Wyciągnęłam jakieś drobne i banknot z najniższym nominałem z kieszeni i podałam je temu chłopakowi.
-Zacznijmy od tego- skinieniem głowy pokazałam mu sklep otwarty przez 24 godziny na dobę.Co prawda prawie świtało ale nie chciało mi się niczego innego szukać. Na moje szczęście chłopak wyciągną trochę gotówki
-Co mam tam kupić?- zapytał. Potarł swoje przedramiona, by chociaż trochę się ogrzać.
-Kup coś do jedzenia, na szybko. Nie mam czasu teraz na zajmowanie się tym.- Pociągnęłam nosem i przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą- Zapytaj czy mogą nam dać jakieś kartony
-Kartony?
-Nie wyraźnie mówię?- syknęłam. Czasem mam wrażenie, że ludzie postradali rozum w ciągu tych dziesięciu lat.
-Okej. Kartony. Coś jeszcze?
-Nie to wszystko. - Miałam mu podziękować ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Usiadłam na schodkach prowadzących do jakiejś biblioteki.-Idź, zaczekam tu na Ciebie. Nie chcę słuchać plotek a co gorsza wpaść w ręce policji
-Okej. Co tylko powiesz.
Odprowadziłam chłopaka wzrokiem i podkuliłam nogi. Nie byłam pewna, czy aby na pewno dobrze robię. Po co ja go w to wplątałam? Mógł teraz odejść i zadzwonić w odpowiednie miejsca i zabraliby mnie stąd. Morderstwo pierwszego stopnia, kradzież, pobicie. Dożywotnia odsiadka gwarantowana. Wypuściłam powietrze z płuc i przetarłam zmęczone oczy. Miałam nadzieję,że w piątek to będzie koniec, koniec mojego koszmaru.
-Hej, mieli tylko bardzo duże pudełka, odpowiadają?-Jego głos przywołał mnie do rzeczywistości.
-Tak, będą okej. -Poprawiłam kaptur. Spojrzałam na siatkę którą trzymał w ręku. Mój żołądek w tym samym czasie dał o sobie znać. Widziałam,że ma ochotę się zaśmiać- Nawet nie próbuj.
-Sory, o tej porze załatwiłem Ci cieplutkie hamburgery, Mogłabyś chociaż okazać minimum wdzięczności- palcami odmierzył długość. Na nasze szczęście, albo i nie.. podjechał autobus
-Wsiadaj- zażądałam i w jednym momencie znalazłam się na siedzeniu na końcu autobusu a on obok mnie-Kup bilet, nie chce problemów
-Dziewczyno.. Ty już..- Podniosłam się z miejsca i ścisnęłam go za gardło
-Posłuchaj mnie chuju. To, że dzieliłam się z Tobą moimi zabawkami i byłeś parę razy u nas w domu nie upoważnia Cię do takich słów- Zacisnęłam mocniej dłoń.Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć- Więc jeśli raz jeszcze spróbujesz.. będę poszukiwana za dwa morderstwa a nie jedno
Puściłam go a chłopak zaczął kaszlać i łapać powietrze. Popatrzył na mnie z odrazą. Chciał coś dodać ale się powstrzymał. Skrzyżowałam ręce i wyjrzałam przez okno.Kątem oka dostrzegłam, że poszedł po bilety
-Będziemy bezpośrednio jechać. To nie jest daleko stąd-powiedziałam cicho wiedząc, że mnie uciszy. Miasto budziło się do życia. Piekarnie już dzieliły się zapachem świeżego chleba i bułeczek. Widać było pierwszych klientów biegnących po kawę. Jakiś starszy mężczyzna otwierał kiosk z gazetami. Normalne życie, tak bardzo inne od mojego. Miałam skończyć szkołę, dostać się na studia, mieć bogatego i dobrego męża. Miałam. Dlaczego od razu wszyscy przesądzili,że jestem winna? Nikt nie dał mi choćby jednej szansy. Wszystkie ślady po sobie zatarli,wszystkie.
-Wysiadamy- powiedziałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam tu zaledwie parę dni temu. Gdyby nie on.. nie mogłabym tu być. Ruszyłam z miejsca, wzięłam od niego jeden karton. - Widzisz ten dom? Zaczekamy do siódmej rano. Pani Lorenc, która jest gospodynią tych mieszkań będzie mieć za sobą poranną toaletę
-Powinienem zapytać dokąd idziemy?
Wzięłam głęboko powietrze. Rozważyłam jego pytanie i odpowiedziałam:
-Tam znajduje się mieszkanie mojej ciotki.
-Jak chcesz się tam dostać?
-Daj mi pomyśleć i podaj mi tego hamburgera- wyjął z siatki jedzenie. Było jeszcze ciepłe.Widziałam,że jest cały spięty. Nie chcę być dla niego miła. Nie chcę czuć. Nie po tym wszystkim co przeszłam. Jedzenie ogrzało mnie trochę- Co z Twoją matką?- Chyba wyrwałam go z zamyśleń, bo dostrzegłam,że się wzdrygną.
-Pracuje w pralni i szpitalu. Stara się jak może- Podparł głowę na dłoni.
-Studiujesz?
-Tak, na szczęście udało mi się załapać na stypendium, więc mogę sobie pozwolić
Zazdrościłam mu. Tak, zazdrościłam, poczułam ukłucie w sercu. Nie chciałam drążyć tematu.Do mojej głowy wpadły jego wcześniejsze słowa.
-Wspomniałeś-zawahałam się na moment i podrapałam się w tył głowy. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Wspominałeś, zaczęło mnie ścigać FBI?
-Tak, Sophie.Sprawa jest naprawdę poważna. Jesteś w czołówce najbardziej poszukiwanych osób. Niektórzy..- umilkł i odwrócił wzrok
-Dokończ-jednak odpowiedziała mi cisza. Wiedziałam, że to nie będzie nic przyjemnego-Dokończ, proszę-Na dźwięk ostatnich słów odwrócił swoją twarz. Widać było,że pobladł
-Niektórzy chcą dla Ciebie kary śmierci
Poczułam jak brakuje mi gruntu. Jakbym spadała w ciemną otchłań. Łzy cisnęły mi się do oczu, więc szybko zamrugałam powiekami.
-Chodźmy, już czas- Nie spojrzałam na niego-Powiesz, że jesteśmy z ekipy remontowej, że Kate Timmelson chce poprawić parę rzeczy i to nie zajmie nam więcej jak dwa dni.
Nie wiedziałam,czy gospodyni nam uwierzy. Zagryzłam dolną wargę i ukryłam twarz bardziej pod kapturem.
Ściskało mnie w żołądku,kiedy Nicholas wypowiedział swoją formułkę.
-A czy nie będzie nazbyt głośno? - Starsza Pani potrafiła być zrzędliwa. Jakby po prostu nie mogła nas wpuścić
-Nie Szanowna Pani. Ja i moja współpracownica wykonujemy profesjonalnie naszą pracę- Nicholas był bardzo przekonywujący. Rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranego domofonu
-Pierwsze piętro,pod dwunastką-powiedziałam cicho i ruszyliśmy po schodach.Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą i znaleźć się w mieszkaniu Kate. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka a ja zamknęłam wszystkie zamki.W mieszkaniu panował półmrok.Rolety były zasłonięte, nie chciałam wścibskich podglądaczy z domu naprzeciw. Opadłam na kanapę, byłam wyczerpana.
-To wszystko. Pójdę już- chłopak obrócił się i skierował w stronę drzwi. Zamknęłam na sekundę oczy
-Nie mógłbyś zostać?- Spojrzał na mnie zszokowany-Tak dla przykrywki? Do piątku?- Nie wahał się. Chciał zostać, nie wiedziałam tylko dlaczego.
-Okej, w końcu to pojutrze. Słuchaj..- przeniósł usta na jedną stronę. Analizował to co chce powiedzieć-Mógłbym wziąć prysznic? Chyba dopadł mnie kac i trochę.. no wiesz- Nie, nie wiedziałam. Nie piłam nigdy alkoholu, ale widząc jego minę musiał czuć się naprawdę chujowo
-Łazienka jest za tymi drzwiami po lewej
-Dzięki- zniknął za drzwiami i po niespełna minucie usłyszałam szum wody. Zdjęłam kaptur z głowy i sweter. Zsunęłam ze stóp buty i wyłożyłam się wygodniej na sofie. Sięgnęłam po pilot i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na jakieś wiadomości. Chuda blondynka prowadziła wywiad z jakimiś młodymi dziewczynami
-Jak się czujecie dziewczyny?-Zapytała dziennikarka ukazując rząd równych zębów
-Och to takie niesamowite,że go spotkam! Kocham go!-Młoda dziewczyna trzymała w ręku plakat osoby, na widok, której poczułam odruch wymiotny.
-Artysta po wielu latach zagra w swoim rodzinnym mieście, to będzie spektakularne widowisko! Dla naszych odbiorców, pokażemy teraz jeden z najnowszych teledysków gwiazdy!
Z telewizora zaczęła płynąć muzyka. Uśmiechnęłam się do samej siebie i powiedziałam na głos:
-Justin Bieber.. już nie żyjesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz