Pamiętam tylko dzień w którym się pojawił. W domu wszystko się zmieniło, wszystko zaczęło dążyć do perfekcji. Nie wiedziałam bardzo długo dlaczego wszystko to się działo do pewnego momentu.
Wracałam wtedy od koleżanki, była końcówka wakacji, na dworze świeciło słońce. Miałam na sobie żółtą, letnią sukienkę. Szłam powoli, wcale nie spieszyło mi się do domu. Nie chciałam wysłuchiwać tych nerwów i tego jak ojciec się drze, że coś jest nie tak a powinno być już dawno wszystko gotowe. Przy wejściu do domu stały różne walizki.
-Ktoś się wprowadza? Do kogo należą? Mamy gości?- Przez moją głowę pełzało wiele pytań bez odpowiedzi. Nie chciałam,żeby zaraz mnie ktoś zauważył i przegonił do pokoju. Chciałam zobaczyć, kto się pojawi w Naszym domu. Ukryłam się za małym domkiem, który służył jako pomieszczenie gospodarcze. Nasz ogrodnik trzymał tam cały sprzęt do pielęgnowania naszego ogrodu. Czułam jak mój żołądek się zaczyna kurczyć, gdy pod dom zaczęły zjeżdżać się duże, czarne samochody. Były niewiele lepsze od Naszych. Było ich chyba ze cztery!
Schowałam się bardziej, gdy z domu wyszli rodzice. Mój tato był lekko poddenerwowany, ale na twarzy miał uśmiech. Za Nim kroczyła moja mama. Była przestraszona. Gorączkowo rozglądała się dookoła, tak jakby czegoś szukała.
Na moje nieszczęście Nasze spojrzenia się spotkały. Moja mama zbladła, gdy zobaczyła mnie obserwującą całą sytuacje. Przytknęłam palec wskazujący do ust, dając Jej znak, żeby mnie nie wydała.
Z samochodów zaczęli wysiadać różni mężczyźni. Były też dwie kobiety. Większość twarzy była mi nieznajoma.
-Witajcie! Tak długo na Was czekaliśmy!- zabrzmiał głos mojego taty. Tom podszedł do Niego i szepnął Mu coś na ucho. Ojciec tylko skinął głową. Wymieniono uściski dłoni. Głosy zostały przyciszone, nic już nie mogłam usłyszeć.
Moja mama zerknęła na mnie przepraszającym wzrokiem. Chciała mi dać coś do zrozumienia, ale kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam. Nie wiedziałam, że za chwilę zobaczę przekleństwo mojego życia.
Wszyscy zwrócili się w stronę samochodu, który w tym momencie wjeżdżał na posesję. Miałam wrażenie, że wszyscy są spięci. Starałam się pozostać niezauważona a jednocześnie próbowałam się jak najbardziej wychylić. Samochód się zatrzymał. Przez krótką chwilę nikt z niego nie wychodził. Aż w końcu drzwi się uchyliły, z samochodu wysiadła drobna, niska kobieta. Miała brązowe długie włosy, sprane dżinsy i beżowy sweter. Miała w sobie coś ładnego, przyciągała ciepłem. Jednak było widać w niej coś przygnębiającego. Miałam wrażenie, że kobieta zaraz się przewróci.
Nachyliła się do otwartych drzwi i z kimś rozmawiała. Machała dłonią, próbując zachęcić do wyjścia z samochodu.
Wszyscy obecni stanęli jakby na baczność. Sama nie wiem, to było dziwne. Jakby za chwilę miał nastąpić jakiś przełom. Kobieta odsunęła się od samochodu.
Po chwili wysiadł z Niego szczupły chłopiec. Był w moim wieku, albo niewiele starszy. Miał jasnobrązowe włosy, nie były długie, ale grzywka wchodziła mu w oczy. Był przygarbiony i daję słowo.. mam wrażenie jakby się też czegoś bał. Miał na sobie żółtą koszulkę, brązowe spodnie a na głowie zielony kaszkiet z daszkiem odwróconym do tyłu.
Kobieta objęła Go ramieniem i ruszyli w kierunku całego tłumu. On coś szepnął Jej na ucho. Ona skinęła głową i szepnęła coś do Tom'a.
Wszyscy się rozstąpili i kobieta z chłopcem weszli do środka
-Ładnie Go wychowali! Nawet nie raczył się przywitać a taką szopkę dla Niego przygotowali!- pomyślałam. Schowałam kosmyk włosów za ucho. Poczekałam aż wszyscy wejdą do środka i przez drzwi od kuchni dostałam się do domu.
Wtedy nie wiedziałam. Nie wiedziałam, że On tak zmieni moje życie. Wtedy ostatni raz byłam szczęśliwą, młodziutką nastolatką, która miała całe piękne życie przed sobą. Otarłam wierzchem dłoni łzy które już zdążyły zmoczyć całe moje policzki.
Moja Kochana Mamo.. gdybyś mnie teraz tylko słyszała.. gdybyś tu po prostu była. Już wtedy nie chciałaś żebym się tak znalazła. Już wtedy mnie przepraszałaś za całe zło, które ojciec miał mi wyrządzić. Coś poszło po drodze po prostu niezgodnie z planem. Nie przemyśleli, że się zbuntuję.
Sophie miała tylko odwalić cały plan. Miała być tylko dawcą i nic więcej.
Tylko Sophie wszystko skomplikowała. Dlatego teraz trzeba Ją ukarać i postawić Jej tyle zarzutów. Włącznie z morderstwem swojej własnej matki.
Ja dopiero będę poszukiwana za morderstwo.
Za morderstwo, którego naprawdę się dopuszczę. Gdy tylko zabiję tego Biebera.
-Chcę wracać-szepnęłam. Wiedziałam, że Nick krąży od długiego czasu po mieście, chcąc mi pozwolić spokojnie pomyśleć. Natychmiast skręcił w ulicę prowadzącą do mieszkania Kate. Oglądałam ulice Stratford. Co chwilę na którymś bilbordzie wyświetlała się reklama jutrzejszego koncertu.
"Po 10 latach pokażemy Ci jak Stratford za Tobą tęskniło!"
Czy nikt się nie zastanawiał dlaczego Go nie było tyle lat? Dlaczego po prostu nie przyjechał w rodzinne strony? Nikt?
Nicholas się zatrzymał w pierwszym wolnym miejscu na parkingu. Był cały zatłoczony a był już późny wieczór. Dostrzegłam stare wiadro obok kontenera ze śmieciami.
-Poczekaj chwilę- poleciłam. Wysiadłam z samochodu. Podeszłam do starego wiadra i na moje szczęście miało jakiś zaschnięty pędzel i pustą rolkę po taśmie.
Jednak Bóg mnie całkiem nie opuścił. Chwyciłam szybko w ręce wiadro i wróciłam do samochodu. Nick wydawał się niczego nie rozumieć. Westchnęłam cicho i wywróciłam oczami.
-Robotnicy muszą pracować prawda? Przecież nie wrócisz do mieszkania Kate tylko z siatkami z zakupami.- wyjaśniłam Mu wszystko i zamknęłam drzwi od strony pasażera. Po chwili ruszył za mną idąc z torbami.
Wiedziałam, że Pani Lorenc nas obserwuje, więc założyłam kaptur na głowę.
Jednak ta nie dała za wygraną, wyszła za drzwi.
-Wy! Dlaczego nie pracujecie cały dzień?- jej głos był pełen pretensji.
-Jak to? Szanowna Pani cały dzień zajmowaliśmy się malowaniem salonu!-odpowiedział Nick. Głową wskazał na wiaderko, które niosę- Musieliśmy wyrzucić brudne rzeczy na śmietnik, po drodze wstąpiliśmy na zakupy. Robotnicy też coś muszą jeść!
Kobieta wydała się wyraźnie zmieszana. Pokiwała jedynie głową i wróciła do mieszkania.
Usiadłam wygodnie na kanapie. Czułam jak głowa mi pulsuje, zamknęłam ciężkie powieki. Nick krzątał się po kuchni. Nie chciał mojej pomocy. A może to ja nie chciałam Mu pomagać. Miałam momentami dość Jego towarzystwa, chociaż więcej rzeczy mi ułatwiał niż utrudniał. Musiałam Go poprosić o najważniejszą rzecz w całej akcji, ale nie wiedziałam, czy mogę Mu zaufać. Pedro tak mi się przyglądał, że gdybym sama chciała to załatwić, gliny po chwili dostałyby mój namiar. A skoro Oni się znają..
W całym mieszkaniu rozszedł się zapach pizzy. Już nie pamiętam kiedy jadłam pizzę. Wiedziałam, że to jeszcze chwilę zajmie dlatego poszłam do łazienki. Rozebrałam się szybko i wskoczyłam pod prysznic. Nalałam na dłonie żelu o zapachu brzoskwiń i rozprowadziłam go po swojej skórze. Przyjemnie. Czysto. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Krzyknęłam przestraszona.
-Ee.. Sophie.. nie chciałem Cię przestraszyć, kolacja gotowa.-powiedział Nick będąc za drzwiami.
Moje serce jeszcze chwile łomotało. Oparłam się dłońmi o płytki i pozwoliłam, żeby strumień wody spłukał pianę z mojego ciała. Zbyt wiele razy wykorzystywana, zbyt wiele bólu, by nie bać się niektórych odgłosów.
Po tym jak się wytarłam przebrałam się w naszykowane wcześniej dresy.
Na stole czekały dwa talerzyki i większy talerz na którym znajdowała się pizza. Mój żołądek jak na zawołanie głośno zaburczał. Usiadłam naprzeciw Nicka, który właśnie nakładał mi jeden kawałek.
-Smacznego Sophie-powiedział cicho
-Smacznego-odpowiedziałam niechętnie. Zabrałam się za jedzenie. Pizza chociaż mrożona, była przepyszna!
-Zawsze tak masz?
-Tzn?
-Tak, że głośno burczy Ci w brzuchu?
-Tylko wtedy jak widze jedzenie, wtedy sobie przypominam, że jestem głodna-odparłam zawstydzona
-Zapominasz, że chce Ci się jeść?
-Przez te wszystkie lata, przez to co przeżyłam, człowiek potrafi się przyzwyczaić do głodu
-Czy mogę wiedzieć.. gdzie Cię zabrali?
-Do Iranu- Nick zaczął się krztusić. Podeszłam do Niego, żeby klepnąć Go między łopatkami
-Co takiego?!- Jego głos był pełen nerwów, kompletnie Go zaskoczyłam
-Nie mówili o tym w wiadomościach?
-Nie, Tzn.. byłaś za granicą, pokazywali to, ale nie wiedziałam, że aż tak daleko.
-To teraz już wiesz
-Rozumiem, że nie chcesz ze mną o tym rozmawiać?
-Nie, nie mam na to najmniejszej ochoty.-Zjadłam drugi kawałek i zaczęłam pić sok. -Będziesz musiał coś jeszcze zrobić
-Co takiego?-Nick odłożył swój kawałek i zaczął się wiercić na krześle. Wiedział już, że nie spodoba Mu się to, co powiem
-Będziesz musiał udać się do Pedra jeszcze raz
-Jeszcze raz? Po co? Ten Van Ci nie odpowiada?
-Nie. Odpowiada. Potrzebuję czegoś innego.
-Czego Sophie?- Wiedział, że dopiero najgorsze jest przed Nami.
-Broń. Potrzebują broni-wykrztusiłam wreszcie, unikałam Jego wzroku jak ognia
-Nie ma mowy!
-Nick, to tylko straszak, niczego nie zrobię
-N I E- przeliterował a ja czułam jak fala gorąca rozchodzi się po moim ciele
-Wiesz, że jestem niewinna. Potrzebuję tego dla ochrony.
-Ochrony przed czym?
-To już nie Twoja sprawa
-"Nie Twoja sprawa" ale broń mi kup, tak?
-Nie chcę Cię w to wplątywać
-Ale ja już siedzę w tym po uszy!-Nick wstał od stołu i zaczął zmywać naczynia
-Posłuchaj, jutro popołudniu się pożegnamy, właściwie to możesz już na noc wrócić do domu. Kup mi tylko tę cholerną broń!
-'TYLKO'
-Właściwe to dość dziwne, że Twoja mama się o Ciebie nie martwi?
-Uprzedziłem Ją
-Powiedziałeś że się spotkaliśmy?-Teraz o ja wstałam od stołu i szarpnęłam Go za ramię
-Masz mnie za idiotę?- Wyrwał się z mojego uścisku- Przestań mną szarpać
-Nick, proszę Cię. Znasz się z Pedrem i..
-Dobrze
-Co takiego?- miałam wrażenie, że się przesłyszałam
-Dobrze, Cooper. Załatwię Ci tego gnata.- Pisnęłam z radości i podeszłam do stołu, by podać Mu naczynia. Ulżyło mi naprawdę mi ulżyło. Może dojdzie do zabójstwa, może nie. Wiem, że potrzebuję tej spluwy.
-Zajmij się czymś pod moją nieobecność, skoro nie chce Ci się spać. Lepiej nie wychodź z domu. Mam przy sobie drugi telefon, miał iść do naprawy ale jeszcze da się z niego korzystać- Podał mi telefon z pękniętą szybką. Wzięłam go w obie ręce
-Nie wiem czy potrafię tym się obsługiwać-odparłam zmieszana. Nick odchrząknął i podrapał się w tył głowy. Coś nawciskał.
-Włączyłem Ci internet. Teraz włączę Ci wyszukiwarkę.. o to jest klawiatura.. tu wiesz co i jak? Ok, to za każdym razem jak zechcesz coś wyszukać.. no to tak samo naciskasz.. łapiesz? A w razie czego włączysz sobie tv. Powinienem niedługo być.
Machnął ręką i wyszedł. Usiadłam na kanapie. Wpisałam dwa słowa "Sophie Cooper".
Po dwóch sekundach wyświetliło się mnóstwo rzeczy i moje zdjęcia. Nawet takie z dzieciństwa!
Przesunęłam palcem po tych zdjęciach i wtedy.. miałam wrażenie, że zaraz upadnę, telefon po prostu wypadł z moich dłoni. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Przez moje ciało przeszedł ogromny ból. Długo wymiotowałam, wytarłam twarz w papier toaletowy. Wybuchnęłam po raz drugi ogromnym płaczem, który od dawna chciał się wydostać ze mnie. Za te wszystkie lata. Zaczęłam pięścią uderzać w ścianę. Raz za razem, krew płynęła mi po całym dłoniach, łzy kapały na podłogę. Jak oni mogli? Jak?
Nie wiem ile uderzeń zniosła na ta ściana ale w końcu opadłam na zimną podłogę, wokół było sporo krwi.
Byłam wykończona. Jednak dalej płakałam. Błędnym wzrokiem patrzyłam na wprost siebie.
Zdjęcie ciała mojej mamy. Pełne krwi. Takie kruche ciało.. podpis pod spodem, który mówił "Wyrodna córka zabiła swoją matkę!"
Była piękną kobietą. Pełną klasy, wdzięku. Była cudowna. Była moja. A ja nawet nie byłam na Jej pogrzebie.
Poczułam czyjś dotyk, jakiś głos dochodził do mnie tuż obok. Męskie ręce chwyciły mnie do góry i zaniosły na kanapę.
Moja mamusia.
Już miałam owiniętą rękę, spryskaną jakimiś dezynfekującymi rzeczami.
Moja mama, moja piękna.
-Nie powinnaś była tego włączać-krzyczał.-Coś Ty narobiła?!
Moja.
Odpłynęłam do Krainy Morfeusza.
wtorek, 17 stycznia 2017
sobota, 14 stycznia 2017
Siedem.
Pamiętam to jeszcze. Uwielbiałam to jak większość dziewczyn. Galerie handlowe nie były kiedyś tak wielkie jak dziś, ale pamiętam jak chodziłyśmy z mamą na zakupy. Sklep spożywczy połączony z.. każdym działem, można było tutaj nawet kupić wycieczkę do Europy. Ja jednak nie starałam nadużywać naszego czasu. Sięgnęłam po czarne spodnie, były dość wąskie, miałam nadzieję, że się w nie zmieszczę i jakąś białą podkoszulkę. Wybrałam czarne trampki, bieliznę. Właściwie z bielizną miałam największy problem, nie chodziłam w biustonoszu nigdy. Nie miałam dużych piersi ani też malutkich piłeczek pingpongowych. Wybrałam zażenowana rozmiar "pośrodku".
-Jeśli chcesz zmienić image proponuję okulary-głos Nicholasa wyrwał mnie z rozmyśleń. Ukryłam biustonosz pod innymi ubraniami.
-Ale ja nie mam wady wzroku- na mojej twarzy pojawił się lekki grymas. Okulary miały duże szkła i brązowe oprawki. Co trzecia Kanadyjka nosiła takie.
-To są "zerówki"
-Co?
-Okulary, które nie są na żadną wadę, każdy je może nosić
-To po co są produkowane? Przecież okulary nosi się, gdy ma się wadę wzroku.- Nicholas się zaśmiał a ja sie zaczęłam denerwować, nie rozumiejąc o co Mu chodzi.
-Wybacz, czasem zapominam, że nie było Cię tu tyle lat. Nosi się je bo taka jest moda, żeby nadać twarzy jakiś wyraz. Sam nie wiem, kobiety są dziwne.
-Wcale nie, jesteśmy zdecydowanie lepszą płcią.
-Powiedzmy- uderzyłam go lekko w ramię
-Ała! A to za co?
-Za zwątpienie. Włóż je do mojego koszyka. Jeszcze tylko farba do włosów
-Wolę Cię w tym kolarze
-Wydaje mi się że nie masz tu nic do gadania.
Poszliśmy do działu, gdzie znajdowały się wszelkie kosmetyki. Odwróciłam się do Nicka i zapytałam:
-Mógłbyś poczekać chwilę? Chciałabym.. no wiesz- Podrapałam się w tył głowy a On jedynie skinął głową. Zaczęłam się przechadzać powoli wzdłuż alejki. Nie wiedziałam do czego służy większość rzeczy... "zalotka", "eyeliner". Za moich czasów tego nie było. A może było, tylko kompletnie nie miałam z tym nic wspólnego, cieszyłam się dzieciństwem. Wrzuciłam maszynkę do depilacji. Zawsze robiłam to po prostu czymś ostrym, albo najzwyczajniej w świecie żyletką. Wrzuciłam do koszyka też dwie farby"mleczna czekolada", pęsetę, jakiś jasnoróżowy błyszczyk, tusz do rzęs, puder. Wystarczy. Szkoda więcej pieniędzy.
Odnalazłam Nicka, który oglądał modele do sklejania.
-Lubisz to?-zapytałam
-Tak, gdy tylko mam wolną chwilę uwielbiam składać takie rzeczy.. najbardziej samoloty.
-Chodźmy, wybierzemy coś na kolację i na śniadanie
Ruszyliśmy między następnymi działami w sklepie. Wybraliśmy mrożoną pizzę, jakieś płatki śniadaniowe, soki, mleko. Ustawiliśmy się w kolejce do kasy
-Twoja mama czasem wspomina Nas?-zapytałam cicho
-Tak, nadal nie wie co się mogło stać, trochę się przyjaźniła z Twoją mamą-Moje oczy mało nie wyszły z orbit, po tym co usłyszałam
-Jak to?
-Nie mówię,że czesały sobie nawzajem włosy i opowiadały jak im minął dzień, ale po prostu Twoja mama gdy w nocy nie mogła spać często przychodziła do kuchni. Mama robiła jej wtedy gorącą czekoladę i rozmawiały.
-Masz, zapłać Ty, ja nie chcę żeby mój wzrok choćby spotkał się z tą kasjerką- powiedziałam bardzo cichutko. Nick stanął przodem i zaczął pakować zakupy, które już były skasowane, na koniec zapłacił i kierowaliśmy się ku wyjściu.
Przez moje ciało przeszło setki dreszczy. Stanęłam a świat się wokół mnie zatrzymał. Mój wzrok utkwił w kartkę która wisiała na ścianie.
"SOPHIE COOPER, POSZUKIWANA, DZIŚ MOŻE WYGLĄDAĆ TAK! JEŚLI..."
-Zerwij ten plakat-syknęłam i ruszyłam powoli do drzwi wyjściowych. Nick po chwili do mnie dołączył. Szłam pospiesznie do vana i usiadłam na miejscu pasażera. Czułam jak cała się gotuję a łzy cisną się do moich oczu. Gdy Nick usiadł obok wyrwałam mu świstek z ręki. Zaczął jechać.
Opuszkami palców dotknęłam twarz dziewczyny. Dobrze zaprojektowanej komputerowo. Otworzyłam okno Mieli jedynie moje zdjęcia sprzed kilku lat, dawno im nie dałam się złapać. Była podobna do mnie, ale nie taka sama. Różniła się tylko paroma szczegółami. Wzrokiem prześledziłam listę postawionych mi zarzutów.
-Ja tego nie zrobiłam.- Spojrzałam w stronę zachodzącego słońca. Ciepły wiatr muskał moją skórę, a ja po raz pierwszy poczułam jak łzy bez pohamowania płyną z moich oczu.
-Jeśli chcesz zmienić image proponuję okulary-głos Nicholasa wyrwał mnie z rozmyśleń. Ukryłam biustonosz pod innymi ubraniami.
-Ale ja nie mam wady wzroku- na mojej twarzy pojawił się lekki grymas. Okulary miały duże szkła i brązowe oprawki. Co trzecia Kanadyjka nosiła takie.
-To są "zerówki"
-Co?
-Okulary, które nie są na żadną wadę, każdy je może nosić
-To po co są produkowane? Przecież okulary nosi się, gdy ma się wadę wzroku.- Nicholas się zaśmiał a ja sie zaczęłam denerwować, nie rozumiejąc o co Mu chodzi.
-Wybacz, czasem zapominam, że nie było Cię tu tyle lat. Nosi się je bo taka jest moda, żeby nadać twarzy jakiś wyraz. Sam nie wiem, kobiety są dziwne.
-Wcale nie, jesteśmy zdecydowanie lepszą płcią.
-Powiedzmy- uderzyłam go lekko w ramię
-Ała! A to za co?
-Za zwątpienie. Włóż je do mojego koszyka. Jeszcze tylko farba do włosów
-Wolę Cię w tym kolarze
-Wydaje mi się że nie masz tu nic do gadania.
Poszliśmy do działu, gdzie znajdowały się wszelkie kosmetyki. Odwróciłam się do Nicka i zapytałam:
-Mógłbyś poczekać chwilę? Chciałabym.. no wiesz- Podrapałam się w tył głowy a On jedynie skinął głową. Zaczęłam się przechadzać powoli wzdłuż alejki. Nie wiedziałam do czego służy większość rzeczy... "zalotka", "eyeliner". Za moich czasów tego nie było. A może było, tylko kompletnie nie miałam z tym nic wspólnego, cieszyłam się dzieciństwem. Wrzuciłam maszynkę do depilacji. Zawsze robiłam to po prostu czymś ostrym, albo najzwyczajniej w świecie żyletką. Wrzuciłam do koszyka też dwie farby"mleczna czekolada", pęsetę, jakiś jasnoróżowy błyszczyk, tusz do rzęs, puder. Wystarczy. Szkoda więcej pieniędzy.
Odnalazłam Nicka, który oglądał modele do sklejania.
-Lubisz to?-zapytałam
-Tak, gdy tylko mam wolną chwilę uwielbiam składać takie rzeczy.. najbardziej samoloty.
-Chodźmy, wybierzemy coś na kolację i na śniadanie
Ruszyliśmy między następnymi działami w sklepie. Wybraliśmy mrożoną pizzę, jakieś płatki śniadaniowe, soki, mleko. Ustawiliśmy się w kolejce do kasy
-Twoja mama czasem wspomina Nas?-zapytałam cicho
-Tak, nadal nie wie co się mogło stać, trochę się przyjaźniła z Twoją mamą-Moje oczy mało nie wyszły z orbit, po tym co usłyszałam
-Jak to?
-Nie mówię,że czesały sobie nawzajem włosy i opowiadały jak im minął dzień, ale po prostu Twoja mama gdy w nocy nie mogła spać często przychodziła do kuchni. Mama robiła jej wtedy gorącą czekoladę i rozmawiały.
-Masz, zapłać Ty, ja nie chcę żeby mój wzrok choćby spotkał się z tą kasjerką- powiedziałam bardzo cichutko. Nick stanął przodem i zaczął pakować zakupy, które już były skasowane, na koniec zapłacił i kierowaliśmy się ku wyjściu.
Przez moje ciało przeszło setki dreszczy. Stanęłam a świat się wokół mnie zatrzymał. Mój wzrok utkwił w kartkę która wisiała na ścianie.
"SOPHIE COOPER, POSZUKIWANA, DZIŚ MOŻE WYGLĄDAĆ TAK! JEŚLI..."
-Zerwij ten plakat-syknęłam i ruszyłam powoli do drzwi wyjściowych. Nick po chwili do mnie dołączył. Szłam pospiesznie do vana i usiadłam na miejscu pasażera. Czułam jak cała się gotuję a łzy cisną się do moich oczu. Gdy Nick usiadł obok wyrwałam mu świstek z ręki. Zaczął jechać.
Opuszkami palców dotknęłam twarz dziewczyny. Dobrze zaprojektowanej komputerowo. Otworzyłam okno Mieli jedynie moje zdjęcia sprzed kilku lat, dawno im nie dałam się złapać. Była podobna do mnie, ale nie taka sama. Różniła się tylko paroma szczegółami. Wzrokiem prześledziłam listę postawionych mi zarzutów.
-Ja tego nie zrobiłam.- Spojrzałam w stronę zachodzącego słońca. Ciepły wiatr muskał moją skórę, a ja po raz pierwszy poczułam jak łzy bez pohamowania płyną z moich oczu.
wtorek, 29 listopada 2016
Sześć.
Był środek nocy, obudziłam się po kilkunastu godzinach. Byłam przemęczona, czułam nawet,że mam gorączkę. Nicholas spał na podłodze. Wygrzebałam nogi spod koca i usiadłam, chowając twarz w dłoniach. Zniszczę ich, nie chcę zostawiać im niczego oni zrujnowali mi życie. Gdyby nie ten chłopak, gdyby nie on.. może mój ojciec nie stoczyłby się tak nisko.
Wstałam i poszłam do łazienki zamykając drzwi. Rozebrałam się do naga i stanęłam przed lustrem. Jestem kobietą, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Brzmi banalnie? Ale ja naprawdę nie ma,dla mnie życie skończyło się w wieku 13 lat. Ciało zbyt chude, pokryte bliznami, pełne kobiecych kształtów.. jako takich. Przetarłam opuszkami palców wzdłuż moich żeber, zmrużyłam oczy. To ciało było zbyt wiele razy wykorzystywane, pod każdym względem.
Przybliżyłam twarz do lustra, moje błękitne oczy.. byłam zapuchnięta, sinawa miejscami. Nie byłam pewna, czy nie przywiozłam żadnej choroby z Iranu, lekarz przecież nie mógł mnie zbadać.
Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, by krople chłodnej wody spadały na moje ciało. Woda, przecież na co dzień pewnie jej nie doceniasz.Odkręcasz kran i ona po prostu płynie. Tylko postaraj sobie wyobrazić młodą osobę, brudną, zakrwawioną, spoconą przez ponad tydzień bez wody?No już może być inaczej, już doceniasz każdą kroplę w Twoich ustach na ciele. Przygryzłam dolną wargę i rozkoszowałam się przyjemnością jaka została mi teraz dana. Oparłam ręce na ścianie i wyprostowałam je w łokciach. Każdy mógł pomyśleć,że jestem ćpunką. No tak młoda osoba i ma tyle śladów? No odpowiedź jest oczywista. Nie, kurwa,nie jest. Czułam jak znów wszystko zaczyna się we mnie gotować. Tylko czemu nikt nie zapytał w jakim celu były podawane te narkotyki, wszystkie leki? No czemu?
Uderzyłam pięścią w ścianę i potem znowu i znowu, pojawiło się kilka strużek krwi. Nie Sophie, nie teraz. Został Ci jeden dzień. Jutro piątek, Twój dzień.
Nałożyłam odrobinę żelu na dłonie i potarłam nimi aż wytworzyła się piana. Zapach czekolady rozniósł się dookoła. Zmrużyłam oczy.. ja nawet nie całowałam się nigdy z mężczyzną. Nigdy.. dobrowolnie.
-Dość tego Sophie, koniec rozmyślań, wyłaź spod tego prysznica- zbeształam się mentalnie. Wyciągnęłam ręcznik z szafki i osuszyłam skórę.Odwiesiłam go na wieszak, obok ręcznika Nicholasa.
Czemu on tu nadal był? Czego chciał? Może potrzebuje tych pieniędzy z nagrody? Nie mogę się go jeszcze pozbyć, jeszcze go potrzebuje. Czy on również powinien zniknąć po całej akcji? Jak to rozwiązać? Nie wiem czy chcę by umarł. Nie chcę więcej ludzi w to wplątywać. Wystarczy, że ja mam zmarnowane życie. Nałożyłam na siebie brązowy szlafrok i zawinęłam mokre włosy w drugi ręcznik. Umyłam jeszcze szybko zęby.Wyszłam znów do pokoju. Na zegarku była szósta rano.
Nie chciałam ryzykować wyjściem do sklepu, musiałam zaczekać aż on wstanie. Podeszłam do okna i oglądałam miasto.
Stratford.
Moje małe, kochane miasto. Widziałam jak jakiś mężczyzna próbuje sprzedać jak największą ilość gazet, ktoś biegł próbując dogonić autobus, jakaś kobieta prowadziła za rękę swoje dziecko.
Przecież to codzienność, codzienność która mnie ominęła.
-Sophie, kochanie.. czas wstawać- głos mamy próbował wyrwać mnie ze snu
-Mamo.. jeszcze chwilę-zakryłam głowę poduszką
-Kochanie, obudź sie.. zrobiłam Twoje pyszne naleśniki z jagodami!
Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się na równe nogi.
-Mamuś! Jesteś najlepsza!- rzuciłam się pędem do kuchni. Zobaczyłam w przelocie,że nie ma płaszcza ojca. Jak zwykle nie ma go w domu. Usiadłam na hokerze i zabrałam się za jedzenie.
-Sophie, nie spiesz się tak! Jeszcze Ci zaszkodzi!
-Mamuś! Twoje naleśniki? Nigdy w życiu!
-Sophie?- Męski głos wybudził mnie z moich wspomnień
-Czego chcesz?-warknęłam
-wszystko w porządku? Ty drżysz
-Tak, wszystko okej
-Na pewno? Chyba masz gorączkę
-Na pewno-odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na niego- Czemu sie tak troszczysz? Najwyżej umrę,jak widać wielu osobom by to odpowiadało!-wyrzuciłam ręce w górę i usiadłam na sofie. On wstał z podłogi i zaczął ubierać buty.- A Ty dokąd?
-Ja pierdole.. ile można słuchać Twojego pieprzenia? Na początku myślałem, że jesteś niewinna a im więcej z Tobą przebywam, to sam mam ochotę Cię wsadzić do puchy. Kurwa, to nie moja wina, że życie Cie pokarało
Moje oczy mało nie wyszły z orbit. Chyba nawet tego potrzebowałam. Pociągnęłam za końce włosów i jęknęłam z frustracją.
-Sory- powiedziałam cicho
-Słucham?
-Powiedziałam,że przepraszam!
Uniósł do góry jedną brew, chyba nie tego się spodziewał. Potarł dłońmi oczy i ubrał kurtkę. Już miałam go przeklnąć gdy się odezwał
-Pójdę po coś do jedzenia- powiedział cicho. Mój żołądek w tym momencie głośno zaburczał, odwrócił się i spojrzał na mnie. Miał ochotę się roześmiać, ale bał się, a może nie chciał wszczynać kolejnej afery
-Uhm.. Nicholas?- oblizałam delikatnie usta- Czy mógłbyś kupić gazetę?
Kiwnął głową i wyszedł.
-Kurwa..- zaklnęłam pod nosem i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Musiałam jakoś wyładować swoją złość, dlaczego muszę być tak beznadziejna?
Podeszłam do szafki, podniosłam starannie ułożoną pościel. Znajdowało się tam trochę pieniędzy. Jak dotąd korzystałam z nich stopniowo, żeby Kate nie musiała ich dostarczać zbyt często. Szybko, by się połapali. Dziś musiałam je wykorzystać. Ukrywałam je w kieszeni swojego swetra.
Po chwili wrócił Nicholas. Pachniało świeżym pieczywem, pod pachą niósł gazetę. Miałam ochotę się uśmiechnąć.Nie, nie.. to zbyt dziwne. Podał mi siatkę.
-Nastawię wodę. Chcesz kawy albo herbaty?- zapytałam.
-Herbatę poproszę. -Oparł się o framugę drzwi-słuchaj, masz może szczoteczkę zapasową?
Pokiwałam głową,poszłam do łazienki i wyjęłam ją z szafki
-Proszę
Zniknął za drzwiami łazienki. Nasypałam kawę do kubków i nastawiłam czajnik. To nic dziwnego, że robotnicy piją kawę, prawda? Wyciągnęłam produkty z siatki. Bułeczki były jeszcze ciepłe, owocowe jogurty i trochę owoców. Wydał i tak dość pieniędzy.
Ułożyłam pieczywo na talerz, naszykowałam wszystko na stole i w końcu mogłam sięgnąć po gazetę.
Pierwsza strona wywołała już u mnie odruch wymiotny.
"Justin Bieber! po niespełna 10 latach zagra w swoim rodzinnym mieście. Jego ukochani fani oraz rodzina spędzą z Nim trochę czasu, poniżej wywiad z piosenkarzem przeprowadziła Nasza dziennikarka Stella Hall:
-Panie Bieber, czy tęsknił Pan za Stratford?-zapytała dziennikarka
-Justin, po prostu Justin-tu pojawiła się odpowiedź tego.. czegoś-Tak, bardzo.Brakowało mi tych wszystkich kątów, które pamiętam dzieciństwa
-Jak długo będzie trwał Twój koncert?
-Chciałbym, by trwał tyle co zwykle..nie chcę wyróżniać moich Belieberek. Wiem jednak, że niektórzy ze mną dorastali i słuchali mnie, gdy grałem jeszcze na schodach. Cały występ potrwa do 23
-Bardzo cieszy mnie ta informacja, naszych czytelników na pewno również. Jak długo zostaniesz w Statford?
-Zamierzam przylecieć w czwartek rano, chciałbym tu zostać przynajmniej tydzień. Ja i moja menagerka Kate staraliśmy się dopasować jak najbardziej harmonogram..."
Nie czytałam dalej. Zgniotłam gazetę i przydeptałam ją nogami. Zaraz.. ma tu być w czwartek rano.. jest czwartek.. pewnie tu zaraz wyląduje. Zalałam kawę.
Moje serce zabiło mocniej, moje myśli pędziły jak szalone. Przecież teraz mogłabym go załatwić.. Nie Sophie, trzymaj się planu..
Menagerka Kate. Moja Kate
-Co? Aż tak nie lubisz tego Biebera?- Głos Nicholasa znów przywołał mnie do rzeczywistości
-Nie mów o tym człowieku w mojej obecności- wysyczałam, Nick uniósł ręce w geście obronnym. Wciągnęłam głęboko powietrze, starając się uspokoić-Siadaj, zjedzmy.
Usiadł na przeciwko mnie. Uśmiechnął się delikatnie
-Smacznego-powiedział. Podniosłam na niego wzrok i znieruchomiałam-Coś nie tak?
-Nie..nie.. po prostu dawno nie słyszałam..-potarłam dłonią kark
-Rozumiem, smacznego Sophie
-Smacznego
Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Najwyraźniej oboje byliśmy głodni. Wyszperałam jakieś ubrania z szafy i poszłam się ubrać. Nie przeszkadzało mi to, że będę się odznaczać, już nie dziś.
-Chcę kupić czarnego vana-powiedziałam wychodząc z łazienki.
-Co takiego?
-Czarny. Samochód. Van.
-Zrozumiałem.. ee.. ale pieniądze?
-O to się nie martw.
Nie chcąc jednak za bardzo szaleć mój strój zawierał kaptur i dodatkowo wzięłam kaszkiet. Wyszliśmy z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Zapowiadało się na ciepły dzień, ku mojemu zdziwieniu.
-Wiesz gdzie mogą takie sprzedawać? Za gotówkę? Bez żadnych pytań?-Zapytałam go idąc szybkim krokiem
-Tak, stary Pedro na złomowisku sprzedaje różne takie..-odpowiedział i schował ręce do kurtki. -Zgaduję,że nie powiesz mi po co Ci potrzebny samochód?
-Zgadłeś.. słuchaj, chcę Cię o coś zapytać.. Jak zaczęło się to wszystko.. jak Twoja mama straciła robotę? Słyszała coś? Widziała?
-Twoja rodzina i jej przyjaciele chyba nie chcieli żeby widziała, bo została zwolniona w dniu kiedy pojawiłaś się w wiadomościach
-Tak po prostu ją zwolnili?
-Tak,powiedzieli,że się wyprowadzacie i nie potrzebujecie aż tylu ludzi w służbie. Dostała solidną odprawę i miała siedzieć cicho.
-Jasne, zgaduję, że dużo było o tym gównie w telewizji?
-Szczerze? Byłaś wszędzie.. gazety, telewizja.. policja chodziła po domach.
Nick zatrzymał się nagle
-O co chodzi?-zapytałam. Zaczęłam się denerwować, że może ktoś nas zauważył.
-O nic, dotarliśmy na miejsce
Złomowisko wyglądało tak jak zapewne sobie wyobrażacie. Było tu pełno gratów, wiele z nich było zniszczonych, ale na niektórych można było całkiem dobrze zarobić. Na środku stała przyczepa, jak mniemam należała ona do Pedra. Nick zastukał w drzwiczki. Po chwili wyszedł na zewnątrz otyły koleś o ciemnej karnacji. Zlustrował mnie wzrok i bardziej nasunęłam kaszkiet.
-Siemasz Nicki!-powiedział Pedro i przybił sobie piątkę z Nicholasem-Kto to?-Jeszcze raz obrzucił mnie wzrokiem. Miałam ochotę mu dopiec.
-Klient-powiedział Nick-Pedro potarł swoją dość długą brodę i lekko się uśmiechnął-Czarny van, najlepiej bez rejestracji.
-Czarnego nie mam..-wywróciłam oczami-Ja Cię skądś znam..
-Doprawdy? Gram w miejskiej kapeli może stamtąd?-skłamałam
-Być może.. Van mam w kolorze granatowym. Ciemny, prawie czarny
Samochód był w porządku. Transakcja przebiegła pomyślnie. On nie widział nas a my jego.
Nick zaparkował na niepłatnym parkingu w pobliżu mieszkania Kate. Ja nie miałam prawa jazdy. Bo niby skąd?
-To co?-przerwał ciszę Nicholas- Co jest zaplanowane na dzisiejszy wieczór?
-Musisz mi pomóc-Spojrzał na mnie w ogólnie nie będąc zdziwiony.
-W czym?
-Musisz mi pomóc zlikwidować Sophie.
Wstałam i poszłam do łazienki zamykając drzwi. Rozebrałam się do naga i stanęłam przed lustrem. Jestem kobietą, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Brzmi banalnie? Ale ja naprawdę nie ma,dla mnie życie skończyło się w wieku 13 lat. Ciało zbyt chude, pokryte bliznami, pełne kobiecych kształtów.. jako takich. Przetarłam opuszkami palców wzdłuż moich żeber, zmrużyłam oczy. To ciało było zbyt wiele razy wykorzystywane, pod każdym względem.
Przybliżyłam twarz do lustra, moje błękitne oczy.. byłam zapuchnięta, sinawa miejscami. Nie byłam pewna, czy nie przywiozłam żadnej choroby z Iranu, lekarz przecież nie mógł mnie zbadać.
Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, by krople chłodnej wody spadały na moje ciało. Woda, przecież na co dzień pewnie jej nie doceniasz.Odkręcasz kran i ona po prostu płynie. Tylko postaraj sobie wyobrazić młodą osobę, brudną, zakrwawioną, spoconą przez ponad tydzień bez wody?No już może być inaczej, już doceniasz każdą kroplę w Twoich ustach na ciele. Przygryzłam dolną wargę i rozkoszowałam się przyjemnością jaka została mi teraz dana. Oparłam ręce na ścianie i wyprostowałam je w łokciach. Każdy mógł pomyśleć,że jestem ćpunką. No tak młoda osoba i ma tyle śladów? No odpowiedź jest oczywista. Nie, kurwa,nie jest. Czułam jak znów wszystko zaczyna się we mnie gotować. Tylko czemu nikt nie zapytał w jakim celu były podawane te narkotyki, wszystkie leki? No czemu?
Uderzyłam pięścią w ścianę i potem znowu i znowu, pojawiło się kilka strużek krwi. Nie Sophie, nie teraz. Został Ci jeden dzień. Jutro piątek, Twój dzień.
Nałożyłam odrobinę żelu na dłonie i potarłam nimi aż wytworzyła się piana. Zapach czekolady rozniósł się dookoła. Zmrużyłam oczy.. ja nawet nie całowałam się nigdy z mężczyzną. Nigdy.. dobrowolnie.
-Dość tego Sophie, koniec rozmyślań, wyłaź spod tego prysznica- zbeształam się mentalnie. Wyciągnęłam ręcznik z szafki i osuszyłam skórę.Odwiesiłam go na wieszak, obok ręcznika Nicholasa.
Czemu on tu nadal był? Czego chciał? Może potrzebuje tych pieniędzy z nagrody? Nie mogę się go jeszcze pozbyć, jeszcze go potrzebuje. Czy on również powinien zniknąć po całej akcji? Jak to rozwiązać? Nie wiem czy chcę by umarł. Nie chcę więcej ludzi w to wplątywać. Wystarczy, że ja mam zmarnowane życie. Nałożyłam na siebie brązowy szlafrok i zawinęłam mokre włosy w drugi ręcznik. Umyłam jeszcze szybko zęby.Wyszłam znów do pokoju. Na zegarku była szósta rano.
Nie chciałam ryzykować wyjściem do sklepu, musiałam zaczekać aż on wstanie. Podeszłam do okna i oglądałam miasto.
Stratford.
Moje małe, kochane miasto. Widziałam jak jakiś mężczyzna próbuje sprzedać jak największą ilość gazet, ktoś biegł próbując dogonić autobus, jakaś kobieta prowadziła za rękę swoje dziecko.
Przecież to codzienność, codzienność która mnie ominęła.
-Sophie, kochanie.. czas wstawać- głos mamy próbował wyrwać mnie ze snu
-Mamo.. jeszcze chwilę-zakryłam głowę poduszką
-Kochanie, obudź sie.. zrobiłam Twoje pyszne naleśniki z jagodami!
Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się na równe nogi.
-Mamuś! Jesteś najlepsza!- rzuciłam się pędem do kuchni. Zobaczyłam w przelocie,że nie ma płaszcza ojca. Jak zwykle nie ma go w domu. Usiadłam na hokerze i zabrałam się za jedzenie.
-Sophie, nie spiesz się tak! Jeszcze Ci zaszkodzi!
-Mamuś! Twoje naleśniki? Nigdy w życiu!
-Sophie?- Męski głos wybudził mnie z moich wspomnień
-Czego chcesz?-warknęłam
-wszystko w porządku? Ty drżysz
-Tak, wszystko okej
-Na pewno? Chyba masz gorączkę
-Na pewno-odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na niego- Czemu sie tak troszczysz? Najwyżej umrę,jak widać wielu osobom by to odpowiadało!-wyrzuciłam ręce w górę i usiadłam na sofie. On wstał z podłogi i zaczął ubierać buty.- A Ty dokąd?
-Ja pierdole.. ile można słuchać Twojego pieprzenia? Na początku myślałem, że jesteś niewinna a im więcej z Tobą przebywam, to sam mam ochotę Cię wsadzić do puchy. Kurwa, to nie moja wina, że życie Cie pokarało
Moje oczy mało nie wyszły z orbit. Chyba nawet tego potrzebowałam. Pociągnęłam za końce włosów i jęknęłam z frustracją.
-Sory- powiedziałam cicho
-Słucham?
-Powiedziałam,że przepraszam!
Uniósł do góry jedną brew, chyba nie tego się spodziewał. Potarł dłońmi oczy i ubrał kurtkę. Już miałam go przeklnąć gdy się odezwał
-Pójdę po coś do jedzenia- powiedział cicho. Mój żołądek w tym momencie głośno zaburczał, odwrócił się i spojrzał na mnie. Miał ochotę się roześmiać, ale bał się, a może nie chciał wszczynać kolejnej afery
-Uhm.. Nicholas?- oblizałam delikatnie usta- Czy mógłbyś kupić gazetę?
Kiwnął głową i wyszedł.
-Kurwa..- zaklnęłam pod nosem i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Musiałam jakoś wyładować swoją złość, dlaczego muszę być tak beznadziejna?
Podeszłam do szafki, podniosłam starannie ułożoną pościel. Znajdowało się tam trochę pieniędzy. Jak dotąd korzystałam z nich stopniowo, żeby Kate nie musiała ich dostarczać zbyt często. Szybko, by się połapali. Dziś musiałam je wykorzystać. Ukrywałam je w kieszeni swojego swetra.
Po chwili wrócił Nicholas. Pachniało świeżym pieczywem, pod pachą niósł gazetę. Miałam ochotę się uśmiechnąć.Nie, nie.. to zbyt dziwne. Podał mi siatkę.
-Nastawię wodę. Chcesz kawy albo herbaty?- zapytałam.
-Herbatę poproszę. -Oparł się o framugę drzwi-słuchaj, masz może szczoteczkę zapasową?
Pokiwałam głową,poszłam do łazienki i wyjęłam ją z szafki
-Proszę
Zniknął za drzwiami łazienki. Nasypałam kawę do kubków i nastawiłam czajnik. To nic dziwnego, że robotnicy piją kawę, prawda? Wyciągnęłam produkty z siatki. Bułeczki były jeszcze ciepłe, owocowe jogurty i trochę owoców. Wydał i tak dość pieniędzy.
Ułożyłam pieczywo na talerz, naszykowałam wszystko na stole i w końcu mogłam sięgnąć po gazetę.
Pierwsza strona wywołała już u mnie odruch wymiotny.
"Justin Bieber! po niespełna 10 latach zagra w swoim rodzinnym mieście. Jego ukochani fani oraz rodzina spędzą z Nim trochę czasu, poniżej wywiad z piosenkarzem przeprowadziła Nasza dziennikarka Stella Hall:
-Panie Bieber, czy tęsknił Pan za Stratford?-zapytała dziennikarka
-Justin, po prostu Justin-tu pojawiła się odpowiedź tego.. czegoś-Tak, bardzo.Brakowało mi tych wszystkich kątów, które pamiętam dzieciństwa
-Jak długo będzie trwał Twój koncert?
-Chciałbym, by trwał tyle co zwykle..nie chcę wyróżniać moich Belieberek. Wiem jednak, że niektórzy ze mną dorastali i słuchali mnie, gdy grałem jeszcze na schodach. Cały występ potrwa do 23
-Bardzo cieszy mnie ta informacja, naszych czytelników na pewno również. Jak długo zostaniesz w Statford?
-Zamierzam przylecieć w czwartek rano, chciałbym tu zostać przynajmniej tydzień. Ja i moja menagerka Kate staraliśmy się dopasować jak najbardziej harmonogram..."
Nie czytałam dalej. Zgniotłam gazetę i przydeptałam ją nogami. Zaraz.. ma tu być w czwartek rano.. jest czwartek.. pewnie tu zaraz wyląduje. Zalałam kawę.
Moje serce zabiło mocniej, moje myśli pędziły jak szalone. Przecież teraz mogłabym go załatwić.. Nie Sophie, trzymaj się planu..
Menagerka Kate. Moja Kate
-Co? Aż tak nie lubisz tego Biebera?- Głos Nicholasa znów przywołał mnie do rzeczywistości
-Nie mów o tym człowieku w mojej obecności- wysyczałam, Nick uniósł ręce w geście obronnym. Wciągnęłam głęboko powietrze, starając się uspokoić-Siadaj, zjedzmy.
Usiadł na przeciwko mnie. Uśmiechnął się delikatnie
-Smacznego-powiedział. Podniosłam na niego wzrok i znieruchomiałam-Coś nie tak?
-Nie..nie.. po prostu dawno nie słyszałam..-potarłam dłonią kark
-Rozumiem, smacznego Sophie
-Smacznego
Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Najwyraźniej oboje byliśmy głodni. Wyszperałam jakieś ubrania z szafy i poszłam się ubrać. Nie przeszkadzało mi to, że będę się odznaczać, już nie dziś.
-Chcę kupić czarnego vana-powiedziałam wychodząc z łazienki.
-Co takiego?
-Czarny. Samochód. Van.
-Zrozumiałem.. ee.. ale pieniądze?
-O to się nie martw.
Nie chcąc jednak za bardzo szaleć mój strój zawierał kaptur i dodatkowo wzięłam kaszkiet. Wyszliśmy z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Zapowiadało się na ciepły dzień, ku mojemu zdziwieniu.
-Wiesz gdzie mogą takie sprzedawać? Za gotówkę? Bez żadnych pytań?-Zapytałam go idąc szybkim krokiem
-Tak, stary Pedro na złomowisku sprzedaje różne takie..-odpowiedział i schował ręce do kurtki. -Zgaduję,że nie powiesz mi po co Ci potrzebny samochód?
-Zgadłeś.. słuchaj, chcę Cię o coś zapytać.. Jak zaczęło się to wszystko.. jak Twoja mama straciła robotę? Słyszała coś? Widziała?
-Twoja rodzina i jej przyjaciele chyba nie chcieli żeby widziała, bo została zwolniona w dniu kiedy pojawiłaś się w wiadomościach
-Tak po prostu ją zwolnili?
-Tak,powiedzieli,że się wyprowadzacie i nie potrzebujecie aż tylu ludzi w służbie. Dostała solidną odprawę i miała siedzieć cicho.
-Jasne, zgaduję, że dużo było o tym gównie w telewizji?
-Szczerze? Byłaś wszędzie.. gazety, telewizja.. policja chodziła po domach.
Nick zatrzymał się nagle
-O co chodzi?-zapytałam. Zaczęłam się denerwować, że może ktoś nas zauważył.
-O nic, dotarliśmy na miejsce
Złomowisko wyglądało tak jak zapewne sobie wyobrażacie. Było tu pełno gratów, wiele z nich było zniszczonych, ale na niektórych można było całkiem dobrze zarobić. Na środku stała przyczepa, jak mniemam należała ona do Pedra. Nick zastukał w drzwiczki. Po chwili wyszedł na zewnątrz otyły koleś o ciemnej karnacji. Zlustrował mnie wzrok i bardziej nasunęłam kaszkiet.
-Siemasz Nicki!-powiedział Pedro i przybił sobie piątkę z Nicholasem-Kto to?-Jeszcze raz obrzucił mnie wzrokiem. Miałam ochotę mu dopiec.
-Klient-powiedział Nick-Pedro potarł swoją dość długą brodę i lekko się uśmiechnął-Czarny van, najlepiej bez rejestracji.
-Czarnego nie mam..-wywróciłam oczami-Ja Cię skądś znam..
-Doprawdy? Gram w miejskiej kapeli może stamtąd?-skłamałam
-Być może.. Van mam w kolorze granatowym. Ciemny, prawie czarny
Samochód był w porządku. Transakcja przebiegła pomyślnie. On nie widział nas a my jego.
Nick zaparkował na niepłatnym parkingu w pobliżu mieszkania Kate. Ja nie miałam prawa jazdy. Bo niby skąd?
-To co?-przerwał ciszę Nicholas- Co jest zaplanowane na dzisiejszy wieczór?
-Musisz mi pomóc-Spojrzał na mnie w ogólnie nie będąc zdziwiony.
-W czym?
-Musisz mi pomóc zlikwidować Sophie.
piątek, 25 listopada 2016
Pięć.
Przeszłość.
Miałam zawroty głowy, bolały mnie wszystkie mięśnie, siedziałam w niewygodnej pozycji. Chciałam się przekręcić ale byłam skrępowana. Zaczęłam się szamotać, przypominając sobie co się wydarzyło.. ciało mamy, mnóstwo ludzi, ciemność. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi duszno, gorąco, sucho w ustach. Nie słyszałam nic. Moja biedna mama, moja mamusia. łzy zaczęły się wzbierać do moich oczu. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Gdzie jest mój ojciec?Mój pokój? Gdzie jest Kate?
Starałam się uspokoić, odliczyć od 10 w dół, to jednak na nic. Byłam spanikowana, wręcz przerażona, nie czułam głodu. Na głowie miałam chyba worek, było mi coraz goręcej. Zaczęłam nasłuchiwać, miałam wrażenie, że ktoś tu jest. Wydawało mi się, że słyszę czyjś oddech, przez co moje serce zwiększyło obroty. Przesunęłam nieznacznie nogami, chcąc wyczuć stopami podłoże. Płytki, nie byłam u siebie w pokoju, to pewne. Zaczęła mnie swędzieć skóra. Och mamusiu! Proszę pomóż mi.
Znów zemdlałam. Tak sądzę.
Światło oślepiało moje oczy, głowa pulsowała. Czułam się okropnie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się pierwsze kształty. Zamrugałam oczami, chcąc by obraz się wyostrzył. W głowie zaczęły układać się pierwsze słowa modlitwy.
W pomieszczeniu było kilku mężczyzn. Znałam tylko dwóch- ojca i Tom'a.
-Tato!-krzyknęłam, chcąc podnieść się i biec ku niemu. Ale byłam przywiązana do krzesła, teraz i również za stopy. Ojciec podszedł i wymierzył mi cios w twarz. Splunęłam krwią. Teraz już płakałam, płakałam ciężkimi łzami.
-Zawsze byłaś miękka Sophie. Gdyby nie problemy z Tobą, Twoja matka by nadal żyła. Zamknij się to wszystko pójdzie sprawniej -mój ojciec miał dużo jadu w głosie.
Wciągnęłam głośno powietrze. Nienawidzę go, nienawidzę go całym swoim sercem. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w jakimś pomieszczeniu, względnie czystym. Było tu łóżko jednoosobowe, jakaś lampka.
-Gdzie ja jestem?-Mój głos był ochrypły, czułam jak krople potu spływają po mojej skórze.
-Sophie-Tym razem wtrącił się Tom- Jesteś w Iranie
Wytrzeszczyłam oczy i teraz zupełnie nic nie rozumiałam.
-Dlaczego tu jestem?
-Jesteś potrzebna- Tom skinął głową do czegoś obok mnie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jestem podłączona do kroplówki. Być może dlatego swędziała mnie skóra.
-Do czego? Nie rozumiem nic, jak mogliście..- ojciec po raz kolejny mnie uderzył. Znów splunęłam krwią.
-Robercie!-Zagrzmiał jego przyjaciel-Nie możesz, musi być w dobrej formie
Wszyscy mężczyźni patrzyli na mnie, obserwując każdy mój ruch choćby najmniejszy. Oblizałam suche usta. Do czego mnie potrzebowali? Iran? Kroplówka? Nic nie układało się w mojej głowie w całość. Brakowało mi kilku elementów w tej układance.
-Gdzie jest Kate?- zapytałam
-Bezpieczna- Tom nie zdawał się być przekonywujący- Posłuchaj, będziesz tu przez jakiś czas. Wszystko wróci do normy, jeśli będziesz się spisywać. Wrócisz do domu.
-Do domu? Tam gdzie leży ciało mojej mamy w kałuży krwi?- Łzy kapały mi na spodnie. Serce rozpadało się na kawałki, wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz
-Sophie, ona chciała nam przeszkodzić. A Ty jesteś potrzebna.
-Do czego jestem Wam potrzebna?
Widziałam,że Tom i ojciec wymienili spojrzenia. Któryś z mężczyzn pochylił się ku ojcu i powiedział mu coś na ucho po czym ojciec podszedł do Tom'a i powiedział mu coś szeptem.
Przyjaciel ojca potarł dłonią brodę, taką kilkudniową. Jak długo tu byłam? Jak znalazłam się w Iranie? Patrzyłam na nich wyczekująco.
Tom ruszył w moim kierunku, był opanowany, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jak gdyby wszystko szło ku jego myśli. Od zawsze mieli taki plan. Tom zaczął regulować kroplówkę, przez co moje żyły lekko mnie zapiekły. Jednak po chwili zrobiło mi się chłodniej, czułam, że robię się senna.
-Sophie-zaczął Tom. Moje powieki robiły się ciężkie- Musimy Ci wyciąć to i owo.
Zasnęłam.
________________
Daj mi znak, że jesteś. Zostaw choćby słowo po sobie. Jesteś moim filarem, każdego dnia. Chcę tu być dla Ciebie, ale wiesz, że ja nie istnieję bez Ciebie,prawda? Proszę, zostań ze mną. Trwaj przy mnie.
Miałam zawroty głowy, bolały mnie wszystkie mięśnie, siedziałam w niewygodnej pozycji. Chciałam się przekręcić ale byłam skrępowana. Zaczęłam się szamotać, przypominając sobie co się wydarzyło.. ciało mamy, mnóstwo ludzi, ciemność. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi duszno, gorąco, sucho w ustach. Nie słyszałam nic. Moja biedna mama, moja mamusia. łzy zaczęły się wzbierać do moich oczu. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Gdzie jest mój ojciec?Mój pokój? Gdzie jest Kate?
Starałam się uspokoić, odliczyć od 10 w dół, to jednak na nic. Byłam spanikowana, wręcz przerażona, nie czułam głodu. Na głowie miałam chyba worek, było mi coraz goręcej. Zaczęłam nasłuchiwać, miałam wrażenie, że ktoś tu jest. Wydawało mi się, że słyszę czyjś oddech, przez co moje serce zwiększyło obroty. Przesunęłam nieznacznie nogami, chcąc wyczuć stopami podłoże. Płytki, nie byłam u siebie w pokoju, to pewne. Zaczęła mnie swędzieć skóra. Och mamusiu! Proszę pomóż mi.
Znów zemdlałam. Tak sądzę.
Światło oślepiało moje oczy, głowa pulsowała. Czułam się okropnie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się pierwsze kształty. Zamrugałam oczami, chcąc by obraz się wyostrzył. W głowie zaczęły układać się pierwsze słowa modlitwy.
W pomieszczeniu było kilku mężczyzn. Znałam tylko dwóch- ojca i Tom'a.
-Tato!-krzyknęłam, chcąc podnieść się i biec ku niemu. Ale byłam przywiązana do krzesła, teraz i również za stopy. Ojciec podszedł i wymierzył mi cios w twarz. Splunęłam krwią. Teraz już płakałam, płakałam ciężkimi łzami.
-Zawsze byłaś miękka Sophie. Gdyby nie problemy z Tobą, Twoja matka by nadal żyła. Zamknij się to wszystko pójdzie sprawniej -mój ojciec miał dużo jadu w głosie.
Wciągnęłam głośno powietrze. Nienawidzę go, nienawidzę go całym swoim sercem. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w jakimś pomieszczeniu, względnie czystym. Było tu łóżko jednoosobowe, jakaś lampka.
-Gdzie ja jestem?-Mój głos był ochrypły, czułam jak krople potu spływają po mojej skórze.
-Sophie-Tym razem wtrącił się Tom- Jesteś w Iranie
Wytrzeszczyłam oczy i teraz zupełnie nic nie rozumiałam.
-Dlaczego tu jestem?
-Jesteś potrzebna- Tom skinął głową do czegoś obok mnie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jestem podłączona do kroplówki. Być może dlatego swędziała mnie skóra.
-Do czego? Nie rozumiem nic, jak mogliście..- ojciec po raz kolejny mnie uderzył. Znów splunęłam krwią.
-Robercie!-Zagrzmiał jego przyjaciel-Nie możesz, musi być w dobrej formie
Wszyscy mężczyźni patrzyli na mnie, obserwując każdy mój ruch choćby najmniejszy. Oblizałam suche usta. Do czego mnie potrzebowali? Iran? Kroplówka? Nic nie układało się w mojej głowie w całość. Brakowało mi kilku elementów w tej układance.
-Gdzie jest Kate?- zapytałam
-Bezpieczna- Tom nie zdawał się być przekonywujący- Posłuchaj, będziesz tu przez jakiś czas. Wszystko wróci do normy, jeśli będziesz się spisywać. Wrócisz do domu.
-Do domu? Tam gdzie leży ciało mojej mamy w kałuży krwi?- Łzy kapały mi na spodnie. Serce rozpadało się na kawałki, wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz
-Sophie, ona chciała nam przeszkodzić. A Ty jesteś potrzebna.
-Do czego jestem Wam potrzebna?
Widziałam,że Tom i ojciec wymienili spojrzenia. Któryś z mężczyzn pochylił się ku ojcu i powiedział mu coś na ucho po czym ojciec podszedł do Tom'a i powiedział mu coś szeptem.
Przyjaciel ojca potarł dłonią brodę, taką kilkudniową. Jak długo tu byłam? Jak znalazłam się w Iranie? Patrzyłam na nich wyczekująco.
Tom ruszył w moim kierunku, był opanowany, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jak gdyby wszystko szło ku jego myśli. Od zawsze mieli taki plan. Tom zaczął regulować kroplówkę, przez co moje żyły lekko mnie zapiekły. Jednak po chwili zrobiło mi się chłodniej, czułam, że robię się senna.
-Sophie-zaczął Tom. Moje powieki robiły się ciężkie- Musimy Ci wyciąć to i owo.
Zasnęłam.
________________
Daj mi znak, że jesteś. Zostaw choćby słowo po sobie. Jesteś moim filarem, każdego dnia. Chcę tu być dla Ciebie, ale wiesz, że ja nie istnieję bez Ciebie,prawda? Proszę, zostań ze mną. Trwaj przy mnie.
czwartek, 24 listopada 2016
Cztery.
Wyciągnęłam jakieś drobne i banknot z najniższym nominałem z kieszeni i podałam je temu chłopakowi.
-Zacznijmy od tego- skinieniem głowy pokazałam mu sklep otwarty przez 24 godziny na dobę.Co prawda prawie świtało ale nie chciało mi się niczego innego szukać. Na moje szczęście chłopak wyciągną trochę gotówki
-Co mam tam kupić?- zapytał. Potarł swoje przedramiona, by chociaż trochę się ogrzać.
-Kup coś do jedzenia, na szybko. Nie mam czasu teraz na zajmowanie się tym.- Pociągnęłam nosem i przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą- Zapytaj czy mogą nam dać jakieś kartony
-Kartony?
-Nie wyraźnie mówię?- syknęłam. Czasem mam wrażenie, że ludzie postradali rozum w ciągu tych dziesięciu lat.
-Okej. Kartony. Coś jeszcze?
-Nie to wszystko. - Miałam mu podziękować ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Usiadłam na schodkach prowadzących do jakiejś biblioteki.-Idź, zaczekam tu na Ciebie. Nie chcę słuchać plotek a co gorsza wpaść w ręce policji
-Okej. Co tylko powiesz.
Odprowadziłam chłopaka wzrokiem i podkuliłam nogi. Nie byłam pewna, czy aby na pewno dobrze robię. Po co ja go w to wplątałam? Mógł teraz odejść i zadzwonić w odpowiednie miejsca i zabraliby mnie stąd. Morderstwo pierwszego stopnia, kradzież, pobicie. Dożywotnia odsiadka gwarantowana. Wypuściłam powietrze z płuc i przetarłam zmęczone oczy. Miałam nadzieję,że w piątek to będzie koniec, koniec mojego koszmaru.
-Hej, mieli tylko bardzo duże pudełka, odpowiadają?-Jego głos przywołał mnie do rzeczywistości.
-Tak, będą okej. -Poprawiłam kaptur. Spojrzałam na siatkę którą trzymał w ręku. Mój żołądek w tym samym czasie dał o sobie znać. Widziałam,że ma ochotę się zaśmiać- Nawet nie próbuj.
-Sory, o tej porze załatwiłem Ci cieplutkie hamburgery, Mogłabyś chociaż okazać minimum wdzięczności- palcami odmierzył długość. Na nasze szczęście, albo i nie.. podjechał autobus
-Wsiadaj- zażądałam i w jednym momencie znalazłam się na siedzeniu na końcu autobusu a on obok mnie-Kup bilet, nie chce problemów
-Dziewczyno.. Ty już..- Podniosłam się z miejsca i ścisnęłam go za gardło
-Posłuchaj mnie chuju. To, że dzieliłam się z Tobą moimi zabawkami i byłeś parę razy u nas w domu nie upoważnia Cię do takich słów- Zacisnęłam mocniej dłoń.Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć- Więc jeśli raz jeszcze spróbujesz.. będę poszukiwana za dwa morderstwa a nie jedno
Puściłam go a chłopak zaczął kaszlać i łapać powietrze. Popatrzył na mnie z odrazą. Chciał coś dodać ale się powstrzymał. Skrzyżowałam ręce i wyjrzałam przez okno.Kątem oka dostrzegłam, że poszedł po bilety
-Będziemy bezpośrednio jechać. To nie jest daleko stąd-powiedziałam cicho wiedząc, że mnie uciszy. Miasto budziło się do życia. Piekarnie już dzieliły się zapachem świeżego chleba i bułeczek. Widać było pierwszych klientów biegnących po kawę. Jakiś starszy mężczyzna otwierał kiosk z gazetami. Normalne życie, tak bardzo inne od mojego. Miałam skończyć szkołę, dostać się na studia, mieć bogatego i dobrego męża. Miałam. Dlaczego od razu wszyscy przesądzili,że jestem winna? Nikt nie dał mi choćby jednej szansy. Wszystkie ślady po sobie zatarli,wszystkie.
-Wysiadamy- powiedziałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam tu zaledwie parę dni temu. Gdyby nie on.. nie mogłabym tu być. Ruszyłam z miejsca, wzięłam od niego jeden karton. - Widzisz ten dom? Zaczekamy do siódmej rano. Pani Lorenc, która jest gospodynią tych mieszkań będzie mieć za sobą poranną toaletę
-Powinienem zapytać dokąd idziemy?
Wzięłam głęboko powietrze. Rozważyłam jego pytanie i odpowiedziałam:
-Tam znajduje się mieszkanie mojej ciotki.
-Jak chcesz się tam dostać?
-Daj mi pomyśleć i podaj mi tego hamburgera- wyjął z siatki jedzenie. Było jeszcze ciepłe.Widziałam,że jest cały spięty. Nie chcę być dla niego miła. Nie chcę czuć. Nie po tym wszystkim co przeszłam. Jedzenie ogrzało mnie trochę- Co z Twoją matką?- Chyba wyrwałam go z zamyśleń, bo dostrzegłam,że się wzdrygną.
-Pracuje w pralni i szpitalu. Stara się jak może- Podparł głowę na dłoni.
-Studiujesz?
-Tak, na szczęście udało mi się załapać na stypendium, więc mogę sobie pozwolić
Zazdrościłam mu. Tak, zazdrościłam, poczułam ukłucie w sercu. Nie chciałam drążyć tematu.Do mojej głowy wpadły jego wcześniejsze słowa.
-Wspomniałeś-zawahałam się na moment i podrapałam się w tył głowy. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Wspominałeś, zaczęło mnie ścigać FBI?
-Tak, Sophie.Sprawa jest naprawdę poważna. Jesteś w czołówce najbardziej poszukiwanych osób. Niektórzy..- umilkł i odwrócił wzrok
-Dokończ-jednak odpowiedziała mi cisza. Wiedziałam, że to nie będzie nic przyjemnego-Dokończ, proszę-Na dźwięk ostatnich słów odwrócił swoją twarz. Widać było,że pobladł
-Niektórzy chcą dla Ciebie kary śmierci
Poczułam jak brakuje mi gruntu. Jakbym spadała w ciemną otchłań. Łzy cisnęły mi się do oczu, więc szybko zamrugałam powiekami.
-Chodźmy, już czas- Nie spojrzałam na niego-Powiesz, że jesteśmy z ekipy remontowej, że Kate Timmelson chce poprawić parę rzeczy i to nie zajmie nam więcej jak dwa dni.
Nie wiedziałam,czy gospodyni nam uwierzy. Zagryzłam dolną wargę i ukryłam twarz bardziej pod kapturem.
Ściskało mnie w żołądku,kiedy Nicholas wypowiedział swoją formułkę.
-A czy nie będzie nazbyt głośno? - Starsza Pani potrafiła być zrzędliwa. Jakby po prostu nie mogła nas wpuścić
-Nie Szanowna Pani. Ja i moja współpracownica wykonujemy profesjonalnie naszą pracę- Nicholas był bardzo przekonywujący. Rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranego domofonu
-Pierwsze piętro,pod dwunastką-powiedziałam cicho i ruszyliśmy po schodach.Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą i znaleźć się w mieszkaniu Kate. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka a ja zamknęłam wszystkie zamki.W mieszkaniu panował półmrok.Rolety były zasłonięte, nie chciałam wścibskich podglądaczy z domu naprzeciw. Opadłam na kanapę, byłam wyczerpana.
-To wszystko. Pójdę już- chłopak obrócił się i skierował w stronę drzwi. Zamknęłam na sekundę oczy
-Nie mógłbyś zostać?- Spojrzał na mnie zszokowany-Tak dla przykrywki? Do piątku?- Nie wahał się. Chciał zostać, nie wiedziałam tylko dlaczego.
-Okej, w końcu to pojutrze. Słuchaj..- przeniósł usta na jedną stronę. Analizował to co chce powiedzieć-Mógłbym wziąć prysznic? Chyba dopadł mnie kac i trochę.. no wiesz- Nie, nie wiedziałam. Nie piłam nigdy alkoholu, ale widząc jego minę musiał czuć się naprawdę chujowo
-Łazienka jest za tymi drzwiami po lewej
-Dzięki- zniknął za drzwiami i po niespełna minucie usłyszałam szum wody. Zdjęłam kaptur z głowy i sweter. Zsunęłam ze stóp buty i wyłożyłam się wygodniej na sofie. Sięgnęłam po pilot i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na jakieś wiadomości. Chuda blondynka prowadziła wywiad z jakimiś młodymi dziewczynami
-Jak się czujecie dziewczyny?-Zapytała dziennikarka ukazując rząd równych zębów
-Och to takie niesamowite,że go spotkam! Kocham go!-Młoda dziewczyna trzymała w ręku plakat osoby, na widok, której poczułam odruch wymiotny.
-Artysta po wielu latach zagra w swoim rodzinnym mieście, to będzie spektakularne widowisko! Dla naszych odbiorców, pokażemy teraz jeden z najnowszych teledysków gwiazdy!
Z telewizora zaczęła płynąć muzyka. Uśmiechnęłam się do samej siebie i powiedziałam na głos:
-Justin Bieber.. już nie żyjesz.
-Zacznijmy od tego- skinieniem głowy pokazałam mu sklep otwarty przez 24 godziny na dobę.Co prawda prawie świtało ale nie chciało mi się niczego innego szukać. Na moje szczęście chłopak wyciągną trochę gotówki
-Co mam tam kupić?- zapytał. Potarł swoje przedramiona, by chociaż trochę się ogrzać.
-Kup coś do jedzenia, na szybko. Nie mam czasu teraz na zajmowanie się tym.- Pociągnęłam nosem i przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą- Zapytaj czy mogą nam dać jakieś kartony
-Kartony?
-Nie wyraźnie mówię?- syknęłam. Czasem mam wrażenie, że ludzie postradali rozum w ciągu tych dziesięciu lat.
-Okej. Kartony. Coś jeszcze?
-Nie to wszystko. - Miałam mu podziękować ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Usiadłam na schodkach prowadzących do jakiejś biblioteki.-Idź, zaczekam tu na Ciebie. Nie chcę słuchać plotek a co gorsza wpaść w ręce policji
-Okej. Co tylko powiesz.
Odprowadziłam chłopaka wzrokiem i podkuliłam nogi. Nie byłam pewna, czy aby na pewno dobrze robię. Po co ja go w to wplątałam? Mógł teraz odejść i zadzwonić w odpowiednie miejsca i zabraliby mnie stąd. Morderstwo pierwszego stopnia, kradzież, pobicie. Dożywotnia odsiadka gwarantowana. Wypuściłam powietrze z płuc i przetarłam zmęczone oczy. Miałam nadzieję,że w piątek to będzie koniec, koniec mojego koszmaru.
-Hej, mieli tylko bardzo duże pudełka, odpowiadają?-Jego głos przywołał mnie do rzeczywistości.
-Tak, będą okej. -Poprawiłam kaptur. Spojrzałam na siatkę którą trzymał w ręku. Mój żołądek w tym samym czasie dał o sobie znać. Widziałam,że ma ochotę się zaśmiać- Nawet nie próbuj.
-Sory, o tej porze załatwiłem Ci cieplutkie hamburgery, Mogłabyś chociaż okazać minimum wdzięczności- palcami odmierzył długość. Na nasze szczęście, albo i nie.. podjechał autobus
-Wsiadaj- zażądałam i w jednym momencie znalazłam się na siedzeniu na końcu autobusu a on obok mnie-Kup bilet, nie chce problemów
-Dziewczyno.. Ty już..- Podniosłam się z miejsca i ścisnęłam go za gardło
-Posłuchaj mnie chuju. To, że dzieliłam się z Tobą moimi zabawkami i byłeś parę razy u nas w domu nie upoważnia Cię do takich słów- Zacisnęłam mocniej dłoń.Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć- Więc jeśli raz jeszcze spróbujesz.. będę poszukiwana za dwa morderstwa a nie jedno
Puściłam go a chłopak zaczął kaszlać i łapać powietrze. Popatrzył na mnie z odrazą. Chciał coś dodać ale się powstrzymał. Skrzyżowałam ręce i wyjrzałam przez okno.Kątem oka dostrzegłam, że poszedł po bilety
-Będziemy bezpośrednio jechać. To nie jest daleko stąd-powiedziałam cicho wiedząc, że mnie uciszy. Miasto budziło się do życia. Piekarnie już dzieliły się zapachem świeżego chleba i bułeczek. Widać było pierwszych klientów biegnących po kawę. Jakiś starszy mężczyzna otwierał kiosk z gazetami. Normalne życie, tak bardzo inne od mojego. Miałam skończyć szkołę, dostać się na studia, mieć bogatego i dobrego męża. Miałam. Dlaczego od razu wszyscy przesądzili,że jestem winna? Nikt nie dał mi choćby jednej szansy. Wszystkie ślady po sobie zatarli,wszystkie.
-Wysiadamy- powiedziałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam tu zaledwie parę dni temu. Gdyby nie on.. nie mogłabym tu być. Ruszyłam z miejsca, wzięłam od niego jeden karton. - Widzisz ten dom? Zaczekamy do siódmej rano. Pani Lorenc, która jest gospodynią tych mieszkań będzie mieć za sobą poranną toaletę
-Powinienem zapytać dokąd idziemy?
Wzięłam głęboko powietrze. Rozważyłam jego pytanie i odpowiedziałam:
-Tam znajduje się mieszkanie mojej ciotki.
-Jak chcesz się tam dostać?
-Daj mi pomyśleć i podaj mi tego hamburgera- wyjął z siatki jedzenie. Było jeszcze ciepłe.Widziałam,że jest cały spięty. Nie chcę być dla niego miła. Nie chcę czuć. Nie po tym wszystkim co przeszłam. Jedzenie ogrzało mnie trochę- Co z Twoją matką?- Chyba wyrwałam go z zamyśleń, bo dostrzegłam,że się wzdrygną.
-Pracuje w pralni i szpitalu. Stara się jak może- Podparł głowę na dłoni.
-Studiujesz?
-Tak, na szczęście udało mi się załapać na stypendium, więc mogę sobie pozwolić
Zazdrościłam mu. Tak, zazdrościłam, poczułam ukłucie w sercu. Nie chciałam drążyć tematu.Do mojej głowy wpadły jego wcześniejsze słowa.
-Wspomniałeś-zawahałam się na moment i podrapałam się w tył głowy. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Wspominałeś, zaczęło mnie ścigać FBI?
-Tak, Sophie.Sprawa jest naprawdę poważna. Jesteś w czołówce najbardziej poszukiwanych osób. Niektórzy..- umilkł i odwrócił wzrok
-Dokończ-jednak odpowiedziała mi cisza. Wiedziałam, że to nie będzie nic przyjemnego-Dokończ, proszę-Na dźwięk ostatnich słów odwrócił swoją twarz. Widać było,że pobladł
-Niektórzy chcą dla Ciebie kary śmierci
Poczułam jak brakuje mi gruntu. Jakbym spadała w ciemną otchłań. Łzy cisnęły mi się do oczu, więc szybko zamrugałam powiekami.
-Chodźmy, już czas- Nie spojrzałam na niego-Powiesz, że jesteśmy z ekipy remontowej, że Kate Timmelson chce poprawić parę rzeczy i to nie zajmie nam więcej jak dwa dni.
Nie wiedziałam,czy gospodyni nam uwierzy. Zagryzłam dolną wargę i ukryłam twarz bardziej pod kapturem.
Ściskało mnie w żołądku,kiedy Nicholas wypowiedział swoją formułkę.
-A czy nie będzie nazbyt głośno? - Starsza Pani potrafiła być zrzędliwa. Jakby po prostu nie mogła nas wpuścić
-Nie Szanowna Pani. Ja i moja współpracownica wykonujemy profesjonalnie naszą pracę- Nicholas był bardzo przekonywujący. Rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranego domofonu
-Pierwsze piętro,pod dwunastką-powiedziałam cicho i ruszyliśmy po schodach.Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą i znaleźć się w mieszkaniu Kate. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka a ja zamknęłam wszystkie zamki.W mieszkaniu panował półmrok.Rolety były zasłonięte, nie chciałam wścibskich podglądaczy z domu naprzeciw. Opadłam na kanapę, byłam wyczerpana.
-To wszystko. Pójdę już- chłopak obrócił się i skierował w stronę drzwi. Zamknęłam na sekundę oczy
-Nie mógłbyś zostać?- Spojrzał na mnie zszokowany-Tak dla przykrywki? Do piątku?- Nie wahał się. Chciał zostać, nie wiedziałam tylko dlaczego.
-Okej, w końcu to pojutrze. Słuchaj..- przeniósł usta na jedną stronę. Analizował to co chce powiedzieć-Mógłbym wziąć prysznic? Chyba dopadł mnie kac i trochę.. no wiesz- Nie, nie wiedziałam. Nie piłam nigdy alkoholu, ale widząc jego minę musiał czuć się naprawdę chujowo
-Łazienka jest za tymi drzwiami po lewej
-Dzięki- zniknął za drzwiami i po niespełna minucie usłyszałam szum wody. Zdjęłam kaptur z głowy i sweter. Zsunęłam ze stóp buty i wyłożyłam się wygodniej na sofie. Sięgnęłam po pilot i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na jakieś wiadomości. Chuda blondynka prowadziła wywiad z jakimiś młodymi dziewczynami
-Jak się czujecie dziewczyny?-Zapytała dziennikarka ukazując rząd równych zębów
-Och to takie niesamowite,że go spotkam! Kocham go!-Młoda dziewczyna trzymała w ręku plakat osoby, na widok, której poczułam odruch wymiotny.
-Artysta po wielu latach zagra w swoim rodzinnym mieście, to będzie spektakularne widowisko! Dla naszych odbiorców, pokażemy teraz jeden z najnowszych teledysków gwiazdy!
Z telewizora zaczęła płynąć muzyka. Uśmiechnęłam się do samej siebie i powiedziałam na głos:
-Justin Bieber.. już nie żyjesz.
środa, 23 listopada 2016
Trzy.
Po skończonym posiłku wstałam i otrzepałam się z okruchów. Otuliłam się ciaśniej swetrem, wrześniowe noce były coraz zimniejsze. Nie wiedziałam za bardzo co mogę ze sobą zrobić, serce biło mi jak szalone a moja klatka piersiowa szybko się poruszała.
-Myśl Sophie- przytknęłam palec do ust. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić, odliczając od 10 w dół.. takiej kontroli mnie nauczyła mama. Wzdrygnęłam się na wkradający się obraz jej martwego ciała do mojego umysłu.
Ruszyłam z miejsca, nie mogłam tu tak zostać, musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie na te dwa kolejne dni. Zatknęłam kosmyk włosów za ucho i wydęłam dolną wargę. Mogłabym się schować w mieszkaniu Kate, ale nie mogłam pozwolić na to, by ktoś mnie zauważył. Sąsiedzi zaraz wezwaliby policję.. jestem poszukiwana listem gończym. Wszystko we mnie się gotowało, nadszedł czas żeby po tylu latach w końcu się zemścić. To wszystko wina tego chłopaka.. wszystko zaczęło się zmieniać w koszmar w moim życiu odkąd się tylko w nim pojawił.
Szłam ulicami miasta, starałam się unikać te najbardziej ruchliwe, Nasunęłam kaptur bardziej, tak żeby zakrywał mi twarz.
Wiedziałam, że Kate długo to planowała. Nie skojarzyłam od razu, że potrafi mi wysyłać sekretne sygnały, nie mogła nic zrobić. Była w niebezpieczeństwie, była pod presją ich wszystkich. Pisząc że mam przyjść od zachodu miała na myśli wschód. Pisała do mnie w gazetach, ogłoszeniach. Mogłam wyłapywać te pojedyncze słowa. Okoliczności nie sprzyjały lepszemu komunikowaniu się. Dobrze, że ta głupia nauczycielka zdążyła chociaż nauczyć mnie czytać, pisać, liczyć. Jak mogła pozwolić sobie na to, by odejść, kiedy widziała, że Jej podopieczna jest tak źle traktowana? Pewnie dostała kupę kasy.
-Ała!-krzyknęłam, O moje ramię zahaczył jakiś chłopak idący z imprezy.- Jak chodzisz chuju?
Na dźwięk ostatnich słów on się zatrzymał.
-Jak mnie nazwałaś?-Jego głos był niski. Nie wiem czy zdążył przejść mutację. Próbował grać twardego. Miałam do czynienia z gorszymi od niego.
-Chujem. Przeliterować?- Nie pamiętam kiedy ostatni raz rozmawiałam z kimś. Czułam się zbyt pewnie siebie po otrzymanej wiadomości.
Złapał palcami czubek nosa i odchylił lekko głowę do tyłu. Po chwili ruszył w moją stronę. Dało się wyczuć jak bardzo cuchnie alkoholem i trawką.
-Posłuchaj ty mała suko..- gdy podniósł na mnie wzrok jego źrenice się rozszerzyły.- To ty..
Złapał się za usta i cofnął o pół kroku. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Najwyraźniej policja na bieżąco aktualizowała mój rysopis.
-Sophie Cooper.- nie umiałam nic wyczytać z jego głosu. Jedynie uderzyłam go w ramię
-Zamknij się, bo inaczej własna matka Cię nie pozna- nie wiedziałam, czy moja groźba może mieć pokrycie. Był nieco wyższy ode mnie.
-Ty mnie nie pamiętasz, co?
Teraz byłam już całkiem zbita z tropu. Patrzyłam na niego jakby miał dwie głowy.
-Co proszę?
-Jestem Nicholas Anderson
Anderson.. co mi to nazwisko mówi? Odblokowałam jakąś granicę w mojej głowie dzielącą mnie z moim dawnym życiem.
-Ty jesteś synem służącej, która u nas pracowała?
-Dokładnie! Kiedyś nam się pozwalano bawić jak matka zabierała mnie do pracy, a potem..- urwał w pół słowa i podrapał się w tył głowy.
-Pamiętam- mój głos był niski. Oduczyłam się okazywać uczucia. Mam gdzieś czyjeś zdanie a tym bardziej uczucia. To kolejny chujek, który stanął na mojej drodze. Ale wiedziałam, że może mi się przydać.. -Chciałbyś coś dla mnie zrobić?
Prychnął a ja spojrzałam na niego ostrym spojrzeniem. Zmienił mu się wyraz twarzy i odchrząknął.
-Zgaduję, że wiesz, że poszukuje Cię policja, interpol i sprawę ostatnio przejęło FBI?
Wywróciłam oczami. Ta wyliczanka chyba nigdy nie miałaby końca.
-I co z tego?- zapytałam go. Po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Niebieskie.
-Wiesz ile mógłbym dostać kasy za wsypanie Cię?- znieruchomiałam. Pieniądze były ogromne.. a sprawa jeszcze bardziej pokręcona.- Hej, hej.. żartowałem.- zaśmiał się lekko. Moje oczy spochmurniały spojrzałam na niego spode łba. Zacisnęłam zęby. Miałam ochotę ścisnąć moją rękę na jego gardle. Nie mogłam. Nie teraz. Wysiliłam się na uśmiech, na taki, jaki mnie było stać. Był sztuczny a przede wszystkim nie wróżył niczego dobrego.
-To co Nick.. pomożesz mi?
-Myśl Sophie- przytknęłam palec do ust. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić, odliczając od 10 w dół.. takiej kontroli mnie nauczyła mama. Wzdrygnęłam się na wkradający się obraz jej martwego ciała do mojego umysłu.
Ruszyłam z miejsca, nie mogłam tu tak zostać, musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie na te dwa kolejne dni. Zatknęłam kosmyk włosów za ucho i wydęłam dolną wargę. Mogłabym się schować w mieszkaniu Kate, ale nie mogłam pozwolić na to, by ktoś mnie zauważył. Sąsiedzi zaraz wezwaliby policję.. jestem poszukiwana listem gończym. Wszystko we mnie się gotowało, nadszedł czas żeby po tylu latach w końcu się zemścić. To wszystko wina tego chłopaka.. wszystko zaczęło się zmieniać w koszmar w moim życiu odkąd się tylko w nim pojawił.
Szłam ulicami miasta, starałam się unikać te najbardziej ruchliwe, Nasunęłam kaptur bardziej, tak żeby zakrywał mi twarz.
Wiedziałam, że Kate długo to planowała. Nie skojarzyłam od razu, że potrafi mi wysyłać sekretne sygnały, nie mogła nic zrobić. Była w niebezpieczeństwie, była pod presją ich wszystkich. Pisząc że mam przyjść od zachodu miała na myśli wschód. Pisała do mnie w gazetach, ogłoszeniach. Mogłam wyłapywać te pojedyncze słowa. Okoliczności nie sprzyjały lepszemu komunikowaniu się. Dobrze, że ta głupia nauczycielka zdążyła chociaż nauczyć mnie czytać, pisać, liczyć. Jak mogła pozwolić sobie na to, by odejść, kiedy widziała, że Jej podopieczna jest tak źle traktowana? Pewnie dostała kupę kasy.
-Ała!-krzyknęłam, O moje ramię zahaczył jakiś chłopak idący z imprezy.- Jak chodzisz chuju?
Na dźwięk ostatnich słów on się zatrzymał.
-Jak mnie nazwałaś?-Jego głos był niski. Nie wiem czy zdążył przejść mutację. Próbował grać twardego. Miałam do czynienia z gorszymi od niego.
-Chujem. Przeliterować?- Nie pamiętam kiedy ostatni raz rozmawiałam z kimś. Czułam się zbyt pewnie siebie po otrzymanej wiadomości.
Złapał palcami czubek nosa i odchylił lekko głowę do tyłu. Po chwili ruszył w moją stronę. Dało się wyczuć jak bardzo cuchnie alkoholem i trawką.
-Posłuchaj ty mała suko..- gdy podniósł na mnie wzrok jego źrenice się rozszerzyły.- To ty..
Złapał się za usta i cofnął o pół kroku. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Najwyraźniej policja na bieżąco aktualizowała mój rysopis.
-Sophie Cooper.- nie umiałam nic wyczytać z jego głosu. Jedynie uderzyłam go w ramię
-Zamknij się, bo inaczej własna matka Cię nie pozna- nie wiedziałam, czy moja groźba może mieć pokrycie. Był nieco wyższy ode mnie.
-Ty mnie nie pamiętasz, co?
Teraz byłam już całkiem zbita z tropu. Patrzyłam na niego jakby miał dwie głowy.
-Co proszę?
-Jestem Nicholas Anderson
Anderson.. co mi to nazwisko mówi? Odblokowałam jakąś granicę w mojej głowie dzielącą mnie z moim dawnym życiem.
-Ty jesteś synem służącej, która u nas pracowała?
-Dokładnie! Kiedyś nam się pozwalano bawić jak matka zabierała mnie do pracy, a potem..- urwał w pół słowa i podrapał się w tył głowy.
-Pamiętam- mój głos był niski. Oduczyłam się okazywać uczucia. Mam gdzieś czyjeś zdanie a tym bardziej uczucia. To kolejny chujek, który stanął na mojej drodze. Ale wiedziałam, że może mi się przydać.. -Chciałbyś coś dla mnie zrobić?
Prychnął a ja spojrzałam na niego ostrym spojrzeniem. Zmienił mu się wyraz twarzy i odchrząknął.
-Zgaduję, że wiesz, że poszukuje Cię policja, interpol i sprawę ostatnio przejęło FBI?
Wywróciłam oczami. Ta wyliczanka chyba nigdy nie miałaby końca.
-I co z tego?- zapytałam go. Po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Niebieskie.
-Wiesz ile mógłbym dostać kasy za wsypanie Cię?- znieruchomiałam. Pieniądze były ogromne.. a sprawa jeszcze bardziej pokręcona.- Hej, hej.. żartowałem.- zaśmiał się lekko. Moje oczy spochmurniały spojrzałam na niego spode łba. Zacisnęłam zęby. Miałam ochotę ścisnąć moją rękę na jego gardle. Nie mogłam. Nie teraz. Wysiliłam się na uśmiech, na taki, jaki mnie było stać. Był sztuczny a przede wszystkim nie wróżył niczego dobrego.
-To co Nick.. pomożesz mi?
wtorek, 22 listopada 2016
Dwa.
Dzień obecny.
Czułam jak bardzo pulsuje mi głowa. Ból rozchodził się po całym ciele. Miałam wrażenie, że nie spałam spokojnie przynajmniej sto lat. W moim umyśle tańczyły koszmarne obrazy, jak prawie za każdym razem. Skalpel, szwy, brudny gabinet. Nagle ze snu obudził mnie dźwięk policyjnych syren. Zerwałam się na równe nogi zapominając o bólu u dołu pleców. Czułam jak bardzo pieką mnie oczy.Jęknęłam głośno. Rozejrzałam się dookoła, czy oby na pewno odgłos nadjeżdżającego radiowozu nie staje się większy. Po kilku minutach mój oddech się wyrównał. Wiatr rozwiewał mi moje skołtunione włosy. Dziękowałam za to, że mogłam parę dni temu skorzystać z mieszkania Kate. Wokół rozlegał się smród, drażniący moje nozdrza. Stałam obok starego, opuszczonego przystanku autobusowego. To cud, że nie przykleił się do mnie jakiś upity mocnym trunkiem mężczyzna. Rozmasowałam dłonią bolące miejsce na plecach i podjęłam decyzję, że nie mogę tu zostać. Mój brzuch wywracał fikołki. Byłam bardzo głodna. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na żaden sklep, gdyż sprzedawca mógł mnie w jednej chwili rozpoznać.
-Mamusiu, moja najdroższa..- ścisnęłam łańcuszek na szyi i otarłam cisnące się do oczu łzy. Kulałam lekko, nienawidziłam swojego życia. Spojrzałam na ręce pełne śladów od wkucia igłą. Przez chwilę znów widziałam przed oczami ten obskurny gabinet. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że muszę odnaleźć Kate, że muszę na nią czekać. Minęło dziewięć może dziesięć lat od ostatniego spotkania. Siedziała w tym po uczy, ale wiedziałam, że może mi pomóc. Wszystko było niesprawiedliwe, nie tak miało potoczyć się moje życie. Od tamtych chwil, wyzbyłam się wszelkich uczuć. Byłam najzwyczajniej wyprana z emocji. Zatrzymałam się przy jednym z kontenerów pobliskiej restauracji. Podejrzewam, że ktoś się domyślał, że tu myszkuję, bo od pewnego czasu zostawiał mi zapakowane i nietknięte resztki jedzenia. Wspięłam się na drewniane skrzynki i podniosłam klapę. Wyciągnęłam niedawno wrzuconą siatkę i delikatnie ją otworzyłam. Zapach placuszków z bananami rozszedł się dookoła. Odgarnęłam jakieś papiery, rolki i wyciągnęłam je czym prędzej. Zwinięta kulka papieru powędrowała gdzieś w powietrzu niesiona przez wiatr. Coś przykuło na niej moją uwagę. Opuściłam siatkę z moim posiłkiem i rzuciłam się pędem na skrawkiem papieru. Po chwili zmagania wpadła w moje ręce, miała kilka plam po ketchupie. Rozwinęłam ją i ukazał mi się wielki napis KONCERT. Spojrzałam na twarz widniejącą na kartce i splunęłam na nią. Uniosłam łańcuszek i przytknęłam do moich ust:
-Mamusiu, obiecuję. Obiecuję, że nie zapomnę i stanę z nimi twarzą w twarz.
rękawem starałam się oczyścić jak najbardziej kartkę. Pokazał się tekst reklamujący i informujący o widowisku. Po tylu latach tułaczki wiedziałam jak go odczytać. Opuszkiem palca przejechałam po ostatnich słowach wersów w poszukiwaniu odpowiednich liter. Nie zajęła mi nawet chwila, by odczytać tekst przeznaczony tylko dla mnie. Dawniej nie wiedziałam o istnieniu sekretnych wiadomości, zajmowało mi to miesiące. Kate chciała mi dać tyle do zrozumienia.. "S fri 8pm west".
Czułam jak bardzo pulsuje mi głowa. Ból rozchodził się po całym ciele. Miałam wrażenie, że nie spałam spokojnie przynajmniej sto lat. W moim umyśle tańczyły koszmarne obrazy, jak prawie za każdym razem. Skalpel, szwy, brudny gabinet. Nagle ze snu obudził mnie dźwięk policyjnych syren. Zerwałam się na równe nogi zapominając o bólu u dołu pleców. Czułam jak bardzo pieką mnie oczy.Jęknęłam głośno. Rozejrzałam się dookoła, czy oby na pewno odgłos nadjeżdżającego radiowozu nie staje się większy. Po kilku minutach mój oddech się wyrównał. Wiatr rozwiewał mi moje skołtunione włosy. Dziękowałam za to, że mogłam parę dni temu skorzystać z mieszkania Kate. Wokół rozlegał się smród, drażniący moje nozdrza. Stałam obok starego, opuszczonego przystanku autobusowego. To cud, że nie przykleił się do mnie jakiś upity mocnym trunkiem mężczyzna. Rozmasowałam dłonią bolące miejsce na plecach i podjęłam decyzję, że nie mogę tu zostać. Mój brzuch wywracał fikołki. Byłam bardzo głodna. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na żaden sklep, gdyż sprzedawca mógł mnie w jednej chwili rozpoznać.
-Mamusiu, moja najdroższa..- ścisnęłam łańcuszek na szyi i otarłam cisnące się do oczu łzy. Kulałam lekko, nienawidziłam swojego życia. Spojrzałam na ręce pełne śladów od wkucia igłą. Przez chwilę znów widziałam przed oczami ten obskurny gabinet. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że muszę odnaleźć Kate, że muszę na nią czekać. Minęło dziewięć może dziesięć lat od ostatniego spotkania. Siedziała w tym po uczy, ale wiedziałam, że może mi pomóc. Wszystko było niesprawiedliwe, nie tak miało potoczyć się moje życie. Od tamtych chwil, wyzbyłam się wszelkich uczuć. Byłam najzwyczajniej wyprana z emocji. Zatrzymałam się przy jednym z kontenerów pobliskiej restauracji. Podejrzewam, że ktoś się domyślał, że tu myszkuję, bo od pewnego czasu zostawiał mi zapakowane i nietknięte resztki jedzenia. Wspięłam się na drewniane skrzynki i podniosłam klapę. Wyciągnęłam niedawno wrzuconą siatkę i delikatnie ją otworzyłam. Zapach placuszków z bananami rozszedł się dookoła. Odgarnęłam jakieś papiery, rolki i wyciągnęłam je czym prędzej. Zwinięta kulka papieru powędrowała gdzieś w powietrzu niesiona przez wiatr. Coś przykuło na niej moją uwagę. Opuściłam siatkę z moim posiłkiem i rzuciłam się pędem na skrawkiem papieru. Po chwili zmagania wpadła w moje ręce, miała kilka plam po ketchupie. Rozwinęłam ją i ukazał mi się wielki napis KONCERT. Spojrzałam na twarz widniejącą na kartce i splunęłam na nią. Uniosłam łańcuszek i przytknęłam do moich ust:
-Mamusiu, obiecuję. Obiecuję, że nie zapomnę i stanę z nimi twarzą w twarz.
rękawem starałam się oczyścić jak najbardziej kartkę. Pokazał się tekst reklamujący i informujący o widowisku. Po tylu latach tułaczki wiedziałam jak go odczytać. Opuszkiem palca przejechałam po ostatnich słowach wersów w poszukiwaniu odpowiednich liter. Nie zajęła mi nawet chwila, by odczytać tekst przeznaczony tylko dla mnie. Dawniej nie wiedziałam o istnieniu sekretnych wiadomości, zajmowało mi to miesiące. Kate chciała mi dać tyle do zrozumienia.. "S fri 8pm west".
To była jedyna szansa, po dziesięciu latach wszyscy myśleli, że nie żyję. Wszyscy, którzy zrujnowali mi to życie.Muszę to wykorzystać. Ścisnęłam kartkę w ręku, czując jak paznokcie wbijają się w moją dłoń. Chciałam nawet, żeby myśleli, że nie żyję. Mogłabym się bezsensownie tłumaczyć, że to nie moja wina, że przecież to ja jestem ofiarą. Jednak oni zaplanowali wszystko, och.. gdybym wtedy nie uległa.. gdybym nie dotknęła tej broni. Nikt nie mógł mi pomóc. Nie miałam żadnej rodziny.
Poza Kate.
I tym człowiekiem, który figuruje jako mój ojciec.
Słowa układanki,jeszcze raz pojawiły się w mojej głowie.
Poza Kate.
I tym człowiekiem, który figuruje jako mój ojciec.
Słowa układanki,jeszcze raz pojawiły się w mojej głowie.
Sophie. Piątek. Ósma wieczorem. Przyjdź od zachodu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)