Był środek nocy, obudziłam się po kilkunastu godzinach. Byłam przemęczona, czułam nawet,że mam gorączkę. Nicholas spał na podłodze. Wygrzebałam nogi spod koca i usiadłam, chowając twarz w dłoniach. Zniszczę ich, nie chcę zostawiać im niczego oni zrujnowali mi życie. Gdyby nie ten chłopak, gdyby nie on.. może mój ojciec nie stoczyłby się tak nisko.
Wstałam i poszłam do łazienki zamykając drzwi. Rozebrałam się do naga i stanęłam przed lustrem. Jestem kobietą, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Brzmi banalnie? Ale ja naprawdę nie ma,dla mnie życie skończyło się w wieku 13 lat. Ciało zbyt chude, pokryte bliznami, pełne kobiecych kształtów.. jako takich. Przetarłam opuszkami palców wzdłuż moich żeber, zmrużyłam oczy. To ciało było zbyt wiele razy wykorzystywane, pod każdym względem.
Przybliżyłam twarz do lustra, moje błękitne oczy.. byłam zapuchnięta, sinawa miejscami. Nie byłam pewna, czy nie przywiozłam żadnej choroby z Iranu, lekarz przecież nie mógł mnie zbadać.
Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, by krople chłodnej wody spadały na moje ciało. Woda, przecież na co dzień pewnie jej nie doceniasz.Odkręcasz kran i ona po prostu płynie. Tylko postaraj sobie wyobrazić młodą osobę, brudną, zakrwawioną, spoconą przez ponad tydzień bez wody?No już może być inaczej, już doceniasz każdą kroplę w Twoich ustach na ciele. Przygryzłam dolną wargę i rozkoszowałam się przyjemnością jaka została mi teraz dana. Oparłam ręce na ścianie i wyprostowałam je w łokciach. Każdy mógł pomyśleć,że jestem ćpunką. No tak młoda osoba i ma tyle śladów? No odpowiedź jest oczywista. Nie, kurwa,nie jest. Czułam jak znów wszystko zaczyna się we mnie gotować. Tylko czemu nikt nie zapytał w jakim celu były podawane te narkotyki, wszystkie leki? No czemu?
Uderzyłam pięścią w ścianę i potem znowu i znowu, pojawiło się kilka strużek krwi. Nie Sophie, nie teraz. Został Ci jeden dzień. Jutro piątek, Twój dzień.
Nałożyłam odrobinę żelu na dłonie i potarłam nimi aż wytworzyła się piana. Zapach czekolady rozniósł się dookoła. Zmrużyłam oczy.. ja nawet nie całowałam się nigdy z mężczyzną. Nigdy.. dobrowolnie.
-Dość tego Sophie, koniec rozmyślań, wyłaź spod tego prysznica- zbeształam się mentalnie. Wyciągnęłam ręcznik z szafki i osuszyłam skórę.Odwiesiłam go na wieszak, obok ręcznika Nicholasa.
Czemu on tu nadal był? Czego chciał? Może potrzebuje tych pieniędzy z nagrody? Nie mogę się go jeszcze pozbyć, jeszcze go potrzebuje. Czy on również powinien zniknąć po całej akcji? Jak to rozwiązać? Nie wiem czy chcę by umarł. Nie chcę więcej ludzi w to wplątywać. Wystarczy, że ja mam zmarnowane życie. Nałożyłam na siebie brązowy szlafrok i zawinęłam mokre włosy w drugi ręcznik. Umyłam jeszcze szybko zęby.Wyszłam znów do pokoju. Na zegarku była szósta rano.
Nie chciałam ryzykować wyjściem do sklepu, musiałam zaczekać aż on wstanie. Podeszłam do okna i oglądałam miasto.
Stratford.
Moje małe, kochane miasto. Widziałam jak jakiś mężczyzna próbuje sprzedać jak największą ilość gazet, ktoś biegł próbując dogonić autobus, jakaś kobieta prowadziła za rękę swoje dziecko.
Przecież to codzienność, codzienność która mnie ominęła.
-Sophie, kochanie.. czas wstawać- głos mamy próbował wyrwać mnie ze snu
-Mamo.. jeszcze chwilę-zakryłam głowę poduszką
-Kochanie, obudź sie.. zrobiłam Twoje pyszne naleśniki z jagodami!
Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się na równe nogi.
-Mamuś! Jesteś najlepsza!- rzuciłam się pędem do kuchni. Zobaczyłam w przelocie,że nie ma płaszcza ojca. Jak zwykle nie ma go w domu. Usiadłam na hokerze i zabrałam się za jedzenie.
-Sophie, nie spiesz się tak! Jeszcze Ci zaszkodzi!
-Mamuś! Twoje naleśniki? Nigdy w życiu!
-Sophie?- Męski głos wybudził mnie z moich wspomnień
-Czego chcesz?-warknęłam
-wszystko w porządku? Ty drżysz
-Tak, wszystko okej
-Na pewno? Chyba masz gorączkę
-Na pewno-odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na niego- Czemu sie tak troszczysz? Najwyżej umrę,jak widać wielu osobom by to odpowiadało!-wyrzuciłam ręce w górę i usiadłam na sofie. On wstał z podłogi i zaczął ubierać buty.- A Ty dokąd?
-Ja pierdole.. ile można słuchać Twojego pieprzenia? Na początku myślałem, że jesteś niewinna a im więcej z Tobą przebywam, to sam mam ochotę Cię wsadzić do puchy. Kurwa, to nie moja wina, że życie Cie pokarało
Moje oczy mało nie wyszły z orbit. Chyba nawet tego potrzebowałam. Pociągnęłam za końce włosów i jęknęłam z frustracją.
-Sory- powiedziałam cicho
-Słucham?
-Powiedziałam,że przepraszam!
Uniósł do góry jedną brew, chyba nie tego się spodziewał. Potarł dłońmi oczy i ubrał kurtkę. Już miałam go przeklnąć gdy się odezwał
-Pójdę po coś do jedzenia- powiedział cicho. Mój żołądek w tym momencie głośno zaburczał, odwrócił się i spojrzał na mnie. Miał ochotę się roześmiać, ale bał się, a może nie chciał wszczynać kolejnej afery
-Uhm.. Nicholas?- oblizałam delikatnie usta- Czy mógłbyś kupić gazetę?
Kiwnął głową i wyszedł.
-Kurwa..- zaklnęłam pod nosem i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Musiałam jakoś wyładować swoją złość, dlaczego muszę być tak beznadziejna?
Podeszłam do szafki, podniosłam starannie ułożoną pościel. Znajdowało się tam trochę pieniędzy. Jak dotąd korzystałam z nich stopniowo, żeby Kate nie musiała ich dostarczać zbyt często. Szybko, by się połapali. Dziś musiałam je wykorzystać. Ukrywałam je w kieszeni swojego swetra.
Po chwili wrócił Nicholas. Pachniało świeżym pieczywem, pod pachą niósł gazetę. Miałam ochotę się uśmiechnąć.Nie, nie.. to zbyt dziwne. Podał mi siatkę.
-Nastawię wodę. Chcesz kawy albo herbaty?- zapytałam.
-Herbatę poproszę. -Oparł się o framugę drzwi-słuchaj, masz może szczoteczkę zapasową?
Pokiwałam głową,poszłam do łazienki i wyjęłam ją z szafki
-Proszę
Zniknął za drzwiami łazienki. Nasypałam kawę do kubków i nastawiłam czajnik. To nic dziwnego, że robotnicy piją kawę, prawda? Wyciągnęłam produkty z siatki. Bułeczki były jeszcze ciepłe, owocowe jogurty i trochę owoców. Wydał i tak dość pieniędzy.
Ułożyłam pieczywo na talerz, naszykowałam wszystko na stole i w końcu mogłam sięgnąć po gazetę.
Pierwsza strona wywołała już u mnie odruch wymiotny.
"Justin Bieber! po niespełna 10 latach zagra w swoim rodzinnym mieście. Jego ukochani fani oraz rodzina spędzą z Nim trochę czasu, poniżej wywiad z piosenkarzem przeprowadziła Nasza dziennikarka Stella Hall:
-Panie Bieber, czy tęsknił Pan za Stratford?-zapytała dziennikarka
-Justin, po prostu Justin-tu pojawiła się odpowiedź tego.. czegoś-Tak, bardzo.Brakowało mi tych wszystkich kątów, które pamiętam dzieciństwa
-Jak długo będzie trwał Twój koncert?
-Chciałbym, by trwał tyle co zwykle..nie chcę wyróżniać moich Belieberek. Wiem jednak, że niektórzy ze mną dorastali i słuchali mnie, gdy grałem jeszcze na schodach. Cały występ potrwa do 23
-Bardzo cieszy mnie ta informacja, naszych czytelników na pewno również. Jak długo zostaniesz w Statford?
-Zamierzam przylecieć w czwartek rano, chciałbym tu zostać przynajmniej tydzień. Ja i moja menagerka Kate staraliśmy się dopasować jak najbardziej harmonogram..."
Nie czytałam dalej. Zgniotłam gazetę i przydeptałam ją nogami. Zaraz.. ma tu być w czwartek rano.. jest czwartek.. pewnie tu zaraz wyląduje. Zalałam kawę.
Moje serce zabiło mocniej, moje myśli pędziły jak szalone. Przecież teraz mogłabym go załatwić.. Nie Sophie, trzymaj się planu..
Menagerka Kate. Moja Kate
-Co? Aż tak nie lubisz tego Biebera?- Głos Nicholasa znów przywołał mnie do rzeczywistości
-Nie mów o tym człowieku w mojej obecności- wysyczałam, Nick uniósł ręce w geście obronnym. Wciągnęłam głęboko powietrze, starając się uspokoić-Siadaj, zjedzmy.
Usiadł na przeciwko mnie. Uśmiechnął się delikatnie
-Smacznego-powiedział. Podniosłam na niego wzrok i znieruchomiałam-Coś nie tak?
-Nie..nie.. po prostu dawno nie słyszałam..-potarłam dłonią kark
-Rozumiem, smacznego Sophie
-Smacznego
Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Najwyraźniej oboje byliśmy głodni. Wyszperałam jakieś ubrania z szafy i poszłam się ubrać. Nie przeszkadzało mi to, że będę się odznaczać, już nie dziś.
-Chcę kupić czarnego vana-powiedziałam wychodząc z łazienki.
-Co takiego?
-Czarny. Samochód. Van.
-Zrozumiałem.. ee.. ale pieniądze?
-O to się nie martw.
Nie chcąc jednak za bardzo szaleć mój strój zawierał kaptur i dodatkowo wzięłam kaszkiet. Wyszliśmy z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Zapowiadało się na ciepły dzień, ku mojemu zdziwieniu.
-Wiesz gdzie mogą takie sprzedawać? Za gotówkę? Bez żadnych pytań?-Zapytałam go idąc szybkim krokiem
-Tak, stary Pedro na złomowisku sprzedaje różne takie..-odpowiedział i schował ręce do kurtki. -Zgaduję,że nie powiesz mi po co Ci potrzebny samochód?
-Zgadłeś.. słuchaj, chcę Cię o coś zapytać.. Jak zaczęło się to wszystko.. jak Twoja mama straciła robotę? Słyszała coś? Widziała?
-Twoja rodzina i jej przyjaciele chyba nie chcieli żeby widziała, bo została zwolniona w dniu kiedy pojawiłaś się w wiadomościach
-Tak po prostu ją zwolnili?
-Tak,powiedzieli,że się wyprowadzacie i nie potrzebujecie aż tylu ludzi w służbie. Dostała solidną odprawę i miała siedzieć cicho.
-Jasne, zgaduję, że dużo było o tym gównie w telewizji?
-Szczerze? Byłaś wszędzie.. gazety, telewizja.. policja chodziła po domach.
Nick zatrzymał się nagle
-O co chodzi?-zapytałam. Zaczęłam się denerwować, że może ktoś nas zauważył.
-O nic, dotarliśmy na miejsce
Złomowisko wyglądało tak jak zapewne sobie wyobrażacie. Było tu pełno gratów, wiele z nich było zniszczonych, ale na niektórych można było całkiem dobrze zarobić. Na środku stała przyczepa, jak mniemam należała ona do Pedra. Nick zastukał w drzwiczki. Po chwili wyszedł na zewnątrz otyły koleś o ciemnej karnacji. Zlustrował mnie wzrok i bardziej nasunęłam kaszkiet.
-Siemasz Nicki!-powiedział Pedro i przybił sobie piątkę z Nicholasem-Kto to?-Jeszcze raz obrzucił mnie wzrokiem. Miałam ochotę mu dopiec.
-Klient-powiedział Nick-Pedro potarł swoją dość długą brodę i lekko się uśmiechnął-Czarny van, najlepiej bez rejestracji.
-Czarnego nie mam..-wywróciłam oczami-Ja Cię skądś znam..
-Doprawdy? Gram w miejskiej kapeli może stamtąd?-skłamałam
-Być może.. Van mam w kolorze granatowym. Ciemny, prawie czarny
Samochód był w porządku. Transakcja przebiegła pomyślnie. On nie widział nas a my jego.
Nick zaparkował na niepłatnym parkingu w pobliżu mieszkania Kate. Ja nie miałam prawa jazdy. Bo niby skąd?
-To co?-przerwał ciszę Nicholas- Co jest zaplanowane na dzisiejszy wieczór?
-Musisz mi pomóc-Spojrzał na mnie w ogólnie nie będąc zdziwiony.
-W czym?
-Musisz mi pomóc zlikwidować Sophie.
wtorek, 29 listopada 2016
piątek, 25 listopada 2016
Pięć.
Przeszłość.
Miałam zawroty głowy, bolały mnie wszystkie mięśnie, siedziałam w niewygodnej pozycji. Chciałam się przekręcić ale byłam skrępowana. Zaczęłam się szamotać, przypominając sobie co się wydarzyło.. ciało mamy, mnóstwo ludzi, ciemność. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi duszno, gorąco, sucho w ustach. Nie słyszałam nic. Moja biedna mama, moja mamusia. łzy zaczęły się wzbierać do moich oczu. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Gdzie jest mój ojciec?Mój pokój? Gdzie jest Kate?
Starałam się uspokoić, odliczyć od 10 w dół, to jednak na nic. Byłam spanikowana, wręcz przerażona, nie czułam głodu. Na głowie miałam chyba worek, było mi coraz goręcej. Zaczęłam nasłuchiwać, miałam wrażenie, że ktoś tu jest. Wydawało mi się, że słyszę czyjś oddech, przez co moje serce zwiększyło obroty. Przesunęłam nieznacznie nogami, chcąc wyczuć stopami podłoże. Płytki, nie byłam u siebie w pokoju, to pewne. Zaczęła mnie swędzieć skóra. Och mamusiu! Proszę pomóż mi.
Znów zemdlałam. Tak sądzę.
Światło oślepiało moje oczy, głowa pulsowała. Czułam się okropnie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się pierwsze kształty. Zamrugałam oczami, chcąc by obraz się wyostrzył. W głowie zaczęły układać się pierwsze słowa modlitwy.
W pomieszczeniu było kilku mężczyzn. Znałam tylko dwóch- ojca i Tom'a.
-Tato!-krzyknęłam, chcąc podnieść się i biec ku niemu. Ale byłam przywiązana do krzesła, teraz i również za stopy. Ojciec podszedł i wymierzył mi cios w twarz. Splunęłam krwią. Teraz już płakałam, płakałam ciężkimi łzami.
-Zawsze byłaś miękka Sophie. Gdyby nie problemy z Tobą, Twoja matka by nadal żyła. Zamknij się to wszystko pójdzie sprawniej -mój ojciec miał dużo jadu w głosie.
Wciągnęłam głośno powietrze. Nienawidzę go, nienawidzę go całym swoim sercem. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w jakimś pomieszczeniu, względnie czystym. Było tu łóżko jednoosobowe, jakaś lampka.
-Gdzie ja jestem?-Mój głos był ochrypły, czułam jak krople potu spływają po mojej skórze.
-Sophie-Tym razem wtrącił się Tom- Jesteś w Iranie
Wytrzeszczyłam oczy i teraz zupełnie nic nie rozumiałam.
-Dlaczego tu jestem?
-Jesteś potrzebna- Tom skinął głową do czegoś obok mnie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jestem podłączona do kroplówki. Być może dlatego swędziała mnie skóra.
-Do czego? Nie rozumiem nic, jak mogliście..- ojciec po raz kolejny mnie uderzył. Znów splunęłam krwią.
-Robercie!-Zagrzmiał jego przyjaciel-Nie możesz, musi być w dobrej formie
Wszyscy mężczyźni patrzyli na mnie, obserwując każdy mój ruch choćby najmniejszy. Oblizałam suche usta. Do czego mnie potrzebowali? Iran? Kroplówka? Nic nie układało się w mojej głowie w całość. Brakowało mi kilku elementów w tej układance.
-Gdzie jest Kate?- zapytałam
-Bezpieczna- Tom nie zdawał się być przekonywujący- Posłuchaj, będziesz tu przez jakiś czas. Wszystko wróci do normy, jeśli będziesz się spisywać. Wrócisz do domu.
-Do domu? Tam gdzie leży ciało mojej mamy w kałuży krwi?- Łzy kapały mi na spodnie. Serce rozpadało się na kawałki, wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz
-Sophie, ona chciała nam przeszkodzić. A Ty jesteś potrzebna.
-Do czego jestem Wam potrzebna?
Widziałam,że Tom i ojciec wymienili spojrzenia. Któryś z mężczyzn pochylił się ku ojcu i powiedział mu coś na ucho po czym ojciec podszedł do Tom'a i powiedział mu coś szeptem.
Przyjaciel ojca potarł dłonią brodę, taką kilkudniową. Jak długo tu byłam? Jak znalazłam się w Iranie? Patrzyłam na nich wyczekująco.
Tom ruszył w moim kierunku, był opanowany, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jak gdyby wszystko szło ku jego myśli. Od zawsze mieli taki plan. Tom zaczął regulować kroplówkę, przez co moje żyły lekko mnie zapiekły. Jednak po chwili zrobiło mi się chłodniej, czułam, że robię się senna.
-Sophie-zaczął Tom. Moje powieki robiły się ciężkie- Musimy Ci wyciąć to i owo.
Zasnęłam.
________________
Daj mi znak, że jesteś. Zostaw choćby słowo po sobie. Jesteś moim filarem, każdego dnia. Chcę tu być dla Ciebie, ale wiesz, że ja nie istnieję bez Ciebie,prawda? Proszę, zostań ze mną. Trwaj przy mnie.
Miałam zawroty głowy, bolały mnie wszystkie mięśnie, siedziałam w niewygodnej pozycji. Chciałam się przekręcić ale byłam skrępowana. Zaczęłam się szamotać, przypominając sobie co się wydarzyło.. ciało mamy, mnóstwo ludzi, ciemność. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi duszno, gorąco, sucho w ustach. Nie słyszałam nic. Moja biedna mama, moja mamusia. łzy zaczęły się wzbierać do moich oczu. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Gdzie jest mój ojciec?Mój pokój? Gdzie jest Kate?
Starałam się uspokoić, odliczyć od 10 w dół, to jednak na nic. Byłam spanikowana, wręcz przerażona, nie czułam głodu. Na głowie miałam chyba worek, było mi coraz goręcej. Zaczęłam nasłuchiwać, miałam wrażenie, że ktoś tu jest. Wydawało mi się, że słyszę czyjś oddech, przez co moje serce zwiększyło obroty. Przesunęłam nieznacznie nogami, chcąc wyczuć stopami podłoże. Płytki, nie byłam u siebie w pokoju, to pewne. Zaczęła mnie swędzieć skóra. Och mamusiu! Proszę pomóż mi.
Znów zemdlałam. Tak sądzę.
Światło oślepiało moje oczy, głowa pulsowała. Czułam się okropnie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się pierwsze kształty. Zamrugałam oczami, chcąc by obraz się wyostrzył. W głowie zaczęły układać się pierwsze słowa modlitwy.
W pomieszczeniu było kilku mężczyzn. Znałam tylko dwóch- ojca i Tom'a.
-Tato!-krzyknęłam, chcąc podnieść się i biec ku niemu. Ale byłam przywiązana do krzesła, teraz i również za stopy. Ojciec podszedł i wymierzył mi cios w twarz. Splunęłam krwią. Teraz już płakałam, płakałam ciężkimi łzami.
-Zawsze byłaś miękka Sophie. Gdyby nie problemy z Tobą, Twoja matka by nadal żyła. Zamknij się to wszystko pójdzie sprawniej -mój ojciec miał dużo jadu w głosie.
Wciągnęłam głośno powietrze. Nienawidzę go, nienawidzę go całym swoim sercem. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w jakimś pomieszczeniu, względnie czystym. Było tu łóżko jednoosobowe, jakaś lampka.
-Gdzie ja jestem?-Mój głos był ochrypły, czułam jak krople potu spływają po mojej skórze.
-Sophie-Tym razem wtrącił się Tom- Jesteś w Iranie
Wytrzeszczyłam oczy i teraz zupełnie nic nie rozumiałam.
-Dlaczego tu jestem?
-Jesteś potrzebna- Tom skinął głową do czegoś obok mnie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jestem podłączona do kroplówki. Być może dlatego swędziała mnie skóra.
-Do czego? Nie rozumiem nic, jak mogliście..- ojciec po raz kolejny mnie uderzył. Znów splunęłam krwią.
-Robercie!-Zagrzmiał jego przyjaciel-Nie możesz, musi być w dobrej formie
Wszyscy mężczyźni patrzyli na mnie, obserwując każdy mój ruch choćby najmniejszy. Oblizałam suche usta. Do czego mnie potrzebowali? Iran? Kroplówka? Nic nie układało się w mojej głowie w całość. Brakowało mi kilku elementów w tej układance.
-Gdzie jest Kate?- zapytałam
-Bezpieczna- Tom nie zdawał się być przekonywujący- Posłuchaj, będziesz tu przez jakiś czas. Wszystko wróci do normy, jeśli będziesz się spisywać. Wrócisz do domu.
-Do domu? Tam gdzie leży ciało mojej mamy w kałuży krwi?- Łzy kapały mi na spodnie. Serce rozpadało się na kawałki, wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz
-Sophie, ona chciała nam przeszkodzić. A Ty jesteś potrzebna.
-Do czego jestem Wam potrzebna?
Widziałam,że Tom i ojciec wymienili spojrzenia. Któryś z mężczyzn pochylił się ku ojcu i powiedział mu coś na ucho po czym ojciec podszedł do Tom'a i powiedział mu coś szeptem.
Przyjaciel ojca potarł dłonią brodę, taką kilkudniową. Jak długo tu byłam? Jak znalazłam się w Iranie? Patrzyłam na nich wyczekująco.
Tom ruszył w moim kierunku, był opanowany, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jak gdyby wszystko szło ku jego myśli. Od zawsze mieli taki plan. Tom zaczął regulować kroplówkę, przez co moje żyły lekko mnie zapiekły. Jednak po chwili zrobiło mi się chłodniej, czułam, że robię się senna.
-Sophie-zaczął Tom. Moje powieki robiły się ciężkie- Musimy Ci wyciąć to i owo.
Zasnęłam.
________________
Daj mi znak, że jesteś. Zostaw choćby słowo po sobie. Jesteś moim filarem, każdego dnia. Chcę tu być dla Ciebie, ale wiesz, że ja nie istnieję bez Ciebie,prawda? Proszę, zostań ze mną. Trwaj przy mnie.
czwartek, 24 listopada 2016
Cztery.
Wyciągnęłam jakieś drobne i banknot z najniższym nominałem z kieszeni i podałam je temu chłopakowi.
-Zacznijmy od tego- skinieniem głowy pokazałam mu sklep otwarty przez 24 godziny na dobę.Co prawda prawie świtało ale nie chciało mi się niczego innego szukać. Na moje szczęście chłopak wyciągną trochę gotówki
-Co mam tam kupić?- zapytał. Potarł swoje przedramiona, by chociaż trochę się ogrzać.
-Kup coś do jedzenia, na szybko. Nie mam czasu teraz na zajmowanie się tym.- Pociągnęłam nosem i przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą- Zapytaj czy mogą nam dać jakieś kartony
-Kartony?
-Nie wyraźnie mówię?- syknęłam. Czasem mam wrażenie, że ludzie postradali rozum w ciągu tych dziesięciu lat.
-Okej. Kartony. Coś jeszcze?
-Nie to wszystko. - Miałam mu podziękować ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Usiadłam na schodkach prowadzących do jakiejś biblioteki.-Idź, zaczekam tu na Ciebie. Nie chcę słuchać plotek a co gorsza wpaść w ręce policji
-Okej. Co tylko powiesz.
Odprowadziłam chłopaka wzrokiem i podkuliłam nogi. Nie byłam pewna, czy aby na pewno dobrze robię. Po co ja go w to wplątałam? Mógł teraz odejść i zadzwonić w odpowiednie miejsca i zabraliby mnie stąd. Morderstwo pierwszego stopnia, kradzież, pobicie. Dożywotnia odsiadka gwarantowana. Wypuściłam powietrze z płuc i przetarłam zmęczone oczy. Miałam nadzieję,że w piątek to będzie koniec, koniec mojego koszmaru.
-Hej, mieli tylko bardzo duże pudełka, odpowiadają?-Jego głos przywołał mnie do rzeczywistości.
-Tak, będą okej. -Poprawiłam kaptur. Spojrzałam na siatkę którą trzymał w ręku. Mój żołądek w tym samym czasie dał o sobie znać. Widziałam,że ma ochotę się zaśmiać- Nawet nie próbuj.
-Sory, o tej porze załatwiłem Ci cieplutkie hamburgery, Mogłabyś chociaż okazać minimum wdzięczności- palcami odmierzył długość. Na nasze szczęście, albo i nie.. podjechał autobus
-Wsiadaj- zażądałam i w jednym momencie znalazłam się na siedzeniu na końcu autobusu a on obok mnie-Kup bilet, nie chce problemów
-Dziewczyno.. Ty już..- Podniosłam się z miejsca i ścisnęłam go za gardło
-Posłuchaj mnie chuju. To, że dzieliłam się z Tobą moimi zabawkami i byłeś parę razy u nas w domu nie upoważnia Cię do takich słów- Zacisnęłam mocniej dłoń.Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć- Więc jeśli raz jeszcze spróbujesz.. będę poszukiwana za dwa morderstwa a nie jedno
Puściłam go a chłopak zaczął kaszlać i łapać powietrze. Popatrzył na mnie z odrazą. Chciał coś dodać ale się powstrzymał. Skrzyżowałam ręce i wyjrzałam przez okno.Kątem oka dostrzegłam, że poszedł po bilety
-Będziemy bezpośrednio jechać. To nie jest daleko stąd-powiedziałam cicho wiedząc, że mnie uciszy. Miasto budziło się do życia. Piekarnie już dzieliły się zapachem świeżego chleba i bułeczek. Widać było pierwszych klientów biegnących po kawę. Jakiś starszy mężczyzna otwierał kiosk z gazetami. Normalne życie, tak bardzo inne od mojego. Miałam skończyć szkołę, dostać się na studia, mieć bogatego i dobrego męża. Miałam. Dlaczego od razu wszyscy przesądzili,że jestem winna? Nikt nie dał mi choćby jednej szansy. Wszystkie ślady po sobie zatarli,wszystkie.
-Wysiadamy- powiedziałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam tu zaledwie parę dni temu. Gdyby nie on.. nie mogłabym tu być. Ruszyłam z miejsca, wzięłam od niego jeden karton. - Widzisz ten dom? Zaczekamy do siódmej rano. Pani Lorenc, która jest gospodynią tych mieszkań będzie mieć za sobą poranną toaletę
-Powinienem zapytać dokąd idziemy?
Wzięłam głęboko powietrze. Rozważyłam jego pytanie i odpowiedziałam:
-Tam znajduje się mieszkanie mojej ciotki.
-Jak chcesz się tam dostać?
-Daj mi pomyśleć i podaj mi tego hamburgera- wyjął z siatki jedzenie. Było jeszcze ciepłe.Widziałam,że jest cały spięty. Nie chcę być dla niego miła. Nie chcę czuć. Nie po tym wszystkim co przeszłam. Jedzenie ogrzało mnie trochę- Co z Twoją matką?- Chyba wyrwałam go z zamyśleń, bo dostrzegłam,że się wzdrygną.
-Pracuje w pralni i szpitalu. Stara się jak może- Podparł głowę na dłoni.
-Studiujesz?
-Tak, na szczęście udało mi się załapać na stypendium, więc mogę sobie pozwolić
Zazdrościłam mu. Tak, zazdrościłam, poczułam ukłucie w sercu. Nie chciałam drążyć tematu.Do mojej głowy wpadły jego wcześniejsze słowa.
-Wspomniałeś-zawahałam się na moment i podrapałam się w tył głowy. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Wspominałeś, zaczęło mnie ścigać FBI?
-Tak, Sophie.Sprawa jest naprawdę poważna. Jesteś w czołówce najbardziej poszukiwanych osób. Niektórzy..- umilkł i odwrócił wzrok
-Dokończ-jednak odpowiedziała mi cisza. Wiedziałam, że to nie będzie nic przyjemnego-Dokończ, proszę-Na dźwięk ostatnich słów odwrócił swoją twarz. Widać było,że pobladł
-Niektórzy chcą dla Ciebie kary śmierci
Poczułam jak brakuje mi gruntu. Jakbym spadała w ciemną otchłań. Łzy cisnęły mi się do oczu, więc szybko zamrugałam powiekami.
-Chodźmy, już czas- Nie spojrzałam na niego-Powiesz, że jesteśmy z ekipy remontowej, że Kate Timmelson chce poprawić parę rzeczy i to nie zajmie nam więcej jak dwa dni.
Nie wiedziałam,czy gospodyni nam uwierzy. Zagryzłam dolną wargę i ukryłam twarz bardziej pod kapturem.
Ściskało mnie w żołądku,kiedy Nicholas wypowiedział swoją formułkę.
-A czy nie będzie nazbyt głośno? - Starsza Pani potrafiła być zrzędliwa. Jakby po prostu nie mogła nas wpuścić
-Nie Szanowna Pani. Ja i moja współpracownica wykonujemy profesjonalnie naszą pracę- Nicholas był bardzo przekonywujący. Rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranego domofonu
-Pierwsze piętro,pod dwunastką-powiedziałam cicho i ruszyliśmy po schodach.Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą i znaleźć się w mieszkaniu Kate. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka a ja zamknęłam wszystkie zamki.W mieszkaniu panował półmrok.Rolety były zasłonięte, nie chciałam wścibskich podglądaczy z domu naprzeciw. Opadłam na kanapę, byłam wyczerpana.
-To wszystko. Pójdę już- chłopak obrócił się i skierował w stronę drzwi. Zamknęłam na sekundę oczy
-Nie mógłbyś zostać?- Spojrzał na mnie zszokowany-Tak dla przykrywki? Do piątku?- Nie wahał się. Chciał zostać, nie wiedziałam tylko dlaczego.
-Okej, w końcu to pojutrze. Słuchaj..- przeniósł usta na jedną stronę. Analizował to co chce powiedzieć-Mógłbym wziąć prysznic? Chyba dopadł mnie kac i trochę.. no wiesz- Nie, nie wiedziałam. Nie piłam nigdy alkoholu, ale widząc jego minę musiał czuć się naprawdę chujowo
-Łazienka jest za tymi drzwiami po lewej
-Dzięki- zniknął za drzwiami i po niespełna minucie usłyszałam szum wody. Zdjęłam kaptur z głowy i sweter. Zsunęłam ze stóp buty i wyłożyłam się wygodniej na sofie. Sięgnęłam po pilot i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na jakieś wiadomości. Chuda blondynka prowadziła wywiad z jakimiś młodymi dziewczynami
-Jak się czujecie dziewczyny?-Zapytała dziennikarka ukazując rząd równych zębów
-Och to takie niesamowite,że go spotkam! Kocham go!-Młoda dziewczyna trzymała w ręku plakat osoby, na widok, której poczułam odruch wymiotny.
-Artysta po wielu latach zagra w swoim rodzinnym mieście, to będzie spektakularne widowisko! Dla naszych odbiorców, pokażemy teraz jeden z najnowszych teledysków gwiazdy!
Z telewizora zaczęła płynąć muzyka. Uśmiechnęłam się do samej siebie i powiedziałam na głos:
-Justin Bieber.. już nie żyjesz.
-Zacznijmy od tego- skinieniem głowy pokazałam mu sklep otwarty przez 24 godziny na dobę.Co prawda prawie świtało ale nie chciało mi się niczego innego szukać. Na moje szczęście chłopak wyciągną trochę gotówki
-Co mam tam kupić?- zapytał. Potarł swoje przedramiona, by chociaż trochę się ogrzać.
-Kup coś do jedzenia, na szybko. Nie mam czasu teraz na zajmowanie się tym.- Pociągnęłam nosem i przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą- Zapytaj czy mogą nam dać jakieś kartony
-Kartony?
-Nie wyraźnie mówię?- syknęłam. Czasem mam wrażenie, że ludzie postradali rozum w ciągu tych dziesięciu lat.
-Okej. Kartony. Coś jeszcze?
-Nie to wszystko. - Miałam mu podziękować ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Usiadłam na schodkach prowadzących do jakiejś biblioteki.-Idź, zaczekam tu na Ciebie. Nie chcę słuchać plotek a co gorsza wpaść w ręce policji
-Okej. Co tylko powiesz.
Odprowadziłam chłopaka wzrokiem i podkuliłam nogi. Nie byłam pewna, czy aby na pewno dobrze robię. Po co ja go w to wplątałam? Mógł teraz odejść i zadzwonić w odpowiednie miejsca i zabraliby mnie stąd. Morderstwo pierwszego stopnia, kradzież, pobicie. Dożywotnia odsiadka gwarantowana. Wypuściłam powietrze z płuc i przetarłam zmęczone oczy. Miałam nadzieję,że w piątek to będzie koniec, koniec mojego koszmaru.
-Hej, mieli tylko bardzo duże pudełka, odpowiadają?-Jego głos przywołał mnie do rzeczywistości.
-Tak, będą okej. -Poprawiłam kaptur. Spojrzałam na siatkę którą trzymał w ręku. Mój żołądek w tym samym czasie dał o sobie znać. Widziałam,że ma ochotę się zaśmiać- Nawet nie próbuj.
-Sory, o tej porze załatwiłem Ci cieplutkie hamburgery, Mogłabyś chociaż okazać minimum wdzięczności- palcami odmierzył długość. Na nasze szczęście, albo i nie.. podjechał autobus
-Wsiadaj- zażądałam i w jednym momencie znalazłam się na siedzeniu na końcu autobusu a on obok mnie-Kup bilet, nie chce problemów
-Dziewczyno.. Ty już..- Podniosłam się z miejsca i ścisnęłam go za gardło
-Posłuchaj mnie chuju. To, że dzieliłam się z Tobą moimi zabawkami i byłeś parę razy u nas w domu nie upoważnia Cię do takich słów- Zacisnęłam mocniej dłoń.Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć- Więc jeśli raz jeszcze spróbujesz.. będę poszukiwana za dwa morderstwa a nie jedno
Puściłam go a chłopak zaczął kaszlać i łapać powietrze. Popatrzył na mnie z odrazą. Chciał coś dodać ale się powstrzymał. Skrzyżowałam ręce i wyjrzałam przez okno.Kątem oka dostrzegłam, że poszedł po bilety
-Będziemy bezpośrednio jechać. To nie jest daleko stąd-powiedziałam cicho wiedząc, że mnie uciszy. Miasto budziło się do życia. Piekarnie już dzieliły się zapachem świeżego chleba i bułeczek. Widać było pierwszych klientów biegnących po kawę. Jakiś starszy mężczyzna otwierał kiosk z gazetami. Normalne życie, tak bardzo inne od mojego. Miałam skończyć szkołę, dostać się na studia, mieć bogatego i dobrego męża. Miałam. Dlaczego od razu wszyscy przesądzili,że jestem winna? Nikt nie dał mi choćby jednej szansy. Wszystkie ślady po sobie zatarli,wszystkie.
-Wysiadamy- powiedziałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam tu zaledwie parę dni temu. Gdyby nie on.. nie mogłabym tu być. Ruszyłam z miejsca, wzięłam od niego jeden karton. - Widzisz ten dom? Zaczekamy do siódmej rano. Pani Lorenc, która jest gospodynią tych mieszkań będzie mieć za sobą poranną toaletę
-Powinienem zapytać dokąd idziemy?
Wzięłam głęboko powietrze. Rozważyłam jego pytanie i odpowiedziałam:
-Tam znajduje się mieszkanie mojej ciotki.
-Jak chcesz się tam dostać?
-Daj mi pomyśleć i podaj mi tego hamburgera- wyjął z siatki jedzenie. Było jeszcze ciepłe.Widziałam,że jest cały spięty. Nie chcę być dla niego miła. Nie chcę czuć. Nie po tym wszystkim co przeszłam. Jedzenie ogrzało mnie trochę- Co z Twoją matką?- Chyba wyrwałam go z zamyśleń, bo dostrzegłam,że się wzdrygną.
-Pracuje w pralni i szpitalu. Stara się jak może- Podparł głowę na dłoni.
-Studiujesz?
-Tak, na szczęście udało mi się załapać na stypendium, więc mogę sobie pozwolić
Zazdrościłam mu. Tak, zazdrościłam, poczułam ukłucie w sercu. Nie chciałam drążyć tematu.Do mojej głowy wpadły jego wcześniejsze słowa.
-Wspomniałeś-zawahałam się na moment i podrapałam się w tył głowy. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Wspominałeś, zaczęło mnie ścigać FBI?
-Tak, Sophie.Sprawa jest naprawdę poważna. Jesteś w czołówce najbardziej poszukiwanych osób. Niektórzy..- umilkł i odwrócił wzrok
-Dokończ-jednak odpowiedziała mi cisza. Wiedziałam, że to nie będzie nic przyjemnego-Dokończ, proszę-Na dźwięk ostatnich słów odwrócił swoją twarz. Widać było,że pobladł
-Niektórzy chcą dla Ciebie kary śmierci
Poczułam jak brakuje mi gruntu. Jakbym spadała w ciemną otchłań. Łzy cisnęły mi się do oczu, więc szybko zamrugałam powiekami.
-Chodźmy, już czas- Nie spojrzałam na niego-Powiesz, że jesteśmy z ekipy remontowej, że Kate Timmelson chce poprawić parę rzeczy i to nie zajmie nam więcej jak dwa dni.
Nie wiedziałam,czy gospodyni nam uwierzy. Zagryzłam dolną wargę i ukryłam twarz bardziej pod kapturem.
Ściskało mnie w żołądku,kiedy Nicholas wypowiedział swoją formułkę.
-A czy nie będzie nazbyt głośno? - Starsza Pani potrafiła być zrzędliwa. Jakby po prostu nie mogła nas wpuścić
-Nie Szanowna Pani. Ja i moja współpracownica wykonujemy profesjonalnie naszą pracę- Nicholas był bardzo przekonywujący. Rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranego domofonu
-Pierwsze piętro,pod dwunastką-powiedziałam cicho i ruszyliśmy po schodach.Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą i znaleźć się w mieszkaniu Kate. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka a ja zamknęłam wszystkie zamki.W mieszkaniu panował półmrok.Rolety były zasłonięte, nie chciałam wścibskich podglądaczy z domu naprzeciw. Opadłam na kanapę, byłam wyczerpana.
-To wszystko. Pójdę już- chłopak obrócił się i skierował w stronę drzwi. Zamknęłam na sekundę oczy
-Nie mógłbyś zostać?- Spojrzał na mnie zszokowany-Tak dla przykrywki? Do piątku?- Nie wahał się. Chciał zostać, nie wiedziałam tylko dlaczego.
-Okej, w końcu to pojutrze. Słuchaj..- przeniósł usta na jedną stronę. Analizował to co chce powiedzieć-Mógłbym wziąć prysznic? Chyba dopadł mnie kac i trochę.. no wiesz- Nie, nie wiedziałam. Nie piłam nigdy alkoholu, ale widząc jego minę musiał czuć się naprawdę chujowo
-Łazienka jest za tymi drzwiami po lewej
-Dzięki- zniknął za drzwiami i po niespełna minucie usłyszałam szum wody. Zdjęłam kaptur z głowy i sweter. Zsunęłam ze stóp buty i wyłożyłam się wygodniej na sofie. Sięgnęłam po pilot i zaczęłam skakać po kanałach. Natrafiłam na jakieś wiadomości. Chuda blondynka prowadziła wywiad z jakimiś młodymi dziewczynami
-Jak się czujecie dziewczyny?-Zapytała dziennikarka ukazując rząd równych zębów
-Och to takie niesamowite,że go spotkam! Kocham go!-Młoda dziewczyna trzymała w ręku plakat osoby, na widok, której poczułam odruch wymiotny.
-Artysta po wielu latach zagra w swoim rodzinnym mieście, to będzie spektakularne widowisko! Dla naszych odbiorców, pokażemy teraz jeden z najnowszych teledysków gwiazdy!
Z telewizora zaczęła płynąć muzyka. Uśmiechnęłam się do samej siebie i powiedziałam na głos:
-Justin Bieber.. już nie żyjesz.
środa, 23 listopada 2016
Trzy.
Po skończonym posiłku wstałam i otrzepałam się z okruchów. Otuliłam się ciaśniej swetrem, wrześniowe noce były coraz zimniejsze. Nie wiedziałam za bardzo co mogę ze sobą zrobić, serce biło mi jak szalone a moja klatka piersiowa szybko się poruszała.
-Myśl Sophie- przytknęłam palec do ust. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić, odliczając od 10 w dół.. takiej kontroli mnie nauczyła mama. Wzdrygnęłam się na wkradający się obraz jej martwego ciała do mojego umysłu.
Ruszyłam z miejsca, nie mogłam tu tak zostać, musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie na te dwa kolejne dni. Zatknęłam kosmyk włosów za ucho i wydęłam dolną wargę. Mogłabym się schować w mieszkaniu Kate, ale nie mogłam pozwolić na to, by ktoś mnie zauważył. Sąsiedzi zaraz wezwaliby policję.. jestem poszukiwana listem gończym. Wszystko we mnie się gotowało, nadszedł czas żeby po tylu latach w końcu się zemścić. To wszystko wina tego chłopaka.. wszystko zaczęło się zmieniać w koszmar w moim życiu odkąd się tylko w nim pojawił.
Szłam ulicami miasta, starałam się unikać te najbardziej ruchliwe, Nasunęłam kaptur bardziej, tak żeby zakrywał mi twarz.
Wiedziałam, że Kate długo to planowała. Nie skojarzyłam od razu, że potrafi mi wysyłać sekretne sygnały, nie mogła nic zrobić. Była w niebezpieczeństwie, była pod presją ich wszystkich. Pisząc że mam przyjść od zachodu miała na myśli wschód. Pisała do mnie w gazetach, ogłoszeniach. Mogłam wyłapywać te pojedyncze słowa. Okoliczności nie sprzyjały lepszemu komunikowaniu się. Dobrze, że ta głupia nauczycielka zdążyła chociaż nauczyć mnie czytać, pisać, liczyć. Jak mogła pozwolić sobie na to, by odejść, kiedy widziała, że Jej podopieczna jest tak źle traktowana? Pewnie dostała kupę kasy.
-Ała!-krzyknęłam, O moje ramię zahaczył jakiś chłopak idący z imprezy.- Jak chodzisz chuju?
Na dźwięk ostatnich słów on się zatrzymał.
-Jak mnie nazwałaś?-Jego głos był niski. Nie wiem czy zdążył przejść mutację. Próbował grać twardego. Miałam do czynienia z gorszymi od niego.
-Chujem. Przeliterować?- Nie pamiętam kiedy ostatni raz rozmawiałam z kimś. Czułam się zbyt pewnie siebie po otrzymanej wiadomości.
Złapał palcami czubek nosa i odchylił lekko głowę do tyłu. Po chwili ruszył w moją stronę. Dało się wyczuć jak bardzo cuchnie alkoholem i trawką.
-Posłuchaj ty mała suko..- gdy podniósł na mnie wzrok jego źrenice się rozszerzyły.- To ty..
Złapał się za usta i cofnął o pół kroku. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Najwyraźniej policja na bieżąco aktualizowała mój rysopis.
-Sophie Cooper.- nie umiałam nic wyczytać z jego głosu. Jedynie uderzyłam go w ramię
-Zamknij się, bo inaczej własna matka Cię nie pozna- nie wiedziałam, czy moja groźba może mieć pokrycie. Był nieco wyższy ode mnie.
-Ty mnie nie pamiętasz, co?
Teraz byłam już całkiem zbita z tropu. Patrzyłam na niego jakby miał dwie głowy.
-Co proszę?
-Jestem Nicholas Anderson
Anderson.. co mi to nazwisko mówi? Odblokowałam jakąś granicę w mojej głowie dzielącą mnie z moim dawnym życiem.
-Ty jesteś synem służącej, która u nas pracowała?
-Dokładnie! Kiedyś nam się pozwalano bawić jak matka zabierała mnie do pracy, a potem..- urwał w pół słowa i podrapał się w tył głowy.
-Pamiętam- mój głos był niski. Oduczyłam się okazywać uczucia. Mam gdzieś czyjeś zdanie a tym bardziej uczucia. To kolejny chujek, który stanął na mojej drodze. Ale wiedziałam, że może mi się przydać.. -Chciałbyś coś dla mnie zrobić?
Prychnął a ja spojrzałam na niego ostrym spojrzeniem. Zmienił mu się wyraz twarzy i odchrząknął.
-Zgaduję, że wiesz, że poszukuje Cię policja, interpol i sprawę ostatnio przejęło FBI?
Wywróciłam oczami. Ta wyliczanka chyba nigdy nie miałaby końca.
-I co z tego?- zapytałam go. Po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Niebieskie.
-Wiesz ile mógłbym dostać kasy za wsypanie Cię?- znieruchomiałam. Pieniądze były ogromne.. a sprawa jeszcze bardziej pokręcona.- Hej, hej.. żartowałem.- zaśmiał się lekko. Moje oczy spochmurniały spojrzałam na niego spode łba. Zacisnęłam zęby. Miałam ochotę ścisnąć moją rękę na jego gardle. Nie mogłam. Nie teraz. Wysiliłam się na uśmiech, na taki, jaki mnie było stać. Był sztuczny a przede wszystkim nie wróżył niczego dobrego.
-To co Nick.. pomożesz mi?
-Myśl Sophie- przytknęłam palec do ust. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić, odliczając od 10 w dół.. takiej kontroli mnie nauczyła mama. Wzdrygnęłam się na wkradający się obraz jej martwego ciała do mojego umysłu.
Ruszyłam z miejsca, nie mogłam tu tak zostać, musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie na te dwa kolejne dni. Zatknęłam kosmyk włosów za ucho i wydęłam dolną wargę. Mogłabym się schować w mieszkaniu Kate, ale nie mogłam pozwolić na to, by ktoś mnie zauważył. Sąsiedzi zaraz wezwaliby policję.. jestem poszukiwana listem gończym. Wszystko we mnie się gotowało, nadszedł czas żeby po tylu latach w końcu się zemścić. To wszystko wina tego chłopaka.. wszystko zaczęło się zmieniać w koszmar w moim życiu odkąd się tylko w nim pojawił.
Szłam ulicami miasta, starałam się unikać te najbardziej ruchliwe, Nasunęłam kaptur bardziej, tak żeby zakrywał mi twarz.
Wiedziałam, że Kate długo to planowała. Nie skojarzyłam od razu, że potrafi mi wysyłać sekretne sygnały, nie mogła nic zrobić. Była w niebezpieczeństwie, była pod presją ich wszystkich. Pisząc że mam przyjść od zachodu miała na myśli wschód. Pisała do mnie w gazetach, ogłoszeniach. Mogłam wyłapywać te pojedyncze słowa. Okoliczności nie sprzyjały lepszemu komunikowaniu się. Dobrze, że ta głupia nauczycielka zdążyła chociaż nauczyć mnie czytać, pisać, liczyć. Jak mogła pozwolić sobie na to, by odejść, kiedy widziała, że Jej podopieczna jest tak źle traktowana? Pewnie dostała kupę kasy.
-Ała!-krzyknęłam, O moje ramię zahaczył jakiś chłopak idący z imprezy.- Jak chodzisz chuju?
Na dźwięk ostatnich słów on się zatrzymał.
-Jak mnie nazwałaś?-Jego głos był niski. Nie wiem czy zdążył przejść mutację. Próbował grać twardego. Miałam do czynienia z gorszymi od niego.
-Chujem. Przeliterować?- Nie pamiętam kiedy ostatni raz rozmawiałam z kimś. Czułam się zbyt pewnie siebie po otrzymanej wiadomości.
Złapał palcami czubek nosa i odchylił lekko głowę do tyłu. Po chwili ruszył w moją stronę. Dało się wyczuć jak bardzo cuchnie alkoholem i trawką.
-Posłuchaj ty mała suko..- gdy podniósł na mnie wzrok jego źrenice się rozszerzyły.- To ty..
Złapał się za usta i cofnął o pół kroku. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Najwyraźniej policja na bieżąco aktualizowała mój rysopis.
-Sophie Cooper.- nie umiałam nic wyczytać z jego głosu. Jedynie uderzyłam go w ramię
-Zamknij się, bo inaczej własna matka Cię nie pozna- nie wiedziałam, czy moja groźba może mieć pokrycie. Był nieco wyższy ode mnie.
-Ty mnie nie pamiętasz, co?
Teraz byłam już całkiem zbita z tropu. Patrzyłam na niego jakby miał dwie głowy.
-Co proszę?
-Jestem Nicholas Anderson
Anderson.. co mi to nazwisko mówi? Odblokowałam jakąś granicę w mojej głowie dzielącą mnie z moim dawnym życiem.
-Ty jesteś synem służącej, która u nas pracowała?
-Dokładnie! Kiedyś nam się pozwalano bawić jak matka zabierała mnie do pracy, a potem..- urwał w pół słowa i podrapał się w tył głowy.
-Pamiętam- mój głos był niski. Oduczyłam się okazywać uczucia. Mam gdzieś czyjeś zdanie a tym bardziej uczucia. To kolejny chujek, który stanął na mojej drodze. Ale wiedziałam, że może mi się przydać.. -Chciałbyś coś dla mnie zrobić?
Prychnął a ja spojrzałam na niego ostrym spojrzeniem. Zmienił mu się wyraz twarzy i odchrząknął.
-Zgaduję, że wiesz, że poszukuje Cię policja, interpol i sprawę ostatnio przejęło FBI?
Wywróciłam oczami. Ta wyliczanka chyba nigdy nie miałaby końca.
-I co z tego?- zapytałam go. Po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Niebieskie.
-Wiesz ile mógłbym dostać kasy za wsypanie Cię?- znieruchomiałam. Pieniądze były ogromne.. a sprawa jeszcze bardziej pokręcona.- Hej, hej.. żartowałem.- zaśmiał się lekko. Moje oczy spochmurniały spojrzałam na niego spode łba. Zacisnęłam zęby. Miałam ochotę ścisnąć moją rękę na jego gardle. Nie mogłam. Nie teraz. Wysiliłam się na uśmiech, na taki, jaki mnie było stać. Był sztuczny a przede wszystkim nie wróżył niczego dobrego.
-To co Nick.. pomożesz mi?
wtorek, 22 listopada 2016
Dwa.
Dzień obecny.
Czułam jak bardzo pulsuje mi głowa. Ból rozchodził się po całym ciele. Miałam wrażenie, że nie spałam spokojnie przynajmniej sto lat. W moim umyśle tańczyły koszmarne obrazy, jak prawie za każdym razem. Skalpel, szwy, brudny gabinet. Nagle ze snu obudził mnie dźwięk policyjnych syren. Zerwałam się na równe nogi zapominając o bólu u dołu pleców. Czułam jak bardzo pieką mnie oczy.Jęknęłam głośno. Rozejrzałam się dookoła, czy oby na pewno odgłos nadjeżdżającego radiowozu nie staje się większy. Po kilku minutach mój oddech się wyrównał. Wiatr rozwiewał mi moje skołtunione włosy. Dziękowałam za to, że mogłam parę dni temu skorzystać z mieszkania Kate. Wokół rozlegał się smród, drażniący moje nozdrza. Stałam obok starego, opuszczonego przystanku autobusowego. To cud, że nie przykleił się do mnie jakiś upity mocnym trunkiem mężczyzna. Rozmasowałam dłonią bolące miejsce na plecach i podjęłam decyzję, że nie mogę tu zostać. Mój brzuch wywracał fikołki. Byłam bardzo głodna. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na żaden sklep, gdyż sprzedawca mógł mnie w jednej chwili rozpoznać.
-Mamusiu, moja najdroższa..- ścisnęłam łańcuszek na szyi i otarłam cisnące się do oczu łzy. Kulałam lekko, nienawidziłam swojego życia. Spojrzałam na ręce pełne śladów od wkucia igłą. Przez chwilę znów widziałam przed oczami ten obskurny gabinet. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że muszę odnaleźć Kate, że muszę na nią czekać. Minęło dziewięć może dziesięć lat od ostatniego spotkania. Siedziała w tym po uczy, ale wiedziałam, że może mi pomóc. Wszystko było niesprawiedliwe, nie tak miało potoczyć się moje życie. Od tamtych chwil, wyzbyłam się wszelkich uczuć. Byłam najzwyczajniej wyprana z emocji. Zatrzymałam się przy jednym z kontenerów pobliskiej restauracji. Podejrzewam, że ktoś się domyślał, że tu myszkuję, bo od pewnego czasu zostawiał mi zapakowane i nietknięte resztki jedzenia. Wspięłam się na drewniane skrzynki i podniosłam klapę. Wyciągnęłam niedawno wrzuconą siatkę i delikatnie ją otworzyłam. Zapach placuszków z bananami rozszedł się dookoła. Odgarnęłam jakieś papiery, rolki i wyciągnęłam je czym prędzej. Zwinięta kulka papieru powędrowała gdzieś w powietrzu niesiona przez wiatr. Coś przykuło na niej moją uwagę. Opuściłam siatkę z moim posiłkiem i rzuciłam się pędem na skrawkiem papieru. Po chwili zmagania wpadła w moje ręce, miała kilka plam po ketchupie. Rozwinęłam ją i ukazał mi się wielki napis KONCERT. Spojrzałam na twarz widniejącą na kartce i splunęłam na nią. Uniosłam łańcuszek i przytknęłam do moich ust:
-Mamusiu, obiecuję. Obiecuję, że nie zapomnę i stanę z nimi twarzą w twarz.
rękawem starałam się oczyścić jak najbardziej kartkę. Pokazał się tekst reklamujący i informujący o widowisku. Po tylu latach tułaczki wiedziałam jak go odczytać. Opuszkiem palca przejechałam po ostatnich słowach wersów w poszukiwaniu odpowiednich liter. Nie zajęła mi nawet chwila, by odczytać tekst przeznaczony tylko dla mnie. Dawniej nie wiedziałam o istnieniu sekretnych wiadomości, zajmowało mi to miesiące. Kate chciała mi dać tyle do zrozumienia.. "S fri 8pm west".
Czułam jak bardzo pulsuje mi głowa. Ból rozchodził się po całym ciele. Miałam wrażenie, że nie spałam spokojnie przynajmniej sto lat. W moim umyśle tańczyły koszmarne obrazy, jak prawie za każdym razem. Skalpel, szwy, brudny gabinet. Nagle ze snu obudził mnie dźwięk policyjnych syren. Zerwałam się na równe nogi zapominając o bólu u dołu pleców. Czułam jak bardzo pieką mnie oczy.Jęknęłam głośno. Rozejrzałam się dookoła, czy oby na pewno odgłos nadjeżdżającego radiowozu nie staje się większy. Po kilku minutach mój oddech się wyrównał. Wiatr rozwiewał mi moje skołtunione włosy. Dziękowałam za to, że mogłam parę dni temu skorzystać z mieszkania Kate. Wokół rozlegał się smród, drażniący moje nozdrza. Stałam obok starego, opuszczonego przystanku autobusowego. To cud, że nie przykleił się do mnie jakiś upity mocnym trunkiem mężczyzna. Rozmasowałam dłonią bolące miejsce na plecach i podjęłam decyzję, że nie mogę tu zostać. Mój brzuch wywracał fikołki. Byłam bardzo głodna. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na żaden sklep, gdyż sprzedawca mógł mnie w jednej chwili rozpoznać.
-Mamusiu, moja najdroższa..- ścisnęłam łańcuszek na szyi i otarłam cisnące się do oczu łzy. Kulałam lekko, nienawidziłam swojego życia. Spojrzałam na ręce pełne śladów od wkucia igłą. Przez chwilę znów widziałam przed oczami ten obskurny gabinet. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że muszę odnaleźć Kate, że muszę na nią czekać. Minęło dziewięć może dziesięć lat od ostatniego spotkania. Siedziała w tym po uczy, ale wiedziałam, że może mi pomóc. Wszystko było niesprawiedliwe, nie tak miało potoczyć się moje życie. Od tamtych chwil, wyzbyłam się wszelkich uczuć. Byłam najzwyczajniej wyprana z emocji. Zatrzymałam się przy jednym z kontenerów pobliskiej restauracji. Podejrzewam, że ktoś się domyślał, że tu myszkuję, bo od pewnego czasu zostawiał mi zapakowane i nietknięte resztki jedzenia. Wspięłam się na drewniane skrzynki i podniosłam klapę. Wyciągnęłam niedawno wrzuconą siatkę i delikatnie ją otworzyłam. Zapach placuszków z bananami rozszedł się dookoła. Odgarnęłam jakieś papiery, rolki i wyciągnęłam je czym prędzej. Zwinięta kulka papieru powędrowała gdzieś w powietrzu niesiona przez wiatr. Coś przykuło na niej moją uwagę. Opuściłam siatkę z moim posiłkiem i rzuciłam się pędem na skrawkiem papieru. Po chwili zmagania wpadła w moje ręce, miała kilka plam po ketchupie. Rozwinęłam ją i ukazał mi się wielki napis KONCERT. Spojrzałam na twarz widniejącą na kartce i splunęłam na nią. Uniosłam łańcuszek i przytknęłam do moich ust:
-Mamusiu, obiecuję. Obiecuję, że nie zapomnę i stanę z nimi twarzą w twarz.
rękawem starałam się oczyścić jak najbardziej kartkę. Pokazał się tekst reklamujący i informujący o widowisku. Po tylu latach tułaczki wiedziałam jak go odczytać. Opuszkiem palca przejechałam po ostatnich słowach wersów w poszukiwaniu odpowiednich liter. Nie zajęła mi nawet chwila, by odczytać tekst przeznaczony tylko dla mnie. Dawniej nie wiedziałam o istnieniu sekretnych wiadomości, zajmowało mi to miesiące. Kate chciała mi dać tyle do zrozumienia.. "S fri 8pm west".
To była jedyna szansa, po dziesięciu latach wszyscy myśleli, że nie żyję. Wszyscy, którzy zrujnowali mi to życie.Muszę to wykorzystać. Ścisnęłam kartkę w ręku, czując jak paznokcie wbijają się w moją dłoń. Chciałam nawet, żeby myśleli, że nie żyję. Mogłabym się bezsensownie tłumaczyć, że to nie moja wina, że przecież to ja jestem ofiarą. Jednak oni zaplanowali wszystko, och.. gdybym wtedy nie uległa.. gdybym nie dotknęła tej broni. Nikt nie mógł mi pomóc. Nie miałam żadnej rodziny.
Poza Kate.
I tym człowiekiem, który figuruje jako mój ojciec.
Słowa układanki,jeszcze raz pojawiły się w mojej głowie.
Poza Kate.
I tym człowiekiem, który figuruje jako mój ojciec.
Słowa układanki,jeszcze raz pojawiły się w mojej głowie.
Sophie. Piątek. Ósma wieczorem. Przyjdź od zachodu.
niedziela, 20 listopada 2016
Jeden
Nie wiem dlaczego dostałam tyle jedzenia.Od pewnego czasu miałam go pod dostatkiem. Od pewnego czasu wszystko było inne. Podniosłam talerz z kolejną porcją jedzenia i cisnęłam nim o ścianę. Po chwili usłyszałam kroki, wiedziałam co nastąpi. Do pokoju wpadł mój ojciec, spojrzał na ścianę po której spływały resztki jakiegoś "zdrowego" jedzenia. Jego twarz była przepełniona gniewem, wymierzył mi cios w policzek. Upadłam na ziemię zaraz obok wielkiego okno, zajmującego całą ścianę. Nie podniosłam wzroku. Usłyszałam ciche łkanie mojej mamy za plecami ojca. Chciał kopnąć mnie w brzuch ale gniew i łzy przerwał Jej okrzyk
-Robercie, zostaw!-rzuciła się ku niemu, chwytając go za ramię. Znów nastąpiła cisza, po chwili oboje wyszli z pokoju.
Nasz dom był luksusowy, pamiętam, że miał kształt litery 'C' . Piękne, oryginalne obrazy zdobiły ściany. Służba dbała o porządek. W tym domu moglibyście odnaleźć wszystko, czego pragniecie. Oprócz jednego.. mój ociec to tyran. Nie wyobrażajcie sobie patologicznej rodziny, gdzie on jest alkoholikiem i tłucze matkę. To nie tak, był kiedyś.. dobry. Pamiętam te czasy jak przez mgłę. Jednak interesy, które zaczął prowadzić zmieniły go. Z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że należy do mafii. Brzmi śmiesznie no nie? Zaraz wyobrazicie go sobie jako potężnego, umięśnionego goryla albo cichociemną osobę niczym postać z 'Matrixa'. Nosił garnitur, nie byle jaki. Był elegancki, wysportowany, można rzec.. ideał każdej kobiety. Może dlatego moja mama go pokochała. Jednak on nie pokochał mnie. Od zawsze miałam wrażenie, że zrobił mnie po 'coś'. Czym to było? Może to właśnie chcę Wam przedstawić?
Moja mama mnie jednak kochała, kochała mnie jak wszystkie matki swoje dzieci. Kochała mnie za ich dwoje.
Moje myśli przerwało ciche stukanie o szybę. To ściana właściwie była szklana ściana. Otworzyłam ciężkie powieki i spojrzałam na swoje malutkie rączki. Miałam niecałe 13 lat, a moje życie już dawało mi w kość. Oblizałam suche usta, które były słonawe od łez i przekręciłam się tak by wyjrzeć na podwórze. Dlaczego wspomniałam o tym jaki kształt miał mój dom? Otóż po przeciwległej jego stronie był pokój, identyczny jak mój. Przy szybie w tamtym pokoju siedział chłopak. On miał wszystko. Miał miłość mojego ojca. Niegdyś podejrzewałam,że jest to jego nieślubne dziecko, jednak gdyby tak było moja mama nie odwiedzałaby tego chłopaka.
Siedział on po turecku i patrzył na mnie. Nigdy nie mogłam dostrzec co posiada w głębi pokoju, była przyciemniona. On jednak siedział i przyglądał mi się. A ja leżałam na podłodze i patrzyłam na niego.Pojawił się w Naszym domu kilka miesięcy temu. Rzadko mogłam Go zastać, często nie było go godzinami, dniami. Gdy kiedyś zapytałam mojej matki o niego, przemilczała to. Widziałam jednak w nim coś.. za dnia na dzień był szczuplejszy, jego skóra była bledsza, ruch sprawiał mu wysiłek. Nie znałam nawet jego imienia. Wszystko co dotyczyło jego było zakazane.
Nie chodziłam do szkoły. Miałam prywatną nauczycielkę, ale i ona przestała przychodzić do mnie. Widziałam od czasu do czasu Kate, siostrę mojej mamy i przyjaciółkę ojca. Każdego dnia widziałam służbę,która przynosiła mi jedzenie i różnego rodzaju leki. Widywałam mamę, ojca. No i jego.
Usłyszałam kłótnię za drzwiami. To było coś niespotykanego.Zazwyczaj panowała tam głucha cisza. Wiedziałam, że nie mogę wyjrzeć na korytarz, bo drzwi są zamknięte od wielu tygodni.
-Nie udało mi się go przekupić, nikogo mi się nie udało. Rozumiesz?!- Mój ojciec nie mówił, on warczał. Mogłam się domyślić, że jego twarz jest cała czerwona.
-Robercie, przecież można to załatwić przez szpital. Tak normalnie, poszukamy dawcy-to był cichy, błagalny głos mojej mamy.
-Jesteś naprawdę taka głupia? Chcesz, żeby od razu wszystko było nie tak? Tu chodzi o duże pieniądze, o wpływowych ludzi.
-Co chcesz zrobić?
-Musimy to załatwić za granicą-moja mama wpadła w płacz, płacz jakiego nigdy dotąd nie słyszałam
-Przecież ona tego nie przeżyje! Dlaczego właśnie ona? Czy od początku była do tego stworzona?
-Zamknij się!-słyszałam jak mama upada na podłogę.
Zaczęłam szarpać za klamkę, jednak odpowiadała mi głucha cisza. Usiadłam pod drzwiami. Chyba zasnęłam.
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy ktoś zaczął grzebać w zamku. Odskoczyłam od drzwi i do pokoju wszedł kolega mojego ojca.Znałam go od dziecka.Nigdy nie należał do moich ulubieńców. Miał w sobie coś przebiegłego. Usiadł na łóżku i poklepał miejsce obok siebie. Posłusznie zajęłam miejsce obok niego. Zaczął wymachiwać bronią, odłożył ją tusz przy mojej nodze.
-Zobacz Sophie, fajna, prawda?- Milczałam i Tom mocno chwycił mnie za kark, syknęłam z bólu-Może być łaskawie odpowiedziała?
-Tak. Bardzo mi się podoba- Kłamałam, wiedziałam, że to rodzi zło.
-No śmiało, dotknij jej, złap ją w swoje ręce-Posłusznie wzięłam w dłoń spluwę, niczym morderca. Czułam dreszcze. Zobaczyłam, że na jednej dłoni Tom'a jest nałożona rękawiczka. Taka biała, elegancka, czysta. Chwycił nią ostrożnie broń i wyszedł, zamykając ze sobą drzwi.
Na dworze zapanowała noc. Czułam zmęczenie, strach przed tym co usłyszałam za drzwiami.
-Nie Robercie! Zostaw ją! To moje całe życie- krzyczała moja mama. Słyszałam jakieś odgłosy, moja mama znów płakała.
Usłyszałam strzał.
-Coś Ty kurwa..?-Mój ojciec wciągnął głośno powietrze.
Potem wszystko wydarzyło się szybko.
Drzwi otworzyły się na szeroko, w korytarzu zobaczyłam moją mamę leżącą w kałuży krwi. Nie ruszała się. Nie oddychała. Nie żyła.
-Mamusiu!-Rzuciłam się w jej stronę. Dwóch mężczyzn podeszło do mnie i wbiło mi strzykawkę w szyję. Zapadła ciemność.
-Robercie, zostaw!-rzuciła się ku niemu, chwytając go za ramię. Znów nastąpiła cisza, po chwili oboje wyszli z pokoju.
Nasz dom był luksusowy, pamiętam, że miał kształt litery 'C' . Piękne, oryginalne obrazy zdobiły ściany. Służba dbała o porządek. W tym domu moglibyście odnaleźć wszystko, czego pragniecie. Oprócz jednego.. mój ociec to tyran. Nie wyobrażajcie sobie patologicznej rodziny, gdzie on jest alkoholikiem i tłucze matkę. To nie tak, był kiedyś.. dobry. Pamiętam te czasy jak przez mgłę. Jednak interesy, które zaczął prowadzić zmieniły go. Z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że należy do mafii. Brzmi śmiesznie no nie? Zaraz wyobrazicie go sobie jako potężnego, umięśnionego goryla albo cichociemną osobę niczym postać z 'Matrixa'. Nosił garnitur, nie byle jaki. Był elegancki, wysportowany, można rzec.. ideał każdej kobiety. Może dlatego moja mama go pokochała. Jednak on nie pokochał mnie. Od zawsze miałam wrażenie, że zrobił mnie po 'coś'. Czym to było? Może to właśnie chcę Wam przedstawić?
Moja mama mnie jednak kochała, kochała mnie jak wszystkie matki swoje dzieci. Kochała mnie za ich dwoje.
Moje myśli przerwało ciche stukanie o szybę. To ściana właściwie była szklana ściana. Otworzyłam ciężkie powieki i spojrzałam na swoje malutkie rączki. Miałam niecałe 13 lat, a moje życie już dawało mi w kość. Oblizałam suche usta, które były słonawe od łez i przekręciłam się tak by wyjrzeć na podwórze. Dlaczego wspomniałam o tym jaki kształt miał mój dom? Otóż po przeciwległej jego stronie był pokój, identyczny jak mój. Przy szybie w tamtym pokoju siedział chłopak. On miał wszystko. Miał miłość mojego ojca. Niegdyś podejrzewałam,że jest to jego nieślubne dziecko, jednak gdyby tak było moja mama nie odwiedzałaby tego chłopaka.
Siedział on po turecku i patrzył na mnie. Nigdy nie mogłam dostrzec co posiada w głębi pokoju, była przyciemniona. On jednak siedział i przyglądał mi się. A ja leżałam na podłodze i patrzyłam na niego.Pojawił się w Naszym domu kilka miesięcy temu. Rzadko mogłam Go zastać, często nie było go godzinami, dniami. Gdy kiedyś zapytałam mojej matki o niego, przemilczała to. Widziałam jednak w nim coś.. za dnia na dzień był szczuplejszy, jego skóra była bledsza, ruch sprawiał mu wysiłek. Nie znałam nawet jego imienia. Wszystko co dotyczyło jego było zakazane.
Nie chodziłam do szkoły. Miałam prywatną nauczycielkę, ale i ona przestała przychodzić do mnie. Widziałam od czasu do czasu Kate, siostrę mojej mamy i przyjaciółkę ojca. Każdego dnia widziałam służbę,która przynosiła mi jedzenie i różnego rodzaju leki. Widywałam mamę, ojca. No i jego.
Usłyszałam kłótnię za drzwiami. To było coś niespotykanego.Zazwyczaj panowała tam głucha cisza. Wiedziałam, że nie mogę wyjrzeć na korytarz, bo drzwi są zamknięte od wielu tygodni.
-Nie udało mi się go przekupić, nikogo mi się nie udało. Rozumiesz?!- Mój ojciec nie mówił, on warczał. Mogłam się domyślić, że jego twarz jest cała czerwona.
-Robercie, przecież można to załatwić przez szpital. Tak normalnie, poszukamy dawcy-to był cichy, błagalny głos mojej mamy.
-Jesteś naprawdę taka głupia? Chcesz, żeby od razu wszystko było nie tak? Tu chodzi o duże pieniądze, o wpływowych ludzi.
-Co chcesz zrobić?
-Musimy to załatwić za granicą-moja mama wpadła w płacz, płacz jakiego nigdy dotąd nie słyszałam
-Przecież ona tego nie przeżyje! Dlaczego właśnie ona? Czy od początku była do tego stworzona?
-Zamknij się!-słyszałam jak mama upada na podłogę.
Zaczęłam szarpać za klamkę, jednak odpowiadała mi głucha cisza. Usiadłam pod drzwiami. Chyba zasnęłam.
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy ktoś zaczął grzebać w zamku. Odskoczyłam od drzwi i do pokoju wszedł kolega mojego ojca.Znałam go od dziecka.Nigdy nie należał do moich ulubieńców. Miał w sobie coś przebiegłego. Usiadł na łóżku i poklepał miejsce obok siebie. Posłusznie zajęłam miejsce obok niego. Zaczął wymachiwać bronią, odłożył ją tusz przy mojej nodze.
-Zobacz Sophie, fajna, prawda?- Milczałam i Tom mocno chwycił mnie za kark, syknęłam z bólu-Może być łaskawie odpowiedziała?
-Tak. Bardzo mi się podoba- Kłamałam, wiedziałam, że to rodzi zło.
-No śmiało, dotknij jej, złap ją w swoje ręce-Posłusznie wzięłam w dłoń spluwę, niczym morderca. Czułam dreszcze. Zobaczyłam, że na jednej dłoni Tom'a jest nałożona rękawiczka. Taka biała, elegancka, czysta. Chwycił nią ostrożnie broń i wyszedł, zamykając ze sobą drzwi.
Na dworze zapanowała noc. Czułam zmęczenie, strach przed tym co usłyszałam za drzwiami.
-Nie Robercie! Zostaw ją! To moje całe życie- krzyczała moja mama. Słyszałam jakieś odgłosy, moja mama znów płakała.
Usłyszałam strzał.
-Coś Ty kurwa..?-Mój ojciec wciągnął głośno powietrze.
Potem wszystko wydarzyło się szybko.
Drzwi otworzyły się na szeroko, w korytarzu zobaczyłam moją mamę leżącą w kałuży krwi. Nie ruszała się. Nie oddychała. Nie żyła.
-Mamusiu!-Rzuciłam się w jej stronę. Dwóch mężczyzn podeszło do mnie i wbiło mi strzykawkę w szyję. Zapadła ciemność.
Witam.
Za dużo siedzi we mnie, żeby to trzymać. Zbyt wiele historii, które chcę opisać. Być może warto podjąć próbę, żeby przelać to na papier. Jednak papier wiąż leży w szufladzie..Chciałabym, aby przeczytała to chociaż jedna osoba.Będzie razem ze mną i może spróbuje pojąć moje myśli. Zostań, daj mi szansę.Proszę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)