Pamiętam tylko dzień w którym się pojawił. W domu wszystko się zmieniło, wszystko zaczęło dążyć do perfekcji. Nie wiedziałam bardzo długo dlaczego wszystko to się działo do pewnego momentu.
Wracałam wtedy od koleżanki, była końcówka wakacji, na dworze świeciło słońce. Miałam na sobie żółtą, letnią sukienkę. Szłam powoli, wcale nie spieszyło mi się do domu. Nie chciałam wysłuchiwać tych nerwów i tego jak ojciec się drze, że coś jest nie tak a powinno być już dawno wszystko gotowe. Przy wejściu do domu stały różne walizki.
-Ktoś się wprowadza? Do kogo należą? Mamy gości?- Przez moją głowę pełzało wiele pytań bez odpowiedzi. Nie chciałam,żeby zaraz mnie ktoś zauważył i przegonił do pokoju. Chciałam zobaczyć, kto się pojawi w Naszym domu. Ukryłam się za małym domkiem, który służył jako pomieszczenie gospodarcze. Nasz ogrodnik trzymał tam cały sprzęt do pielęgnowania naszego ogrodu. Czułam jak mój żołądek się zaczyna kurczyć, gdy pod dom zaczęły zjeżdżać się duże, czarne samochody. Były niewiele lepsze od Naszych. Było ich chyba ze cztery!
Schowałam się bardziej, gdy z domu wyszli rodzice. Mój tato był lekko poddenerwowany, ale na twarzy miał uśmiech. Za Nim kroczyła moja mama. Była przestraszona. Gorączkowo rozglądała się dookoła, tak jakby czegoś szukała.
Na moje nieszczęście Nasze spojrzenia się spotkały. Moja mama zbladła, gdy zobaczyła mnie obserwującą całą sytuacje. Przytknęłam palec wskazujący do ust, dając Jej znak, żeby mnie nie wydała.
Z samochodów zaczęli wysiadać różni mężczyźni. Były też dwie kobiety. Większość twarzy była mi nieznajoma.
-Witajcie! Tak długo na Was czekaliśmy!- zabrzmiał głos mojego taty. Tom podszedł do Niego i szepnął Mu coś na ucho. Ojciec tylko skinął głową. Wymieniono uściski dłoni. Głosy zostały przyciszone, nic już nie mogłam usłyszeć.
Moja mama zerknęła na mnie przepraszającym wzrokiem. Chciała mi dać coś do zrozumienia, ale kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam. Nie wiedziałam, że za chwilę zobaczę przekleństwo mojego życia.
Wszyscy zwrócili się w stronę samochodu, który w tym momencie wjeżdżał na posesję. Miałam wrażenie, że wszyscy są spięci. Starałam się pozostać niezauważona a jednocześnie próbowałam się jak najbardziej wychylić. Samochód się zatrzymał. Przez krótką chwilę nikt z niego nie wychodził. Aż w końcu drzwi się uchyliły, z samochodu wysiadła drobna, niska kobieta. Miała brązowe długie włosy, sprane dżinsy i beżowy sweter. Miała w sobie coś ładnego, przyciągała ciepłem. Jednak było widać w niej coś przygnębiającego. Miałam wrażenie, że kobieta zaraz się przewróci.
Nachyliła się do otwartych drzwi i z kimś rozmawiała. Machała dłonią, próbując zachęcić do wyjścia z samochodu.
Wszyscy obecni stanęli jakby na baczność. Sama nie wiem, to było dziwne. Jakby za chwilę miał nastąpić jakiś przełom. Kobieta odsunęła się od samochodu.
Po chwili wysiadł z Niego szczupły chłopiec. Był w moim wieku, albo niewiele starszy. Miał jasnobrązowe włosy, nie były długie, ale grzywka wchodziła mu w oczy. Był przygarbiony i daję słowo.. mam wrażenie jakby się też czegoś bał. Miał na sobie żółtą koszulkę, brązowe spodnie a na głowie zielony kaszkiet z daszkiem odwróconym do tyłu.
Kobieta objęła Go ramieniem i ruszyli w kierunku całego tłumu. On coś szepnął Jej na ucho. Ona skinęła głową i szepnęła coś do Tom'a.
Wszyscy się rozstąpili i kobieta z chłopcem weszli do środka
-Ładnie Go wychowali! Nawet nie raczył się przywitać a taką szopkę dla Niego przygotowali!- pomyślałam. Schowałam kosmyk włosów za ucho. Poczekałam aż wszyscy wejdą do środka i przez drzwi od kuchni dostałam się do domu.
Wtedy nie wiedziałam. Nie wiedziałam, że On tak zmieni moje życie. Wtedy ostatni raz byłam szczęśliwą, młodziutką nastolatką, która miała całe piękne życie przed sobą. Otarłam wierzchem dłoni łzy które już zdążyły zmoczyć całe moje policzki.
Moja Kochana Mamo.. gdybyś mnie teraz tylko słyszała.. gdybyś tu po prostu była. Już wtedy nie chciałaś żebym się tak znalazła. Już wtedy mnie przepraszałaś za całe zło, które ojciec miał mi wyrządzić. Coś poszło po drodze po prostu niezgodnie z planem. Nie przemyśleli, że się zbuntuję.
Sophie miała tylko odwalić cały plan. Miała być tylko dawcą i nic więcej.
Tylko Sophie wszystko skomplikowała. Dlatego teraz trzeba Ją ukarać i postawić Jej tyle zarzutów. Włącznie z morderstwem swojej własnej matki.
Ja dopiero będę poszukiwana za morderstwo.
Za morderstwo, którego naprawdę się dopuszczę. Gdy tylko zabiję tego Biebera.
-Chcę wracać-szepnęłam. Wiedziałam, że Nick krąży od długiego czasu po mieście, chcąc mi pozwolić spokojnie pomyśleć. Natychmiast skręcił w ulicę prowadzącą do mieszkania Kate. Oglądałam ulice Stratford. Co chwilę na którymś bilbordzie wyświetlała się reklama jutrzejszego koncertu.
"Po 10 latach pokażemy Ci jak Stratford za Tobą tęskniło!"
Czy nikt się nie zastanawiał dlaczego Go nie było tyle lat? Dlaczego po prostu nie przyjechał w rodzinne strony? Nikt?
Nicholas się zatrzymał w pierwszym wolnym miejscu na parkingu. Był cały zatłoczony a był już późny wieczór. Dostrzegłam stare wiadro obok kontenera ze śmieciami.
-Poczekaj chwilę- poleciłam. Wysiadłam z samochodu. Podeszłam do starego wiadra i na moje szczęście miało jakiś zaschnięty pędzel i pustą rolkę po taśmie.
Jednak Bóg mnie całkiem nie opuścił. Chwyciłam szybko w ręce wiadro i wróciłam do samochodu. Nick wydawał się niczego nie rozumieć. Westchnęłam cicho i wywróciłam oczami.
-Robotnicy muszą pracować prawda? Przecież nie wrócisz do mieszkania Kate tylko z siatkami z zakupami.- wyjaśniłam Mu wszystko i zamknęłam drzwi od strony pasażera. Po chwili ruszył za mną idąc z torbami.
Wiedziałam, że Pani Lorenc nas obserwuje, więc założyłam kaptur na głowę.
Jednak ta nie dała za wygraną, wyszła za drzwi.
-Wy! Dlaczego nie pracujecie cały dzień?- jej głos był pełen pretensji.
-Jak to? Szanowna Pani cały dzień zajmowaliśmy się malowaniem salonu!-odpowiedział Nick. Głową wskazał na wiaderko, które niosę- Musieliśmy wyrzucić brudne rzeczy na śmietnik, po drodze wstąpiliśmy na zakupy. Robotnicy też coś muszą jeść!
Kobieta wydała się wyraźnie zmieszana. Pokiwała jedynie głową i wróciła do mieszkania.
Usiadłam wygodnie na kanapie. Czułam jak głowa mi pulsuje, zamknęłam ciężkie powieki. Nick krzątał się po kuchni. Nie chciał mojej pomocy. A może to ja nie chciałam Mu pomagać. Miałam momentami dość Jego towarzystwa, chociaż więcej rzeczy mi ułatwiał niż utrudniał. Musiałam Go poprosić o najważniejszą rzecz w całej akcji, ale nie wiedziałam, czy mogę Mu zaufać. Pedro tak mi się przyglądał, że gdybym sama chciała to załatwić, gliny po chwili dostałyby mój namiar. A skoro Oni się znają..
W całym mieszkaniu rozszedł się zapach pizzy. Już nie pamiętam kiedy jadłam pizzę. Wiedziałam, że to jeszcze chwilę zajmie dlatego poszłam do łazienki. Rozebrałam się szybko i wskoczyłam pod prysznic. Nalałam na dłonie żelu o zapachu brzoskwiń i rozprowadziłam go po swojej skórze. Przyjemnie. Czysto. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Krzyknęłam przestraszona.
-Ee.. Sophie.. nie chciałem Cię przestraszyć, kolacja gotowa.-powiedział Nick będąc za drzwiami.
Moje serce jeszcze chwile łomotało. Oparłam się dłońmi o płytki i pozwoliłam, żeby strumień wody spłukał pianę z mojego ciała. Zbyt wiele razy wykorzystywana, zbyt wiele bólu, by nie bać się niektórych odgłosów.
Po tym jak się wytarłam przebrałam się w naszykowane wcześniej dresy.
Na stole czekały dwa talerzyki i większy talerz na którym znajdowała się pizza. Mój żołądek jak na zawołanie głośno zaburczał. Usiadłam naprzeciw Nicka, który właśnie nakładał mi jeden kawałek.
-Smacznego Sophie-powiedział cicho
-Smacznego-odpowiedziałam niechętnie. Zabrałam się za jedzenie. Pizza chociaż mrożona, była przepyszna!
-Zawsze tak masz?
-Tzn?
-Tak, że głośno burczy Ci w brzuchu?
-Tylko wtedy jak widze jedzenie, wtedy sobie przypominam, że jestem głodna-odparłam zawstydzona
-Zapominasz, że chce Ci się jeść?
-Przez te wszystkie lata, przez to co przeżyłam, człowiek potrafi się przyzwyczaić do głodu
-Czy mogę wiedzieć.. gdzie Cię zabrali?
-Do Iranu- Nick zaczął się krztusić. Podeszłam do Niego, żeby klepnąć Go między łopatkami
-Co takiego?!- Jego głos był pełen nerwów, kompletnie Go zaskoczyłam
-Nie mówili o tym w wiadomościach?
-Nie, Tzn.. byłaś za granicą, pokazywali to, ale nie wiedziałam, że aż tak daleko.
-To teraz już wiesz
-Rozumiem, że nie chcesz ze mną o tym rozmawiać?
-Nie, nie mam na to najmniejszej ochoty.-Zjadłam drugi kawałek i zaczęłam pić sok. -Będziesz musiał coś jeszcze zrobić
-Co takiego?-Nick odłożył swój kawałek i zaczął się wiercić na krześle. Wiedział już, że nie spodoba Mu się to, co powiem
-Będziesz musiał udać się do Pedra jeszcze raz
-Jeszcze raz? Po co? Ten Van Ci nie odpowiada?
-Nie. Odpowiada. Potrzebuję czegoś innego.
-Czego Sophie?- Wiedział, że dopiero najgorsze jest przed Nami.
-Broń. Potrzebują broni-wykrztusiłam wreszcie, unikałam Jego wzroku jak ognia
-Nie ma mowy!
-Nick, to tylko straszak, niczego nie zrobię
-N I E- przeliterował a ja czułam jak fala gorąca rozchodzi się po moim ciele
-Wiesz, że jestem niewinna. Potrzebuję tego dla ochrony.
-Ochrony przed czym?
-To już nie Twoja sprawa
-"Nie Twoja sprawa" ale broń mi kup, tak?
-Nie chcę Cię w to wplątywać
-Ale ja już siedzę w tym po uszy!-Nick wstał od stołu i zaczął zmywać naczynia
-Posłuchaj, jutro popołudniu się pożegnamy, właściwie to możesz już na noc wrócić do domu. Kup mi tylko tę cholerną broń!
-'TYLKO'
-Właściwe to dość dziwne, że Twoja mama się o Ciebie nie martwi?
-Uprzedziłem Ją
-Powiedziałeś że się spotkaliśmy?-Teraz o ja wstałam od stołu i szarpnęłam Go za ramię
-Masz mnie za idiotę?- Wyrwał się z mojego uścisku- Przestań mną szarpać
-Nick, proszę Cię. Znasz się z Pedrem i..
-Dobrze
-Co takiego?- miałam wrażenie, że się przesłyszałam
-Dobrze, Cooper. Załatwię Ci tego gnata.- Pisnęłam z radości i podeszłam do stołu, by podać Mu naczynia. Ulżyło mi naprawdę mi ulżyło. Może dojdzie do zabójstwa, może nie. Wiem, że potrzebuję tej spluwy.
-Zajmij się czymś pod moją nieobecność, skoro nie chce Ci się spać. Lepiej nie wychodź z domu. Mam przy sobie drugi telefon, miał iść do naprawy ale jeszcze da się z niego korzystać- Podał mi telefon z pękniętą szybką. Wzięłam go w obie ręce
-Nie wiem czy potrafię tym się obsługiwać-odparłam zmieszana. Nick odchrząknął i podrapał się w tył głowy. Coś nawciskał.
-Włączyłem Ci internet. Teraz włączę Ci wyszukiwarkę.. o to jest klawiatura.. tu wiesz co i jak? Ok, to za każdym razem jak zechcesz coś wyszukać.. no to tak samo naciskasz.. łapiesz? A w razie czego włączysz sobie tv. Powinienem niedługo być.
Machnął ręką i wyszedł. Usiadłam na kanapie. Wpisałam dwa słowa "Sophie Cooper".
Po dwóch sekundach wyświetliło się mnóstwo rzeczy i moje zdjęcia. Nawet takie z dzieciństwa!
Przesunęłam palcem po tych zdjęciach i wtedy.. miałam wrażenie, że zaraz upadnę, telefon po prostu wypadł z moich dłoni. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Przez moje ciało przeszedł ogromny ból. Długo wymiotowałam, wytarłam twarz w papier toaletowy. Wybuchnęłam po raz drugi ogromnym płaczem, który od dawna chciał się wydostać ze mnie. Za te wszystkie lata. Zaczęłam pięścią uderzać w ścianę. Raz za razem, krew płynęła mi po całym dłoniach, łzy kapały na podłogę. Jak oni mogli? Jak?
Nie wiem ile uderzeń zniosła na ta ściana ale w końcu opadłam na zimną podłogę, wokół było sporo krwi.
Byłam wykończona. Jednak dalej płakałam. Błędnym wzrokiem patrzyłam na wprost siebie.
Zdjęcie ciała mojej mamy. Pełne krwi. Takie kruche ciało.. podpis pod spodem, który mówił "Wyrodna córka zabiła swoją matkę!"
Była piękną kobietą. Pełną klasy, wdzięku. Była cudowna. Była moja. A ja nawet nie byłam na Jej pogrzebie.
Poczułam czyjś dotyk, jakiś głos dochodził do mnie tuż obok. Męskie ręce chwyciły mnie do góry i zaniosły na kanapę.
Moja mamusia.
Już miałam owiniętą rękę, spryskaną jakimiś dezynfekującymi rzeczami.
Moja mama, moja piękna.
-Nie powinnaś była tego włączać-krzyczał.-Coś Ty narobiła?!
Moja.
Odpłynęłam do Krainy Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz