Dzień obecny.
Czułam jak bardzo pulsuje mi głowa. Ból rozchodził się po całym ciele. Miałam wrażenie, że nie spałam spokojnie przynajmniej sto lat. W moim umyśle tańczyły koszmarne obrazy, jak prawie za każdym razem. Skalpel, szwy, brudny gabinet. Nagle ze snu obudził mnie dźwięk policyjnych syren. Zerwałam się na równe nogi zapominając o bólu u dołu pleców. Czułam jak bardzo pieką mnie oczy.Jęknęłam głośno. Rozejrzałam się dookoła, czy oby na pewno odgłos nadjeżdżającego radiowozu nie staje się większy. Po kilku minutach mój oddech się wyrównał. Wiatr rozwiewał mi moje skołtunione włosy. Dziękowałam za to, że mogłam parę dni temu skorzystać z mieszkania Kate. Wokół rozlegał się smród, drażniący moje nozdrza. Stałam obok starego, opuszczonego przystanku autobusowego. To cud, że nie przykleił się do mnie jakiś upity mocnym trunkiem mężczyzna. Rozmasowałam dłonią bolące miejsce na plecach i podjęłam decyzję, że nie mogę tu zostać. Mój brzuch wywracał fikołki. Byłam bardzo głodna. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na żaden sklep, gdyż sprzedawca mógł mnie w jednej chwili rozpoznać.
-Mamusiu, moja najdroższa..- ścisnęłam łańcuszek na szyi i otarłam cisnące się do oczu łzy. Kulałam lekko, nienawidziłam swojego życia. Spojrzałam na ręce pełne śladów od wkucia igłą. Przez chwilę znów widziałam przed oczami ten obskurny gabinet. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że muszę odnaleźć Kate, że muszę na nią czekać. Minęło dziewięć może dziesięć lat od ostatniego spotkania. Siedziała w tym po uczy, ale wiedziałam, że może mi pomóc. Wszystko było niesprawiedliwe, nie tak miało potoczyć się moje życie. Od tamtych chwil, wyzbyłam się wszelkich uczuć. Byłam najzwyczajniej wyprana z emocji. Zatrzymałam się przy jednym z kontenerów pobliskiej restauracji. Podejrzewam, że ktoś się domyślał, że tu myszkuję, bo od pewnego czasu zostawiał mi zapakowane i nietknięte resztki jedzenia. Wspięłam się na drewniane skrzynki i podniosłam klapę. Wyciągnęłam niedawno wrzuconą siatkę i delikatnie ją otworzyłam. Zapach placuszków z bananami rozszedł się dookoła. Odgarnęłam jakieś papiery, rolki i wyciągnęłam je czym prędzej. Zwinięta kulka papieru powędrowała gdzieś w powietrzu niesiona przez wiatr. Coś przykuło na niej moją uwagę. Opuściłam siatkę z moim posiłkiem i rzuciłam się pędem na skrawkiem papieru. Po chwili zmagania wpadła w moje ręce, miała kilka plam po ketchupie. Rozwinęłam ją i ukazał mi się wielki napis KONCERT. Spojrzałam na twarz widniejącą na kartce i splunęłam na nią. Uniosłam łańcuszek i przytknęłam do moich ust:
-Mamusiu, obiecuję. Obiecuję, że nie zapomnę i stanę z nimi twarzą w twarz.
rękawem starałam się oczyścić jak najbardziej kartkę. Pokazał się tekst reklamujący i informujący o widowisku. Po tylu latach tułaczki wiedziałam jak go odczytać. Opuszkiem palca przejechałam po ostatnich słowach wersów w poszukiwaniu odpowiednich liter. Nie zajęła mi nawet chwila, by odczytać tekst przeznaczony tylko dla mnie. Dawniej nie wiedziałam o istnieniu sekretnych wiadomości, zajmowało mi to miesiące. Kate chciała mi dać tyle do zrozumienia.. "S fri 8pm west".
Czułam jak bardzo pulsuje mi głowa. Ból rozchodził się po całym ciele. Miałam wrażenie, że nie spałam spokojnie przynajmniej sto lat. W moim umyśle tańczyły koszmarne obrazy, jak prawie za każdym razem. Skalpel, szwy, brudny gabinet. Nagle ze snu obudził mnie dźwięk policyjnych syren. Zerwałam się na równe nogi zapominając o bólu u dołu pleców. Czułam jak bardzo pieką mnie oczy.Jęknęłam głośno. Rozejrzałam się dookoła, czy oby na pewno odgłos nadjeżdżającego radiowozu nie staje się większy. Po kilku minutach mój oddech się wyrównał. Wiatr rozwiewał mi moje skołtunione włosy. Dziękowałam za to, że mogłam parę dni temu skorzystać z mieszkania Kate. Wokół rozlegał się smród, drażniący moje nozdrza. Stałam obok starego, opuszczonego przystanku autobusowego. To cud, że nie przykleił się do mnie jakiś upity mocnym trunkiem mężczyzna. Rozmasowałam dłonią bolące miejsce na plecach i podjęłam decyzję, że nie mogę tu zostać. Mój brzuch wywracał fikołki. Byłam bardzo głodna. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na żaden sklep, gdyż sprzedawca mógł mnie w jednej chwili rozpoznać.
-Mamusiu, moja najdroższa..- ścisnęłam łańcuszek na szyi i otarłam cisnące się do oczu łzy. Kulałam lekko, nienawidziłam swojego życia. Spojrzałam na ręce pełne śladów od wkucia igłą. Przez chwilę znów widziałam przed oczami ten obskurny gabinet. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że muszę odnaleźć Kate, że muszę na nią czekać. Minęło dziewięć może dziesięć lat od ostatniego spotkania. Siedziała w tym po uczy, ale wiedziałam, że może mi pomóc. Wszystko było niesprawiedliwe, nie tak miało potoczyć się moje życie. Od tamtych chwil, wyzbyłam się wszelkich uczuć. Byłam najzwyczajniej wyprana z emocji. Zatrzymałam się przy jednym z kontenerów pobliskiej restauracji. Podejrzewam, że ktoś się domyślał, że tu myszkuję, bo od pewnego czasu zostawiał mi zapakowane i nietknięte resztki jedzenia. Wspięłam się na drewniane skrzynki i podniosłam klapę. Wyciągnęłam niedawno wrzuconą siatkę i delikatnie ją otworzyłam. Zapach placuszków z bananami rozszedł się dookoła. Odgarnęłam jakieś papiery, rolki i wyciągnęłam je czym prędzej. Zwinięta kulka papieru powędrowała gdzieś w powietrzu niesiona przez wiatr. Coś przykuło na niej moją uwagę. Opuściłam siatkę z moim posiłkiem i rzuciłam się pędem na skrawkiem papieru. Po chwili zmagania wpadła w moje ręce, miała kilka plam po ketchupie. Rozwinęłam ją i ukazał mi się wielki napis KONCERT. Spojrzałam na twarz widniejącą na kartce i splunęłam na nią. Uniosłam łańcuszek i przytknęłam do moich ust:
-Mamusiu, obiecuję. Obiecuję, że nie zapomnę i stanę z nimi twarzą w twarz.
rękawem starałam się oczyścić jak najbardziej kartkę. Pokazał się tekst reklamujący i informujący o widowisku. Po tylu latach tułaczki wiedziałam jak go odczytać. Opuszkiem palca przejechałam po ostatnich słowach wersów w poszukiwaniu odpowiednich liter. Nie zajęła mi nawet chwila, by odczytać tekst przeznaczony tylko dla mnie. Dawniej nie wiedziałam o istnieniu sekretnych wiadomości, zajmowało mi to miesiące. Kate chciała mi dać tyle do zrozumienia.. "S fri 8pm west".
To była jedyna szansa, po dziesięciu latach wszyscy myśleli, że nie żyję. Wszyscy, którzy zrujnowali mi to życie.Muszę to wykorzystać. Ścisnęłam kartkę w ręku, czując jak paznokcie wbijają się w moją dłoń. Chciałam nawet, żeby myśleli, że nie żyję. Mogłabym się bezsensownie tłumaczyć, że to nie moja wina, że przecież to ja jestem ofiarą. Jednak oni zaplanowali wszystko, och.. gdybym wtedy nie uległa.. gdybym nie dotknęła tej broni. Nikt nie mógł mi pomóc. Nie miałam żadnej rodziny.
Poza Kate.
I tym człowiekiem, który figuruje jako mój ojciec.
Słowa układanki,jeszcze raz pojawiły się w mojej głowie.
Poza Kate.
I tym człowiekiem, który figuruje jako mój ojciec.
Słowa układanki,jeszcze raz pojawiły się w mojej głowie.
Sophie. Piątek. Ósma wieczorem. Przyjdź od zachodu.
Tak jak mówiłem, spoczko są takie teksty.
OdpowiedzUsuńObiecałem że się odezwę więc tak robię, Maciek...
Powinnaś wiedzieć o kogo chodzi ^^
Bardzo dziękuję za takie ciepłe słowa. :)
OdpowiedzUsuńCała przyjemność po mojej stronie ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że poznajesz ?^^
Tak,jeszcze raz bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam oraz zachęcam do czytania :)
UsuńDziękuje i również ciepło pozdrawiam ^^
OdpowiedzUsuńNa pewno będę tu zaglądał :D