ciało było zbyt wiele razy wykorzystywane, pod każdym względem.
Przybliżyłam twarz do lustra, moje błękitne oczy.. byłam zapuchnięta, sinawa miejscami. Nie byłam pewna, czy nie przywiozłam żadnej choroby z Iranu, lekarz przecież nie mógł mnie zbadać.
Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, by krople chłodnej wody spadały na moje ciało. Woda, przecież na co dzień pewnie jej nie doceniasz.Odkręcasz kran i ona po prostu płynie. Tylko postaraj sobie wyobrazić młodą osobę, brudną, zakrwawioną, spoconą przez ponad tydzień bez wody?No już może być inaczej, już doceniasz każdą kroplę w Twoich ustach na ciele. Przygryzłam dolną wargę i rozkoszowałam się przyjemnością jaka została mi teraz dana. Oparłam ręce na ścianie i wyprostowałam je w łokciach. Każdy mógł pomyśleć,że jestem ćpunką. No tak młoda osoba i ma tyle śladów? No odpowiedź jest oczywista. Nie, kurwa,nie jest. Czułam jak znów wszystko zaczyna się we mnie gotować. Tylko czemu nikt nie zapytał w jakim celu były podawane te narkotyki, wszystkie leki? No czemu?
Uderzyłam pięścią w ścianę i potem znowu i znowu, pojawiło się kilka strużek krwi. Nie Sophie, nie teraz. Został Ci jeden dzień. Jutro piątek, Twój dzień.
Nałożyłam odrobinę żelu na dłonie i potarłam nimi aż wytworzyła się piana. Zapach czekolady rozniósł się dookoła. Zmrużyłam oczy.. ja nawet nie całowałam się nigdy z mężczyzną. Nigdy.. dobrowolnie.
-Dość tego Sophie, koniec rozmyślań, wyłaź spod tego prysznica- zbeształam się mentalnie. Wyciągnęłam ręcznik z szafki i osuszyłam skórę.Odwiesiłam go na wieszak, obok ręcznika Nicholasa.
Czemu on tu nadal był? Czego chciał? Może potrzebuje tych pieniędzy z nagrody? Nie mogę się go jeszcze pozbyć, jeszcze go potrzebuje. Czy on również powinien zniknąć po całej akcji? Jak to rozwiązać? Nie wiem czy chcę by umarł. Nie chcę więcej ludzi w to wplątywać. Wystarczy, że ja mam zmarnowane życie. Nałożyłam na siebie brązowy szlafrok i zawinęłam mokre włosy w drugi ręcznik. Umyłam jeszcze szybko zęby.Wyszłam znów do pokoju. Na zegarku była szósta rano.
Nie chciałam ryzykować wyjściem do sklepu, musiałam zaczekać aż on wstanie. Podeszłam do okna i oglądałam miasto.
Stratford.
Moje małe, kochane miasto. Widziałam jak jakiś mężczyzna próbuje sprzedać jak największą ilość gazet, ktoś biegł próbując dogonić autobus, jakaś kobieta prowadziła za rękę swoje dziecko.
Przecież to codzienność, codzienność która mnie ominęła.
-Sophie, kochanie.. czas wstawać- głos mamy próbował wyrwać mnie ze snu
-Mamo.. jeszcze chwilę-zakryłam głowę poduszką
-Kochanie, obudź sie.. zrobiłam Twoje pyszne naleśniki z jagodami!
Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się na równe nogi.
-Mamuś! Jesteś najlepsza!- rzuciłam się pędem do kuchni. Zobaczyłam w przelocie,że nie ma płaszcza ojca. Jak zwykle nie ma go w domu. Usiadłam na hokerze i zabrałam się za jedzenie.
-Sophie, nie spiesz się tak! Jeszcze Ci zaszkodzi!
-Mamuś! Twoje naleśniki? Nigdy w życiu!
-Sophie?- Męski głos wybudził mnie z moich wspomnień
-Czego chcesz?-warknęłam
-wszystko w porządku? Ty drżysz
-Tak, wszystko okej
-Na pewno? Chyba masz gorączkę
-Na pewno-odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na niego- Czemu sie tak troszczysz? Najwyżej umrę,jak widać wielu osobom by to odpowiadało!-wyrzuciłam ręce w górę i usiadłam na sofie. On wstał z podłogi i zaczął ubierać buty.- A Ty dokąd?
-Ja pierdole.. ile można słuchać Twojego pieprzenia? Na początku myślałem, że jesteś niewinna a im więcej z Tobą przebywam, to sam mam ochotę Cię wsadzić do puchy. Kurwa, to nie moja wina, że życie Cie pokarało
Moje oczy mało nie wyszły z orbit. Chyba nawet tego potrzebowałam. Pociągnęłam za końce włosów i jęknęłam z frustracją.
-Sory- powiedziałam cicho
-Słucham?
-Powiedziałam,że przepraszam!
Uniósł do góry jedną brew, chyba nie tego się spodziewał. Potarł dłońmi oczy i ubrał kurtkę. Już miałam go przeklnąć gdy się odezwał
-Pójdę po coś do jedzenia- powiedział cicho. Mój żołądek w tym momencie głośno zaburczał, odwrócił się i spojrzał na mnie. Miał ochotę się roześmiać, ale bał się, a może nie chciał wszczynać kolejnej afery
-Uhm.. Nicholas?- oblizałam delikatnie usta- Czy mógłbyś kupić gazetę?
Kiwnął głową i wyszedł.
-Kurwa..- zaklnęłam pod nosem i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Musiałam jakoś wyładować swoją złość, dlaczego muszę być tak beznadziejna?
Podeszłam do szafki, podniosłam starannie ułożoną pościel. Znajdowało się tam trochę pieniędzy. Jak dotąd korzystałam z nich stopniowo, żeby Kate nie musiała ich dostarczać zbyt często. Szybko, by się połapali. Dziś musiałam je wykorzystać. Ukrywałam je w kieszeni swojego swetra.
Po chwili wrócił Nicholas. Pachniało świeżym pieczywem, pod pachą niósł gazetę. Miałam ochotę się uśmiechnąć.Nie, nie.. to zbyt dziwne. Podał mi siatkę.
-Nastawię wodę. Chcesz kawy albo herbaty?- zapytałam.
-Herbatę poproszę. -Oparł się o framugę drzwi-słuchaj, masz może szczoteczkę zapasową?
Pokiwałam głową,poszłam do łazienki i wyjęłam ją z szafki
-Proszę
Zniknął za drzwiami łazienki. Nasypałam kawę do kubków i nastawiłam czajnik. To nic dziwnego, że robotnicy piją kawę, prawda? Wyciągnęłam produkty z siatki. Bułeczki były jeszcze ciepłe, owocowe jogurty i trochę owoców. Wydał i tak dość pieniędzy.
Ułożyłam pieczywo na talerz, naszykowałam wszystko na stole i w końcu mogłam sięgnąć po gazetę.
Pierwsza strona wywołała już u mnie odruch wymiotny.
"Justin Bieber! po niespełna 10 latach zagra w swoim rodzinnym mieście. Jego ukochani fani oraz rodzina spędzą z Nim trochę czasu, poniżej wywiad z piosenkarzem przeprowadziła Nasza dziennikarka Stella Hall:
-Panie Bieber, czy tęsknił Pan za Stratford?-zapytała dziennikarka
-Justin, po prostu Justin-tu pojawiła się odpowiedź tego.. czegoś-Tak, bardzo.Brakowało mi tych wszystkich kątów, które pamiętam dzieciństwa
-Jak długo będzie trwał Twój koncert?
-Chciałbym, by trwał tyle co zwykle..nie chcę wyróżniać moich Belieberek. Wiem jednak, że niektórzy ze mną dorastali i słuchali mnie, gdy grałem jeszcze na schodach. Cały występ potrwa do 23
-Bardzo cieszy mnie ta informacja, naszych czytelników na pewno również. Jak długo zostaniesz w Statford?
-Zamierzam przylecieć w czwartek rano, chciałbym tu zostać przynajmniej tydzień. Ja i moja menagerka Kate staraliśmy się dopasować jak najbardziej harmonogram..."
Nie czytałam dalej. Zgniotłam gazetę i przydeptałam ją nogami. Zaraz.. ma tu być w czwartek rano.. jest czwartek.. pewnie tu zaraz wyląduje. Zalałam kawę.
Moje serce zabiło mocniej, moje myśli pędziły jak szalone. Przecież teraz mogłabym go załatwić.. Nie Sophie, trzymaj się planu..
Menagerka Kate. Moja Kate
-Co? Aż tak nie lubisz tego Biebera?- Głos Nicholasa znów przywołał mnie do rzeczywistości
-Nie mów o tym człowieku w mojej obecności- wysyczałam, Nick uniósł ręce w geście obronnym. Wciągnęłam głęboko powietrze, starając się uspokoić-Siadaj, zjedzmy.
Usiadł na przeciwko mnie. Uśmiechnął się delikatnie
-Smacznego-powiedział. Podniosłam na niego wzrok i znieruchomiałam-Coś nie tak?
-Nie..nie.. po prostu dawno nie słyszałam..-potarłam dłonią kark
-Rozumiem, smacznego Sophie
-Smacznego
Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Najwyraźniej oboje byliśmy głodni. Wyszperałam jakieś ubrania z szafy i poszłam się ubrać. Nie przeszkadzało mi to, że będę się odznaczać, już nie dziś.
-Chcę kupić czarnego vana-powiedziałam wychodząc z łazienki.
-Co takiego?
-Czarny. Samochód. Van.
-Zrozumiałem.. ee.. ale pieniądze?
-O to się nie martw.
Nie chcąc jednak za bardzo szaleć mój strój zawierał kaptur i dodatkowo wzięłam kaszkiet. Wyszliśmy z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Zapowiadało się na ciepły dzień, ku mojemu zdziwieniu.
-Wiesz gdzie mogą takie sprzedawać? Za gotówkę? Bez żadnych pytań?-Zapytałam go idąc szybkim krokiem
-Tak, stary Pedro na złomowisku sprzedaje różne takie..-odpowiedział i schował ręce do kurtki. -Zgaduję,że nie powiesz mi po co Ci potrzebny samochód?
-Zgadłeś.. słuchaj, chcę Cię o coś zapytać.. Jak zaczęło się to wszystko.. jak Twoja mama straciła robotę? Słyszała coś? Widziała?
-Twoja rodzina i jej przyjaciele chyba nie chcieli żeby widziała, bo została zwolniona w dniu kiedy pojawiłaś się w wiadomościach
-Tak po prostu ją zwolnili?
-Tak,powiedzieli,że się wyprowadzacie i nie potrzebujecie aż tylu ludzi w służbie. Dostała solidną odprawę i miała siedzieć cicho.
-Jasne, zgaduję, że dużo było o tym gównie w telewizji?
-Szczerze? Byłaś wszędzie.. gazety, telewizja.. policja chodziła po domach.
Nick zatrzymał się nagle
-O co chodzi?-zapytałam. Zaczęłam się denerwować, że może ktoś nas zauważył.
-O nic, dotarliśmy na miejsce
Złomowisko wyglądało tak jak zapewne sobie wyobrażacie. Było tu pełno gratów, wiele z nich było zniszczonych, ale na niektórych można było całkiem dobrze zarobić. Na środku stała przyczepa, jak mniemam należała ona do Pedra. Nick zastukał w drzwiczki. Po chwili wyszedł na zewnątrz otyły koleś o ciemnej karnacji. Zlustrował mnie wzrok i bardziej nasunęłam kaszkiet.
-Siemasz Nicki!-powiedział Pedro i przybił sobie piątkę z Nicholasem-Kto to?-Jeszcze raz obrzucił mnie wzrokiem. Miałam ochotę mu dopiec.
-Klient-powiedział Nick-Pedro potarł swoją dość długą brodę i lekko się uśmiechnął-Czarny van, najlepiej bez rejestracji.
-Czarnego nie mam..-wywróciłam oczami-Ja Cię skądś znam..
-Doprawdy? Gram w miejskiej kapeli może stamtąd?-skłamałam
-Być może.. Van mam w kolorze granatowym. Ciemny, prawie czarny
Samochód był w porządku. Transakcja przebiegła pomyślnie. On nie widział nas a my jego.
Nick zaparkował na niepłatnym parkingu w pobliżu mieszkania Kate. Ja nie miałam prawa jazdy. Bo niby skąd?
-To co?-przerwał ciszę Nicholas- Co jest zaplanowane na dzisiejszy wieczór?
-Musisz mi pomóc-Spojrzał na mnie w ogólnie nie będąc zdziwiony.
-W czym?
-Musisz mi pomóc zlikwidować Sophie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz