piątek, 25 listopada 2016

Pięć.

Przeszłość.

Miałam zawroty głowy, bolały mnie wszystkie mięśnie, siedziałam w niewygodnej pozycji. Chciałam się przekręcić ale byłam skrępowana. Zaczęłam się szamotać, przypominając sobie co się wydarzyło.. ciało mamy,  mnóstwo ludzi, ciemność. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi duszno, gorąco, sucho w ustach. Nie słyszałam nic. Moja biedna mama, moja mamusia. łzy zaczęły się wzbierać do moich oczu. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Gdzie jest mój ojciec?Mój pokój? Gdzie jest Kate? 
Starałam się uspokoić, odliczyć od 10 w dół, to jednak na nic. Byłam spanikowana, wręcz przerażona, nie czułam głodu. Na głowie miałam chyba worek, było mi coraz goręcej. Zaczęłam nasłuchiwać, miałam wrażenie, że ktoś tu jest. Wydawało mi się, że słyszę czyjś oddech, przez co moje serce zwiększyło obroty. Przesunęłam nieznacznie nogami, chcąc wyczuć stopami podłoże. Płytki, nie byłam u siebie w pokoju, to pewne. Zaczęła mnie swędzieć skóra. Och mamusiu! Proszę pomóż mi. 

Znów zemdlałam. Tak sądzę. 

Światło oślepiało moje oczy, głowa pulsowała. Czułam się okropnie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się pierwsze kształty. Zamrugałam oczami, chcąc by obraz się wyostrzył. W głowie zaczęły układać się pierwsze słowa modlitwy. 
W pomieszczeniu było kilku mężczyzn. Znałam tylko dwóch- ojca i Tom'a. 
-Tato!-krzyknęłam, chcąc podnieść się i biec ku niemu. Ale byłam przywiązana do krzesła, teraz i również za stopy. Ojciec podszedł i wymierzył mi cios w twarz. Splunęłam krwią. Teraz już płakałam, płakałam ciężkimi łzami.
-Zawsze byłaś miękka Sophie. Gdyby nie problemy z Tobą, Twoja matka by nadal żyła. Zamknij się to wszystko pójdzie sprawniej -mój ojciec miał dużo jadu w głosie. 
Wciągnęłam głośno powietrze. Nienawidzę go, nienawidzę go całym swoim sercem.  Rozejrzałam się dookoła. Byłam w jakimś pomieszczeniu, względnie czystym. Było tu łóżko jednoosobowe, jakaś lampka. 
-Gdzie ja jestem?-Mój głos był ochrypły, czułam jak krople potu spływają po mojej skórze.
-Sophie-Tym razem wtrącił się Tom- Jesteś w Iranie
Wytrzeszczyłam oczy i teraz zupełnie nic nie rozumiałam. 
-Dlaczego tu jestem?
-Jesteś potrzebna- Tom skinął  głową do czegoś obok mnie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jestem podłączona do kroplówki. Być może dlatego swędziała mnie skóra. 
-Do czego? Nie rozumiem nic, jak mogliście..- ojciec po raz kolejny mnie uderzył. Znów splunęłam krwią.
-Robercie!-Zagrzmiał jego przyjaciel-Nie możesz, musi być w dobrej formie
Wszyscy mężczyźni patrzyli na mnie, obserwując każdy mój ruch choćby najmniejszy. Oblizałam suche usta. Do czego mnie potrzebowali? Iran? Kroplówka? Nic nie układało się w mojej głowie w całość. Brakowało mi kilku elementów w tej układance. 
-Gdzie jest Kate?- zapytałam
-Bezpieczna- Tom nie zdawał się być przekonywujący- Posłuchaj, będziesz tu przez jakiś czas. Wszystko wróci do normy, jeśli będziesz się spisywać. Wrócisz do domu.
-Do domu? Tam gdzie leży ciało mojej mamy w kałuży krwi?- Łzy kapały mi na spodnie. Serce rozpadało się na kawałki, wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz
-Sophie, ona chciała nam przeszkodzić. A Ty jesteś potrzebna.
-Do czego jestem Wam potrzebna?

Widziałam,że Tom i ojciec wymienili spojrzenia. Któryś z mężczyzn pochylił się ku ojcu i powiedział mu coś na ucho po czym ojciec podszedł do Tom'a i powiedział mu coś szeptem. 
Przyjaciel ojca potarł dłonią brodę, taką kilkudniową. Jak długo tu byłam? Jak znalazłam się w Iranie? Patrzyłam na nich wyczekująco. 
Tom ruszył w moim kierunku, był opanowany, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jak gdyby wszystko szło ku jego myśli. Od zawsze mieli taki plan. Tom zaczął regulować kroplówkę, przez co moje żyły lekko mnie zapiekły. Jednak po chwili zrobiło mi się chłodniej, czułam, że robię się senna.
-Sophie-zaczął Tom. Moje powieki robiły się ciężkie- Musimy Ci wyciąć to i owo.


Zasnęłam.


________________


Daj mi znak, że jesteś. Zostaw choćby słowo po sobie. Jesteś moim filarem, każdego dnia. Chcę tu być dla Ciebie, ale wiesz, że ja nie istnieję bez Ciebie,prawda? Proszę, zostań ze mną. Trwaj przy mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz